Nowy numer 43/2020 Archiwum

Ameryka bankrutem?

W zasadzie znak zapytania postawiony w tytule jest zbędny. Oczywiście, że Ameryka jest bankrutem. Żyje dzięki kroplówce, jaką są dodrukowywane dolary. Tych nie można jednak dodrukowywać bez końca. Czy administracja USA doszła do skraju przepaści? Jeszcze nie, ale jest już bardzo, bardzo blisko.

Nie po raz pierwszy zdarza się, że USA brakuje gotówki. Jeżeli wierzyć w zapewnienia amerykańskiego sekretarza skarbu (ministra finansów) Jacka Lewa, w kasie największego mocarstwa jest około 30 miliardów dolarów. To kropelka w morzu potrzeb i wydatków takiego państwa jak Stany Zjednoczone. – Najpóźniej 17 października znajdziemy się w sytuacji, w której nie będzie nas stać na płacenie bieżących zobowiązań – napisał Lew w liście wystosowanym do Kongresu. Sytuacja jest trudna, bo długi USA wynoszą ponad 16,4 biliona dolarów, a wkrótce osiągną poziom 16,7 biliona dolarów. Ale nie aż tak trudna, by administracja Obamy tym się przestraszyła. Chce zadłużyć kraj jeszcze bardziej.

A czas płynie...

Kongres musi uchwalić budżet, który pozwala Ameryce zadłużać się dalej. I tu pojawia się problem, bo tylko o decyzje Senatu Barack Obama może być spokojny, skoro jego partia, czyli demokraci, ma w nim większość. Natomiast w Izbie Reprezentantów większość mają republikanie. Ci chcą na kryzysowej sytuacji coś ugrać i stawiają warunki. Zgodzą się na zadłużanie, ale chcą, by Obama zrezygnował z kilku wprowadzanych przez siebie pomysłów. Jednym z najbardziej znanych jest reforma systemu ubezpieczeń. Dzisiaj tylko niewielka część społeczeństwa amerykańskiego ma ubezpieczenie zdrowotne. Reszta, gdy zachoruje, musi albo płacić za leczenie samemu, albo korzystać ze szpitali i przychodni należących do instytucji charytatywnych. Te są przeludnione i gorzej wyposażone. Demokraci twierdzą, że to ogranicza dostęp do służby zdrowia i chcą wprowadzić ubezpieczenia obowiązkowe, z kolei republikanie uważają, że to gwałci wolność wyboru. Twierdzą, że jeżeli ktoś chce, może się ubezpieczyć, i państwu nic do tego. Pomijając ten spór, republikanie w zamian za ustępstwa budżetowe chcą, by Obama zrezygnował ze zmian w systemie ubezpieczeń zdrowotnych. Ten nie może tego jednak zrobić. Reforma ubezpieczeń (tzw. Obamacare) była wyszyta złotymi nićmi na sztandarze, który doprowadził Obamę do zwycięstwa w wyborach. Odłożenie jej, rezygnacja, byłoby totalną klęską jego polityki. A o sukcesy Obamie naprawdę trudno. Demokraci chcą uchwalenia budżetu z większym długiem, a republikanie chcą ustępstw w zamian za zgodę. Na razie nie widać rozwiązania. A czas płynie.

Kowal i Cygan

Z powodu nieuchwalenia budżetu takie instytucje jak muzea, parki narodowe, a nawet niektóre agencje rządowe, jak Amerykańska Agencja Kosmiczna NASA czy programy pomocowe (jak chociażby program wsparcia dla weteranów) nie mają pieniędzy. W efekcie muzea w USA są zamknięte, a NASA ograniczyła aktywność swoich satelitów. Do pracy przychodzą tylko te osoby, których obecność jest niezbędna dla zachowania infrastruktury w stanie umożliwiającym ponowne jej uruchomienie. W wielu agencjach rządowych i urzędach pracowników wysłano na urlopy. Na razie kilkunastodniowe. Republikanie zaproponowali uchwalenie częściowej ustawy budżetowej, która zapewniłaby finansowanie urzędów centralnych i instytucji zależnych od rządu. Demokraci nie zgodzili się na to. Dzięki temu mogą wskazywać na republikanów, że paraliżują kraj. Klasyczna sytuacja z rodzaju kowal zawinił, Cygana wieszają. Ani demokraci, ani republikanie nie mogą mieć czystego sumienia w związku z zaistniałą sytuacją, ale to ci pierwsi chętniej zadłużają kraj. To demokraci mają swojego prezydenta drugą kadencję i to demokratom częściej zdarza się doprowadzać do takiej sytuacji jak ta dzisiejsza. Ostatnio do podobnego paraliżu rządu z powodu braku ustawy budżetowej doszło 17 lat temu, gdy prezydentem był demokrata Bill Clinton.

Zresztą to w czasie trwającego 21 dni kryzysu rządowego poznał Monikę Lewinsky, z którą romans, a później uporczywie powtarzane kłamstwa i zaprzeczenia, o mało nie kosztowały go utraty urzędu. Pomijając jednak romanse, 17 lat temu republikanie, podobnie jak dzisiaj, chcieli poprzeć budżet zadłużający kraj pod warunkiem politycznych ustępstw. Ale demokraci nie ustępowali. Po 21 dniach ustąpili republikanie, bo administracja Clintona przekonała media, a więc i wyborców, że to obstrukcja ze strony republikanów jest powodem kryzysu. Ich notowania zaczęły spadać, a Bill Clinton wygrał prezydenturę na drugą kadencję. Mimo że to jego administracja doprowadziła kraj do kryzysu, a nie upór republikanów. Dzisiaj Obama próbuje zrobić to, co 17 lat temu zrobił Clinton. Chce odwrócić kota ogonem, obwiniając republikanów o spowodowanie paraliżu i zarzucając im „ideologiczną krucjatę”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Tomasz Rożek

Kierownik działu „Nauka”

Doktor fizyki, dziennikarz naukowy. Nad doktoratem pracował w instytucie Forschungszentrum w Jülich. Uznany za najlepszego popularyzatora nauki wśród dziennikarzy w 2008 roku (przez PAP i Ministerstwo Nauki). Autor naukowych felietonów radiowych, a także koncepcji i scenariusza programu „Kawiarnia Naukowa” w TVP Kultura oraz jego prowadzący. Założyciel Stowarzyszenia Śląska Kawiarnia Naukowa. Współpracował z dziennikami, tygodnikami i miesięcznikami ogólnopolskimi, jak „Focus”, „Wiedza i Życie”, „National National Geographic”, „Wprost”, „Przekrój”, „Gazeta Wyborcza”, „Życie”, „Dziennik Zachodni”, „Rzeczpospolita”. Od marca 2016 do grudnia 2018 prowadził telewizyjny program „Sonda 2”. Jest autorem książek popularno-naukowych: „Nauka − po prostu. Wywiady z wybitnymi”, „Nauka – to lubię. Od ziarnka piasku do gwiazd”, „Kosmos”, „Człowiek”. Prowadzi również popularno-naukowego vbloga „Nauka. To lubię”. Jego obszar specjalizacji to nauki ścisłe (szczególnie fizyka, w tym fizyka jądrowa), nowoczesne technologie, zmiany klimatyczne.

Kontakt:
tomasz.rozek@gosc.pl
Więcej artykułów Tomasza Rożka

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także