Nowy numer 43/2020 Archiwum

Musiałem ten świat pokochać

Z Maciejem Pieprzycą, reżyserem filmu „Chce się żyć” rozmawia Edward Kabiesz.

Edward Kabiesz: Czy nie żałujesz, że „Chce się żyć” nie zostało polskim kandydatem do Oscara?

Maciej Pieprzyca: „Wałęsa. Człowiek z nadziei” Wajdy ma dużo mocnych punktów, jeżeli chodzi o kandydaturę do Oscara. Osoba reżysera znana na całym świecie, jego współpracownicy, Janusz Głowacki i Paweł Edelman, znani na tamtym rynku, no i postać samego Wałęsy, kultowa niezależnie od kontrowersji. By mieć szansę na oscarową nominację, postanowiliśmy wraz z producentem, że zgłosimy film w przyszłym roku.

Po Twoim znakomitym debiucie długo czekamy na kolejne filmy, średnio cztery lata…

Nie zawsze zależy to od reżysera. Pomiędzy „Drzazgami” a „Chce się żyć” były dwa projekty, które nie doszły do skutku. Po prostu nie udało mi się zebrać pieniędzy. „Chce się żyć” zajęło mi ponad trzy lata. Minęło więc pięć lat od poprzedniego filmu, ale w tym czasie nie próżnowałem.

Czy powieść pod tym samym tytułem, co film, która niedawno ukazała się w księgarniach, została napisana na podstawie scenariusza?

Rzeczywiście często wydaje się tzw. literackie opracowania scenariusza, ale w tym wypadku było odwrotnie. Powieść jest wielowątkowa, szerzej przedstawia życie Mateusza. Tak naprawdę idea powieści zrodziła się najpierw.

Co więc zdecydowało, że nakręciłeś „Chce się żyć”?

Dokumentacja, która trwała prawie rok. Po prostu nie znałem świata niepełnosprawnych. Można coś napisać o świecie, którego się nie zna, na podstawie internetu czy książek, ale zwykle jest to nieprawdziwe. Chciałem ten świat poznać. Wybrałem się do ośrodków dla niepełnosprawnych, poznałem Przemka, bohatera filmu „Jak motyl” zmarłej przedwcześnie Ewy Pięty, który był jakby inspiracją do mojej historii. W 2006 roku, po śmierci Ewy, zobaczyłem jeszcze raz ten obraz. Zastanawiałem się, czy o tym świecie można zrobić dobry film fabularny, bo przecież nie każdy dokument nadaje się, by na jego podstawie kręcić fabułę. Poznałem również innych znajdujących się w podobnej sytuacji, wysłuchałem mnóstwa opowieści, smutnych i śmiesznych. Musiałem ten świat zrozumieć, pokochać. Tego materiału zgromadziłem bardzo dużo. Stanąłem wobec „klęski urodzaju”, a film przecież nie jest z gumy – wiedziałem, że muszę się koncentrować na jednym czy dwóch wątkach. Pisząc powieść, dokonywałem selekcji i już wiedziałem, co powinno się znaleźć w filmie.

Chociaż film porusza tematy smutne, to jednak nie dołuje widza. Mateusza wszyscy kochają i chcą mu pomóc. Można powiedzieć żartobliwie, że w sposobie przedstawiania rodziny Mateusza idziesz pod prąd tradycji kina polskiego.

Tak, w kinie polskim najczęściej pokazuje się skonfliktowane rodziny czy wręcz patologie.

Co nie znaczy, że w „Chce się żyć” nie ma konfliktów rodzinnych…

Pewien problem tych rodzin zawarłem w postaci siostry Mateusza. Rodzice kochają swoją pierwszą pociechę, a tu nagle pojawia się dziecko niepełnosprawne. I oni przelewają całą miłość na nie. To częsty problem tych rodzin. Pozostałe dzieci, te zdrowe, nierzadko czują się z tego powodu nieszczęśliwe i niedowartościowane.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także