GN 22/2020 Archiwum

Piekło polskich dzieci

Wciąż mało osób – nawet w samej Łodzi – wie, że na terenie tamtejszego getta był jedyny w Polsce niemiecki obóz karny dla polskich dzieci.

Polenjugendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt. Według niemieckiego oficjalnego nazewnictwa, był to wychowawczy obóz dla młodych Polaków, kryminalistów lub dzieci pozbawionych opieki. W zarządzeniu Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy hitlerowcy tłumaczą, że miał charakter prewencyjny. Według zapowiedzi hitlerowców, trafiały tam dzieci, które „albo są elementem niebezpiecznym dla niemieckich dzieci, albo dalej mogłyby popełniać jakieś kryminalne czyny”. Pochodziły z terenów włączonych do Rzeszy oraz z Generalnego Gubernatorstwa. W praktyce był to dziecięcy obóz koncentracyjny. Hitlerowcy chcieli, aby był wzorcowy. Mali więźniowie mieli numery. Drelichy zamiast ubrań. Ciężko pracowali. Byli karani biciem i głodzeniem. Znana jest historia Urszuli Kaczmarek – dziewczynki, która nie przeżyła bestialskiego pobicia i karceru. Nie trafiali tam jedynie młodociani kryminaliści i dzieci bez opieki, ale również ci, którzy byli podejrzewani o członkostwo w Szarych Szeregach. Dzieci nie mogły rozmawiać po polsku, a wszelkie obwieszczenia publikowane były w języku niemieckim.

Obóz powstał jako element Niemieckiego Generalnego Planu Wschodniego. „Wyłączono z getta część Marysina, a mianowicie ul. Emilii Plater, Przemysłową, Otylii i teren przy murze cmentarnym. Od razu po zakończeniu ewakuacji władze niemieckie rozpoczęły tam budowę bardzo wysokiego drewnianego parkanu o bezszczelinowej konstrukcji. Wydział Budowlany getta otrzymał od Kripo [niemiecka policja kryminalna – przyp. red.] nakaz dostarczenia niezbędnych robotników. Małe domki drewniane ulegają rozbiórce, natomiast buduje się tam baraki. Terenem tym będą dysponować władze policyjne” – tak jego tworzenie zostało opisane w kronice getta łódzkiego pod datą 18–19 października 1942 r. Dla obozowej załogi robotnicy postawili też kryty kort tenisowy, aby zima nie przeszkadzała im w rekreacji. Niespełna miesiąc później za parkanem znalazło się już 800 dzieci. Terenu pilnowali niemieccy wartownicy.

Obóz przy Przemysłowej

Historia Henryka Kadzińskiego z Dulska (dzisiejszy powiat golubsko-dobrzyński w województwie kujawsko-pomorskim) pokazuje, jak można było tam trafić. Wychowywała go tylko macocha. W domu było biednie. Poszukując jedzenia, chłopak popełniał drobne kradzieże. Miał trzynaście lat, gdy w piekarni w Golubiu-Dobrzyniu ukradł bułkę. Właściciel, niemiecki folksdojcz, złapał go na gorącym uczynku i natychmiast oddał do siedziby niemieckiej żandarmerii. Trafił do Wąbrzeźna, a stamtąd do obozu w Łodzi. W dokumentacji obozowej zapisane zostało, że Heniek Kadziński zmarł na zapalenie płuc 18 lutego 1944 r.

Główna brama znajdowała się przy ul. Przemysłowej, stąd popularna nazwa: obóz przy Przemysłowej. Dzieci zostały całkowicie odizolowane od świata zewnętrznego. Szyły ubrania, wyplatały buty ze słomy, reperowały tornistry, prostowały igły do maszyn szwalniczych. Przyuczali je do tego rzemieślnicy z sąsiedniego getta. Dziewczynki obsługiwały pralnię, kuchnię, pracownię krawiecką i ogród. W 1943 r. we wsi Dzierżązna niedaleko Zgierza powstała filia obozu przeznaczona tylko dla dziewcząt, które pracowały tam na roli.

– Nie zachowały się żadne oficjalne dane. Trudno powiedzieć, ile dokładnie dzieci przeszło przez obóz. Wśród więźniów była duża rotacja. Według jednych szacunków, było to kilka tysięcy. Według innych, nawet kilkanaście – mówi GN dr Adam Sitarek z Instytutu Pamięci Narodowej i Instytutu Historycznego Uniwersytetu Łódzkiego, który badał funkcjonowanie tego obozu. Udokumentowane są zgony 136 dzieci. Ile ich było dokładnie, nie wiadomo. Do śmierci przyczyniały się brutalne chłosty i pobicia, warunki sanitarne i głód. Dla dorastających dzieci przyznawane tam racje żywnościowe nie mogły być wystarczające. Na śniadanie mały kawałek chleba i pół litra czarnej, gorzkiej kawy. Czasami słodzonej sacharyną. Trzy razy w miesiącu była łyżka marmolady buraczanej lub psujący się twaróg. O mleku czy mięsie można było co najwyżej pomarzyć. Obiad to niecały litr wodnistej zupy z brukwi, liści kapusty lub buraków, zwykle bez ziemniaków.

Śmiertelne żniwo zebrał też tyfus. – W czasie epidemii widziałam okropne rzeczy. Chore dzieci, których nie zdążono wywieźć do getta, leżały na izbie chorych bez żadnej opieki. Te, które już umierały, ale jeszcze żyły, wynoszono razem z trupami do trupiarni nago i ładowano do skrzyń lub worków papierowych i tam dogorywały – opowiada Gertruda Nowak, jedna z więźniarek obozu dla polskich dzieci przy ul. Przemysłowej. Zachowały się też porażające listy, jakie pisały do rodziców. – „Kochana mamusiu, wyślij mi paczkę chleba i co możesz” – prosi w jednym z nich mały więzień Józef Bednarz.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • gut
    25.10.2013 14:19

    Ten artykuł skłonił mnie do podzielenia się pewną wiedzą, którą posiadam, ja już to raz pisałem w gość.pl ale napiszę to w rozszerzonej wersji. Wiem, że mogę narazić się na śmiechy ze strony Redakcji i i Czytelników forum ale co mi tam... ;) Otóż wiem, że w Polsce i to w Łodzi był jeszcz inny obóz dla dzieci, który stworzyli naziści, ba jest książka z lat 70, XX w. która właśnie opisuje ten obóz i to,  co się tam wyprawiało z tymi dziećmi, było rodem z filmu science fiction nawet zeznawała pewna kobieta, w tej sprawie która widziała te dzieci. W tym ściśle tajnym obozie nazistowskim, naziści pracowali nad stworzeniem 'super dziecka,' które miało być odporne na wszelakie negatywne warunki atmosferyczne, wytrzymałe odporne na mróz. Kobieta, która widziała te dzieci zdziwiła się, że te dzieci są naprawdę inne, kiedy stały nagie na - 20 stopniowym mrozie przed nazistą, one w ogóle tego mrozu nie odczuwały, miały bardzo gładką sterylną skórę, głowy jakoś dziwnie duże, oczodoły jakby skośne, wielkie oczy na głowach jakieś jakby hełmy ze szkła do tego jakby do ust doczepiona rura jak hominidy, niskiego wzrostu. Ta kobieta mówiła, że te dzieci były bardzo posłuszne. Po II wojnie światowej Amerykanie byli w posiadaniu tych dziwnych dzieci. O tym wiedziała bardzo niewielka grupa ludzi.  Wykorzystano te dzieci i obiekty w kształcie dysku do propagandy o tym, że oto odwiedzają nas >zielone ludziki< społeczeństwo USA uległo tej psychologicznej operacji i cały świat. Nawet naukowcy z USA, którzy nie byli świadomi tego co robili naziści z dzieci w tym temacie też ulegali tej wielkiej manipulacji, że kiedy mieli badać te ' dziwne' dzieci' to ci nieświadomi naukowcy faktycznie myśleli, że są to ufoludki ale to cały czas była amerykańska zagrywka. To wydarzenie w Rosswel było właśnie tego przykładem. Walt Disney miał w posiadaniu oryginalne nagranie tej słynnej rzekomej sekcji zwłok kosmity przecież on na podstawie tego miał nakręcić film, który miał wejść do kin. Ale on też był naiwny. Kończąc, w tym temacie dokonano jednego z największych oszustw i manipulacji w dziejach ponieważ te słynne "zielone ludzki z dużymi głowami i oczami" to nie są żadni kosmici, ty zwykłe dzieci z tego naszego świata, które zostały poddane w okrutny sposób zabiegom 'paramedycznym, paragenetycznym' przez nazistów. I to wszystko działo się w Polsce. :/ II wojna światowa przez naukowców została zbadana w tylko 10%  a 90% jest nie zbadane.

  • torunianka
    26.10.2013 08:23
    urodziłam się i przez 25 lat mieszkałam w Toruniu. Gdy miałam jakieś 13 lat w zakładzie Merinotex, który był niedaleko naszej szkoły otwarto wystawę na temat obozu dla dzieci w Łodzi. Myślę, że było to około 1974 roku. Po wystawie oprowadzał nas organizator tej wystawy, były więzień tego obozu. Nie zapomnę do końca życia, jego opowieści i płaczu, gdy wspominał jak w obozie, na jego oczach zamordowano jego siostrę. Gdy Niemiec złapał ją na wyjadaniu resztek ze śmietnika, potraktował to jako kradzież. Kazał przynieść wiaderko zupy z kuchni i na placu zmusił ją do zjedzenia kilku litrów zupy. Po jej zjedzeniu, gdy jej brzuch napęczniał jak balon, wartownicy zaczęli bawić się nią , podając ją sobie jakby to była piłka. Przerzucali ją tak i kopali tak długo, aż pękł jej brzuch. Nie zapomnę tej opowieści do końca życia. Życzę Bartkowi powodzenia w kręceniu filmu, pozdrawiam Wanda Bazior
    doceń 3
  • Gość
    07.04.2020 16:06
    Jak napisał więzień Gułagu Michał Heller (1922 - 97, nie mylić z księdzem tego imienia i nazwiska) taki "obóz nie jest piekłem, w piekle męczą się winni, obóz jest miejscem absolutnego zła."
    doceń 5

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama