Nowy numer 44/2020 Archiwum

Powiośnie

„Arabska wiosna” okazała się tragiczną baśnią bez happy endu.

Na naszych oczach tworzy się nowy świat, którego kształtu nie da się przewidzieć. Tak jeszcze 2 lata temu mówili arabiści zaskoczeni szybkim rozwojem sytuacji na Bliskim Wschodzie. Upadały dyktatury, które wydawały się nie do ruszenia, a wiwatujące na ulicach tłumy sprawiały wrażenie przebudzenia się arabskiej świadomości obywatelskiej, zamrożonej przez arabskie dyktatury. Dość szybko jednak można było zauważyć, że nie jest to żadna „czwarta fala demokratyzacji”, jak starali się tłumaczyć przemiany zachodni politolodzy. Pomijając takie kraje jak Syria, gdzie do dziś toczy się krwawa wojna, czy Libia, w której panuje anarchia, większość państw, w których zagościła na krótki czas „wiosna”, zaczęła albo wracać do starego porządku, albo władzę objęły siły, niemające z demokracją zbyt wiele wspólnego.

Jasminum

Efekt domina uruchomił się w grudniu 2010 roku w Tunezji: samospalenie się bezrobotnego mężczyzny Mohameda Bouaziziego dało początek tzw. jaśminowej rewolucji, która doprowadziła do obalenia rządzącego od 1987 roku prezydenta Zina Al-Abidina Ben Alego. Można chyba powiedzieć, że ze wszystkich krajów właśnie w Tunezji mieliśmy do czynienia z czystą rewolucją z aspiracjami prawdziwie demokratycznymi. Pomimo wieloletniej dyktatury istniała tam znacznie wyższa kultura polityczna niż na przykład w Libii. Stosunkowo silne, jak na rządy autorytarne, były związki zawodowe, syndykaty inżynierów, prawników, lekarzy. I dlatego Tunezyjczycy zajęli się na serio próbą uporządkowania państwa – w przeciwieństwie do Egiptu, gdzie skupiono się na rozliczeniach i sądzeniu. Rewolucję w Tunezji nazwano jaśminową – od kwiatu będącego symbolem kraju. Niektórzy jednak przestrzegali, że to złowieszczy symbol, przypominając, że podobnie określano przejęcie władzy przez Ben Alego w 1987 roku.

Dziś nie ma już śladu po niedawnej euforii. Symbolicznym sygnałem przegranej nadziei, jaką Tunezyjczycy pokładali w rewolucji, było znowu samospalenie się młodego mężczyzny, sprzedawcy tytoniu, w marcu tego roku. Wszyscy skojarzyli to z pamiętnym gestem rozpaczy Bouaziziego sprzed – dziś już blisko – trzech lat. Ogromne bezrobocie i rosnąca inflacja pogrążają kraj w coraz większej stagnacji. Do tego społeczeństwo jest podzielone jak nigdy, głównie za sprawą napięć na tle religijnym, wywoływanych kolejnymi decyzjami rządzących krajem islamistów. Szalę goryczy przelały zabójstwa polityków opozycyjnych. Ludzie znowu wyszli na ulice, doszło do zamieszek. Okazało się bowiem, że radykałowie islamscy, którzy przez lata dyktatury byli spychani na margines, teraz w pełni korzystają z dobrodziejstw demokracji – odmawiając jednak swobód obywatelskich tym, którzy nie podzielają ich wizji porządku społecznego, w tym także bardziej liberalnym muzułmanom. Chęć wprowadzenia szariatu jako głównego źródła prawa ma swoje konsekwencje także w traktowaniu mniejszości religijnych, w tym małej społeczności chrześcijańskiej.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także