Nowy numer 43/2020 Archiwum

Gdzie jest moja głowa?

Dziś wspomnienie św. Dionizego – patrona Paryża. Pewien szczegół związany z jego życiem, a raczej z jego śmiercią skłania mnie do refleksji przekraczającej granice czasu i miejsca.

Kilka słów o świętym. Żył w III wieku. Pochodził z Lyonu. Jego życiorys przytacza m.in. bł. Jakub de Voragine, autor „Złotej legendy” (XIII w.), oraz św. Grzegorz z Tours. Dionizy miał dotrzeć do Paryża wraz z kapłanem Rustykiem i diakonem Eleuteriuszem, by tam założyć Kościół. Został pierwszym francuskim biskupem.

Ponieważ w Paryżu dochodziło do licznych nawróceń na chrześcijaństwo, poganie poprosili o interwencję władze rzymskie. W roku 257 misjonarze zostali najpierw poddani torturom, a następnie ścięci na wzgórzu, które później nazwano Montmartre (od łacińskiego Mons Martyrium ­– „góra męczenników”).

I teraz najbardziej intrygujący moment. Legenda głosi, iż Dionizy podniósł swoją ściętą głowę i trzymając ją w rękach, przeszedł kilka kilometrów, do dzisiejszej miejscowości Saint Denis. Niektóre źródła podają, że towarzyszył mu w tej drodze anioł, a sam Dionizy zatrzymał się raz, by w źródle obmyć zakrwawioną głowę. U celu swej ostatniej wędrówki wręczył głowę pewnej chrześcijance i wtedy dopiero umarł „całkiem”. W miejscu tego zdarzenia po kilku wiekach powstało opactwo benedyktyńskie – jako hołd dla pierwszego biskupa Paryża. W XII w. rozpoczęto budowę katedry, jednej z pierwszych budowli w stylu gotyckim; zakończono ją dopiero u schyłku wieku XIII. To tutaj zostali pochowani prawie wszyscy królowie Francji. Ucierpiała znacznie podczas rewolucji francuskiej. Męczeństwo św. Dionizego jest przywoływane kilkukrotnie również w paryskiej katedrze Notre-Dame, a także w wielu francuskich świątyniach.

Tyle historia. A ja patrzę na wymowną fotografię płaskorzeźby z portalu katedry Notre-Dame. Dionizy trzyma swoją piękną głowę oburącz, pod pachą dzierżąc palmę męczeństwa. Po lewej i prawej jego stronie stoją aniołowie. I znajduję jeszcze w relacjach cudów zanotowanych za jego wstawiennictwem historię króla Dagoberta, któremu Dionizy miał się przyśnić i wyrwać jego duszę demonom.

I tak myślę sobie o różnych „newsach” ostatnich lat, miesięcy, dni. O zabijaniu bezbronnych, pedofilii, niszczeniu naturalnej niewinności „maluczkich”. O odejściach z kapłaństwa czy z zakonu, rozwodach, rozstaniach. Słowem – niewiernościach o różnej wadze i konsekwencjach, ale zawsze będących sprzeniewierzeniem się nie tylko ludziom, ale przede wszystkim ich Panu. A im mniej w tych niewiernościach logiki, tym bardziej próbuje się je uzasadniać i usprawiedliwiać.

Czytam na przykład wywiad z dominikaninem o. Pawłem Gużyńskim, komentującym odejście z zakonu swego współbrata. – Dominikaninowi nie wypada zdjąć habitu ot tak po prostu, zwyczajnie, po cichu, bo związał się z kobietą. On musi z tego zrobić wydarzenie, bo przecież jego odejście jest na tle innych niebanalne – mówi. A na pytanie, dlaczego nie wypada, odpowiada: – Odejść z powodu kobiety brzmi zbyt powszednio. Dominikanin się szanuje, więc mówi: „odchodzę dla miłości”. Ponadto wypada mu zrobić to z intelektualnym sznytem np. w jungowskim stylu. To przez nasze czasami rozdęte ego, indywidualizm.

Ta sytuacja, a także inne, nieco „bliższe ciału” wydarzenia każą mi zapytać o pryncypia. Czy nasza hierarchia wartości się aby już doszczętnie nie poprzestawiała? Czy nie pogubiliśmy się – jako społeczeństwo, często niestety jako katolicy, tak bardzo, że nie wiemy już, skąd się wzięliśmy i dla kogo i po co tak naprawdę żyjemy?

„Serce ma swoje racje, których rozum nie zna” – brzmi jedna z „Myśli” Błażeja Pascala. Myślenie tylko sercem wielu zgubiło. To piękne siedlisko uczuć musi jednak zostać okiełznane. Czasem trzeba nawet zadać mu gwałt. Co znaczy: wykazać heroizm. Męczeństwo na swoją miarę.

Święty Dionizy, oprócz tego, że patronuje Francji, jest orędownikiem osób cierpiących na bóle głowy i migreny. A my dodajmy mu jeszcze jeden patronat – nad tymi, którzy tracą głowę w różnych okolicznościach i tylko Boża interwencja może ją przywrócić na właściwe miejsce, umożliwiając i sercu należną mu rolę.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama