Nowy numer 3/2021 Archiwum

Dobry Papież

Uśmiech to słońce, które wschodzi na ustach. Pamiętaj! – to ostatnie słowa Jana XXIII. Świadkowie życia błogosławionego, a wkrótce świętego papieża soboru dzielą się z nami swoimi wspomnieniami.

Watykan, 3 czerwca 1963 r. Jest 19.45. Papież Jan leży na swoim łożu przykryty czerwoną kapą. Wbija wzrok w wiszący na ścianie krzyż. – Nagle mówi: „Dajcie mi ten krzyż w dłonie” – opowiada abp Loris Capovilla. – Czuliśmy, że odchodzi nasz tata. Wieloletni sekretarz Jana XXIII wpatruje się w zdjęcie uśmiechniętej twarzy papieża. Ociera ukradkiem spływającą po policzku łzę. – Ukląkłem przy łożu i poprosiłem papieża o wybaczenie za to, co złe. A on zmierzył mnie wzrokiem: „Loris, znosiłem przez tyle lat twoje wady tak samo dzielnie, jak ty znosiłeś moje!”. Przed odejściem kazał mi nachylić się nad sobą. To były jego ostatnie słowa: „Loris, ciało ludzkie może się zestarzeć, ale nie oczy i uśmiech. Uśmiech to słońce, które wschodzi na ustach. Pamiętaj”.

Papież w kuchni

Już od pierwszych chwil swojego pontyfikatu Jan XXIII podbił serca zwykłych ludzi i łamał watykańskie schematy. – Miałem 18 lat. Zobaczyliśmy biały dym i jak oszalały zacząłem biec pod drzwi Kaplicy Sykstyńskiej. Ale papież nie wychodził. Wołaliśmy: Portis! Portis! I nic. Byłem podekscytowany, euforia – zaraz zobaczę nowego papieża i pierwszy zrobię mu zdjęcie! – opowiada Arturo Mari, słynny fotograf kilku papieży. – Omal mnie wtedy nie ekskomunikowano! – śmieje się.
– Chciałem się wykazać, ale drzwi kaplicy wciąż były zamknięte. Popchnąłem je i wpadłem do Sykstyny tak, że wylądowałem przed samym papieżem. Zaległa cisza. Zmierzył mnie wzrokiem kard. Masella, ówczesny kamerling Kościoła, i krzyknął: Ekskomunika! Brzmiało groźnie, był 1958 rok – opowiada. A Jan XXIII spojrzał na niego i spokojnie powiedział: „Eminencjo, to taki młody dobry człowiek. Zamiast go ekskomunikować, trzeba docenić jego entuzjazm! Przecież mamy nowego papieża!”. I wybuchnął śmiechem. Błogosławiony Jan XXIII miał kilka przydomków: Papież Soboru, bo zwołał Sobór Watykański II. Mówiono też o nim Papież Uśmiechu. Włosi do dziś używają określenia il Papa Buono – Dobry Papież. – To wymyślili rzymianie – wyjaśnia nam abp Capovilla. – Papież jako biskup Rzymu miał odwiedzić jedną z dzielnic. Był to czas wyborów do parlamentu. Ludzie na ten dzień zdjęli polityczne transparenty i na prześcieradłach wywiesili hasło: „Niech żyje dobry papież”. Jan XXIII kochał ludzi, a oni jego. Abp Capovilla: – Każdego wieczoru schodził do kuchni w Pałacu Apostolskim. Chciał wiedzieć, kto przygotował kolację. Zdejmował pokrywki z garnków i delektował się zapachem, by zrobić przyjemność kucharce. Dziękował i chwalił. Zresztą był łasuchem! – Raz odważyłam się zaprotestować – wtrąca s. Rita, która służyła w Pałacu Apostolskim do ostatnich godzin życia Jana XXIII. – Mówię: „Nie ma ojciec święty za co dziękować, niczego wielkiego nie robimy”. A papież na to: „Robicie rzecz wielką! Służąc papieżowi, służycie Kościołowi! A kto służy Kościołowi, służy Bogu!”. Ale często groził nam palcem: „Gotujecie z tanich produktów? Jak nie, to wszystko oddać biednym!” – dodaje 82-letnia zakonnica. Papież Jan był wyczulony na tym punkcie. – Gdy zachorował (umierał na raka żołądka), lekarze kazali nam kupić dla niego specjalne siedzisko, by ulżyć w bólu. Kupiliśmy, a papież kazał je sprzedać i pieniądze dać ubogim. Wolał stary, używany fotel. Nie lubił przepychu i drażnił go Pałac Apostolski. Kielichy, obrazy, które dostawał, kazał sprzedawać, a pieniądze rozdawać ubogim – wspomina s. Rita.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama