GN 43/2020 Archiwum

Św. Franciszek z Zaklikowa

Nazywano ją „bosą Anną” lub „panną Anną”. Za życia wielu uważało ją za dziwaczkę, nie rozumiejąc stylu jej życia, jednak czas pokazuje, że była kulturalną i religijną duszą okolicy.

Mimo że odeszła pół wieku temu, w Zaklikowie każdy wie, kim była „panna Anna” i w którym miejscu jest jej grób. Jak opowiadają pamiętający ją mieszkańcy, chodziła boso, w wysłużonych ubraniach, prawie zawsze na czarno, spała w nieogrzewanym domu, na wiklinowym posłaniu, nawet w kościele nie siadała w ławce, lecz stała lub siedziała na posadzce.

– O wyborze takiego stylu życia najprawdopodobniej zaważyły ciężkie przeżycia rodzinne i osobiste. Dość szybko straciła ojca, jedyny brat zginął, ratując tonącego, potem doświadczenia wojenne sprawiły, że obrała styl wielkiego ubóstwa, nieustannie pomagając innym potrzebującym – opowiada s. Stefania Jaworska CSSJ, która od kilku lat wydobywa z zapomnienia zaklikowską bohaterkę.

Życiowe posłannictwo

Na wspólnym zjeździe z okazji rocznicy śmierci i wydania obszernego tomu jej poezji zjawili się ci, którzy właśnie przy niej zdobywali szlify wychowania i wiedzy na najwyższym poziomie. Jednak jej działalność jako pedagoga sięga jeszcze czasów rozbiorowych, gdy pracowała jako guwernantka, potem jako nauczycielka w Leśnej Podlaskiej. W okolice Zaklikowa dotarła dopiero w latach ostatniej wojny i ta ziemia stała się jej końcowym portem. – Do dziś trudno mi zrozumieć, jak kobieta o tak nieprzeciętnej wiedzy, a była jedną z pierwszych Polek, które ukończyły Sorbonę, poświęciła wszystko dla innych. Była kimś, kto łączył w sobie pokorę św. Franciszka i artystyczną wrażliwość Norwida. To ona z tego zaścianka ukrytego w lasach wprowadzała nas w przepiękny świat wiedzy, kultury i sztuki. Gdy dziś czytam jej wiersze, powracam do chwil, gdy uczyła nas zachwytu nad przyrodą i wrażliwości wobec drugiego człowieka. Dla mnie była, jak sama się nazwała, „matką chrzestną”, ale też niezwykłą wychowawczynią, mentorką i swoistym przewodnikiem w drodze do tego, co piękne i niezwykłe – opowiadał Leszek Długosz. Już jako starsza osoba całą swoją działalność wychowawczą i nauczycielską organizowała poza ramami szkolnymi, szczególnie dbając o prawidłowe wychowanie patriotyczne i narodowe. – Jej niesamowitą cechą było to, że umiała dostrzec w nas ukryte talenty i uzdolnienia i zachęcając nas do pracy, kształtowała je razem z nami – dodaje pan Leszek.

Dusza w wierszach

Podczas prezentacji tomu poezji „Wiersze wybrane” na nowo odżyły wspomnienia o „zaklikowskiej biedaczce”. – To dzieło to jakby hołd naszej społeczności wobec panny Anny. Ona za życia nie chciała być doceniana, wybrała radykalny styl życia, ale to, co materialnie pozostawiła po sobie, jej wiersze, to naprawdę wielki skarb i testament jej życia. Krytycy i znawcy poezji plasują jej twórczość między Norwidem, Szymborską a ks. Twardowskim. W tych wierszach przebija niezwykły hart ducha, wielka pobożność, patriotyzm, oddanie dla najbardziej ubogich i ewangeliczny radykalizm. Będąc niezwykle wykształconą osobą o wysokim statusie społecznym, stała się świadkiem człowieka oddanego Bogu i innym. Może do końca niezrozumianym za życia, ale odkrywanym teraz – opowiada Sylwester Piechota, miejscowy regionalista i społecznik. Blisko pięćset wierszy, które znalazły się w wydanym tomie, to utwory w większości okolicznościowe, w szerokim tego słowa znaczeniu. Wiele z nich – można powiedzieć – „wydobyto” z jej listów do różnych adresatów, szczególnie bliskich jej sercu. Czasem są to także wierszowane listy, bądź wierszowane życzenia. – Z listów do przyjaciół pochodzi wiele lirycznych zwierzeń odsłaniających przeżycia związane z przyrodą przeżywaniem roku liturgicznego czy poświadczających osobisty stosunek do sztuki i kultury. W wierszach udokumentowała przede wszystkim świat osobisty i najbliższego kręgu przyjaciół – wyjaśnia Mirosława Ołdakowska-Kuflowa. – Tutaj nazywano ją „świętym Franciszkiem w spódnicy”, „bosą Anną” lub „panną Anną”, na której pomoc każdy mógł liczyć. Nasz dom zakony na pobliskiej Radnej Górze powstał na jej ojcowiźnie, którą oddała, aby siostry mogły podjąć opiekę na innymi. Sama nic nie mając, ubogacała innych. To była zasada jej życia – podsumowuje s. S. Jaworska CSSJ.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama