Nowy numer 44/2020 Archiwum

Ratowanie "latających sreber"

LOT na razie nie otrzyma nowej pomocy od państwa. Inaczej niż Alitalia - choć ta okrężną drogą.

Po poniedziałkowym Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu PLL LOT wiceminister skarbu Rafał Baniak poinformował, że spółka na razie nie będzie wnioskować o drugą transzę dofinansowania. Choć nadal jest na minusie, restrukturyzuje się, dzięki czemu straty stają się coraz niższe.

To dobra wiadomość. Po pierwsze, należący w zdecydowanej większości do państwa przewoźnik jest w coraz lepszej (a raczej – w coraz mniej słabej) sytuacji i nie będziemy musieli jako podatnicy do niego dopłacać. Nie wiadomo zresztą, czy zgodziłaby się na to Komisja Europejska. Ponadto im lepiej ma się firma, tym większa jest szansa na jej prywatyzację – chęci jej przeprowadzenia skarb państwa nie ukrywa. A ta, przynajmniej w częściowej formie, wydaje się być nieunikniona. Uchodzące za polskie srebra rodowe linie lotnicze są kolosem na glinianych nogach. Od lat przynoszą głównie straty, nie stanowią zbytniej konkurencji dla zagranicznych linii, zwłaszcza tanich. Na obecną chwilę nawet nie stanowią łakomego kąska dla potencjalnych inwestorów, choć zainteresowanie nimi wyraziły firmy z Bliskiego Wschodu.

Choć nie jest to zbytnim pocieszeniem, PLL LOT nie jest jedyną firmą lotniczą z długoletnią tradycją, która ma problemy. Alitalia jest w sytuacji jeszcze gorszej. Do 2009 roku należała przede wszystkim do włoskiego państwa. Przed upadkiem uratował ją zakup przez grupę włoskich prywatnych inwestorów – choć tajemnicą poliszynela jest, iż firmy te były kierowane przez ludzi blisko związanych z ówczesnym premierem Włoch Silnio Berlusconim, któremu zależało na utrzymaniu „włoskości” Alitalii. Teraz firma znów stoi krok przed bankructwem, nie ma pieniędzy na bieżące regulowanie rachunków za paliwo czy wypłaty pensji dla pracowników.

Kilka dni przed zaistnieniem zagrożenia uziemienia maszyn znalazł się „inwestor”. Jest nim włoska poczta państwowa, która zapowiedziała wykupienie 15 proc. akcji. Z kolei wszyscy udziałowcy – na razie poza Air France, która kilka lat temu kupiła 25 proc. udziałów – zatwierdzili plan podwyższenia kapitału. Inwestycja Poste Italiane w upadającego przewoźnika pozwoli na ominięcie unijnego zakazu pomocy publicznej dla firm prywatnych.

Wiele wskazuje na to, że jest to rozwiązanie dojutrkowe. Włoska poczta sama jest w trudnej sytuacji finansowej, zaś jeśli Airitalia nie zacznie w końcu osiągać zysków, to i inni udziałowcy zaczną mieć w końcu dość dokładania do interesu.

Czas pokaże, kto wyjdzie na swoich metodach lepiej: LOT i jego większościowy właściciel, czyli polski skarb państwa, nie ukrywający planów prywatyzacyjnych, czy formalnie prywatna Alitalia, kurczowo trzymająca się sentymentalnego myślenia o włoskim lotnictwie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama