Nowy numer 49/2019 Archiwum

To były zwyczajne 
siostry


Kiedy w niedzielę 1 sierpnia 1943 r. ludzie przyszli na Mszę do białej fary w Nowogródku, klęczniki sióstr nazaretanek były puste. Nie wiedzieli, że rano rozstrzelali je hitlerowcy. 
120 mężczyzn, za które oddały 
życie, ocalało. 


Niektórzy turyści przyjeżdżają do Nowogródka, żeby zobaczyć obraz Matki Bożej, przed którym uzdrowienie Adama Mickiewicza wymodliła jego matka, lub poznać miejsce, gdzie Jagiełło brał ślub z Zofią Olszańską – wylicza s. Laura, przełożona nowogródzkiego Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu. – Kiedy opowiadam im historię zakonnic, przejmują się i przyjeżdżają drugi i trzeci raz – mówi. Ona sama, od 14 lat w klasztorze, podczas każdej opowieści przeżywa na nowo historię tej męczeńskiej śmierci. 
Stajemy przy prowadzącej pod górę ulicy 1 Maja, u podnóża kościoła farnego pw. Przemienienia Pańskiego w Nowogródku.

To była ostatnia droga 11 sióstr wezwanych na niemiecki komisariat 31 lipca 1943 r. Pozwolono im wtedy wyjątkowo włożyć habity, w których zakopano je po rozstrzelaniu.
– O czym wtedy myślały? – zastanawia się s. Laura. – Na pewno nie o tym, że idą na śmierć. Spodziewały się wywózki do łagru, na roboty. Wcześniej przyszedł do nich Niemiec w cywilu. Powiedział, że mają się stawić na komisariacie o 19.00. Siostra Małgorzata pracowała jako pielęgniarka w szpitalu i akurat miała dyżur. Siostra Stella, zastępująca przełożoną, która po wybuchu wojny zostawiła zgromadzenie i wyjechała do domu zakonnego w Wilnie, poleciła jej, żeby po powrocie podała kolację ks. Aleksandrowi Zienkiewiczowi, ich kapelanowi i rektorowi kościoła. Na posterunku z siostrami nikt nie rozmawiał. W tych czystych habitach zapakowano je na ciężarówkę i wywieziono 5 km za miasto, do lasu, niedaleko miejscowości Batorówka. Czekał już na nie wykopany dół, a przy nim żołnierze. – Hitlerowcy nie chcieli, żeby mieszkańcy Batorówki usłyszeli strzały i roznieśli wiadomość o mordzie – wyjaśnia s. Laura, dobrze znająca realia wiejskie, bo urodzona we wsi niedaleko Oszmiany, 30 km od litewskiej granicy. – Dochodziła 20 – latem dobra pora spędzania krów. Dlatego zabrano je z powrotem do piwnicy komisariatu. Pilnujący sióstr stróż zaświadczył, że jedna z nich leżała krzyżem na posadzce, a inne się modliły. Ja myślę, że to była s. Stella. To była dla nich noc ogrójcowa. 
33-letni ks. Aleksander, jedyny kapłan na tych terenach, przeczuwał, co się zdarzy. Nie spał ukryty w budynku gospodarczym. We wspomnieniach napisał, że to była najdłuższa noc w jego życiu. Kilka dni potem ocalała s. Małgorzata z kuzynką s. Stelli i z małym dzieckiem poszła do lasu niby na grzyby, a znalazła świeżo rozkopaną ziemię. Zauważyła kawałek zaczepionego na krzewie habitu. Oznaczyła miejsce krzyżykiem na brzozie, żeby nie zarosło.


« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama