GN 42/2020 Archiwum

Jeszcze o komunii dla rozwiedzionych

Tylko naiwni mogą sądzić, że kuria pominęła swojego biskupa przy tak ważnym dokumencie.

Dokument fryburskiej archidiecezji o możliwości udzielenia Komunii Świętej rozwiedzionym żyjącym w nowych cywilnych związkach nie jest zaskoczeniem. Dyskusje o Komunii Świętej dla rozwiedzionych trwają wśród katolików niemieckich od kilkudziesięciu lat. Podobny dokument powstał już w 1993 roku, podpisany wtedy przez ordynariuszy trzech nadreńskich diecezji. Abp Oskar Saier, ówczesny bp Karl Lehmann i ówczesny bp Walter Kasper postanowili, że w niektórych przypadkach rozwiedzeni będą mogli przystępować do sakramentów. Zatrzymał ich ówczesny prefekt Kongregacji Wiary kardynał Joseph Ratzinger. Dlatego nie do zaakceptowania są tłumaczenia, że tym razem nic ważnego się nie stało, bo dokumentu nie podpisał ordynariusz Fryburga. Abp Robert Zollitsch zapowiadał go już wielokrotnie i tylko naiwni mogą sądzić, że bryzgowijska kuria pominęła swojego biskupa. Wykorzystała raczej moment, w którym jest on jedynie administratorem apostolskim, krótko przed pójściem na emeryturę.

Dziś zaskakuje raczej uporczywość, z jaką niektórzy próbują na własną rękę przeprowadzić niektóre reformy w Kościele. Problem duszpasterstwa osób rozwiedzionych jest trudny i delikatny. Nie wolno go zbywać. Dlatego w wielu niemieckich diecezjach powstały specjalne zespoły duszpasterskie szukające odpowiednich rozwiązań. Ale nie jest to kwestia poszerzania praw dla rozwodników - jak pisały niektóre media - bo przyjęcie sakramentu nie jest żadnym prawem, a łaską. Sądzę, że problem leży gdzie indziej.Kościół w Niemczech coraz mniej głosi piękno i nierozerwalność małżeństwa, a także coraz bardziej zaniedbuje sakrament pokuty. Wspominał już o tym Benedykt XVI, kiedy w styczniu przed Rotą Rzymską mówił, że w dzisiejszym świecie brak aprobaty dla małżeństwa jako nierozerwalnego przymierza.

Tymczasem archidiecezja Fryburga, wydając dokument o związkach niesakramentalnych zachowała się zgodnie z zasadą "mleko już się rozlało więc niech tak już będzie". Próbowała zatem usankcjonować chory stan rzeczy, zamiast zapytać, dlaczego właściwie "mleko się wylewa".

Przez sześć lat mieszkałem i pracowałem na terenie archidiecezji Fryburga i ani razu nie spotkałem się z poważną pastoralną inicjatywą promującą małżeństwo. Zresztą, takiej promocji brakuje nie tylko w tej diecezji. Moim zdaniem we Fryburgu zabrakło też szczerego duszpasterstwa dla osób rozwiedzionych. Zamiast "walczyć" o możliwość przystąpienia do Komunii Świętej, w skali parafialnej można było zapraszać takie osoby np. na czuwanie przed Najświętszym Sakramentem czy specjalne rekolekcje. Ale to jest możliwe dopiero wtedy, gdy nazwiemy stan rzeczy po imieniu. Tymczasem od różnych proboszczów wiem, że zanika tam praktyka spowiedzi, a podczas kazań coraz rzadziej mówi się o grzechu, skrusze i nawróceniu. Wśród rozwiedzionych spotykałem często osoby z postawą " należy mi się ", rzadziej takie, które wyrażały skruchę trwając przed Panem bez przyjmowania Komunii Świętej. Dlatego tylko w części zgadzam się z Konradem Sawickim, który na portalu deon.pl stwierdził, że można by zmienić warunki przyjmowania Komunii, bo "od wieków w Kościele toczył się spór o to, czy komunię powinno się traktować jako nagrodę dla czystych, czy może jako lekarstwo dla grzesznych." Owszem, taki spór jest możliwy, jeśli przyznajemy się do grzechu i wyznajemy go w konfesjonale.

Tymczasem rzeczywistość w Kościele (nie tylko) badeńskim jest inna: już teraz w wielu parafiach udzielana jest Komunia Święta rozwodnikom, już teraz są oni członkami rad parafialnych. Jak to stwierdził z wyraźnym zadowoleniem przewodniczący Stowarzyszenia Młodzieży Katolickiej w Niemczech Dirk Tänzler, dokument opisuje to, co już dawno w wielu parafiach się dokonało. To jednak oznacza przyznanie się do faktycznego oddzielenia się części Kościoła niemieckiego od Kościoła powszechnego. ==>

Archidiecezja Fryburga jest specyficznym miejscem na katolickiej mapie Niemiec, ponieważ na jej terenie bardzo silne są wpływy protestanckie. Nie raz słyszałem tu od duszpasterzy, że "Watykan jest daleko, liczy się konkretny człowiek na miejscu." Być może właśnie dlatego zabrakło tu, nie po raz pierwszy zresztą, sensus Ecclesiae, odpowiedniego postrzegania Kościoła powszechnego. Papież Franciszek zapowiedział przecież, że palącymi problemami rodziny zajmie się nadzwyczajne zgromadzenie Synodu biskupów. Szkoda, że te same osoby, które dotąd w Niemczech powoływały się na nowy wiatr pontyfikatu Franciszka teraz niepotrzebnie go wyprzedziły wywołując zamęt.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama