Nowy numer 50/2018 Archiwum

Odzyskany głos

Drugiego takiego instrumentu nie ma w całej Europie. W Pasłęku odrestaurowano barokowe organy wykonane przez sławnego mistrza Andreasa Hildebrandta.

Kościół pod wezwaniem św. Bartłomieja w Pasłęku. Jedna z wielu pokrzyżackich, gotyckich światyń. A jednak jest coś, co ten niewielki kościółek wyróżnia. Pierwsza rzecz to legenda o Bursztynowej Komnacie, która być może nadal spoczywa w zamurowanych podziemiach kościoła. Druga – dużo bardziej rzeczywista – to barokowe organy z 1719 roku, zbudowane podówczas przez jednego z największych organmistrzów epoki baroku, gdańszczanina Andreasa Hildebrandta.

Dzieło życia mistrza Hildebrandta
W 1717 r. parafianie i ówczesny proboszcz kościoła w Pasłęku postanowili ufundować dla swojej świątyni nowy instrument. Stare organy nie brzmiały już, jak należy, a i ich wygląd nie przystawał do nowego, barokowego ołtarza, który mistrz Izaak Ryga zbudował w 1687 roku. Długo zastanawiali się, komu powierzyć to dzieło. Wybór padł na mieszkającego w niedalekim Gdańsku organowego mistrza Andreasa Hildebrandta. Budowa instrumentu trwała dwa lata. W jej trakcie wykorzystano niektóre elementy wcześniejszego instrumentu z roku 1597. I były to największe i najwspanialsze organy, jakie w swoim życiu zbudował mistrz Hildebrandt. Dwie potężne, bogato zdobione szafy organowe stanęły po dwóch stronach chóru. Ich piękno i skala dźwięku nie miały sobie równych. Pasłęckie organy obok instrumentu z kościoła św. Barbary w Gdańsku okazały się dziełem życia organmistrza.

Mijały lata. Kościół trwał mimo przetaczającej się obok nawałnicy historii. Przetrwał wojny i pożar w 1922 roku, w którym spłonęła wieża. W 1946 roku, po 420 latach, wraca do katolików. Niestety, podczas II wojny światowej zaginęła część oryginalnych metalowych piszczałek. Unikatowe organy stały zdekompletowane, bezużyteczne, nieme. Cóż było robić? Pieniędzy niewiele, a potrzeby zniszczonego kościoła ogromne. I tak przez lata nie działo się nic. W latach siedemdziesiątych XX wieku w barokowej, nadgryzionej zębem czasu szafie organowej zostały zainstalowane nowoczesne organy pneumatyczne. Z czasów gdańskiego organmistrza pozostały jedynie nadal zachwycająca obudowa oraz część oryginalnych piszczałek. I nie wiadomo, jak dalej potoczyłaby się historia pasłęckich organów, gdyby nie dwa wydarzenia. Pierwsze, prozaiczne, to stopniowa degradacja pneumatycznych organów ubranych w barokowe szaty. Drugie to determinacja obecnego proboszcza pasłęckiej parafii księdza Jana Sindrewicza, który najpierw postanowił doprowadzić do odrestaurowania ołtarza i barokowej ambony. Kiedy już odzyskały dawny blask, zaczął nieśmiało przemyśliwać o odrestaurowaniu organów. Ale jak? Za co? Parafia niebogata, a koszty prac wprost niewyobrażalne! A jednak cuda się zdarzają. Dobry Pan czuwał nad swoim domem w Pasłęku. Na drodze księdza Sindrewicza stanął młody, zdolny, pełen pasji człowiek, Krzysztof Urbaniak. Polski organmistrz o światowej już sławie. Pan Krzysztof nie tylko mistrzowsko gra na organach, zajmuje się również ich rekonstrukcją. Szczególną atencją darzy organy z czasów baroku i renesansu na terenie dawnych Prus Wschodnich. Współpracuje między innymi z fundacją Baltisches Orgel Centrum e.V. w Stralsundzie. Gdy po raz pierwszy ujrzał pasłęckie organy, kiedy zajrzał do ich serca – oniemiał. Miał przed sobą największy na północy Polski barokowy instrument z zachowanymi oryginalnymi częściami mechanizmu. Jedyny taki w Europie, bo tylko tutaj były jeszcze napisy oznaczające jego poszczególne elementy skreślone ręką barokowego artysty. Już wiedział, że trzeba za wszelką cenę ten jedyny w swoim rodzaju zabytek uratować. Odtworzyć. Tak, aby we wnętrzu świątyni znów zabrzmiał pełnym głosem.

Cudem uratowane
Ksiądz proboszcz Sindrewicz i Krzysztof Urbaniak zaczęli poszukiwać źródeł finansowania i współczesnych mistrzów, którzy mogliby przywrócić barokowym organom dawną świetność. Krzysztof Urbaniak, który niejedne organy już w życiu uratował, zwrócił się do Baltisches Orgel Centrum e.V. w Stralsundzie oraz do jednego z najbardziej cenionych organmistrzów współczesnej Europy, Kristiana Wegscheidera z Drezna. Jego warsztat specjalizuje się w dokonywaniu napraw i rekonstrukcji pozornie niemożliwych. Praca nad odrestaurowaniem największych w północnej Europie barokowych organów była wielkim wyzwaniem, a efekt oczekiwany z drżeniem niecierpliwości. Tym bardziej że – jak mówi mistrz Wegscheider – już sam protokół oględzin organów czytało się w napięciu niczym powieść kryminalną.
Gdy w 2009 roku przyjechał do Pasłęka i obejrzał organy, był przepełniony niecierpliwością i oczekiwaniem. Nie, nie zawiódł się na ich widok. Jednak – jak wspomina – radość z widoku tak unikatowego zabytku mieszała się ze smutkiem. Bo też i wielka była skala zniszczeń wewnątrz instrumentu, wiele pracy czekało konserwatorów szafy organowej. Wszystko znajdowało się w godnym pożałowania, beznadziejnym stanie. Pasja i entuzjazm inicjatorów odrestaurowania pasłęckich organów okazały się jednak zaraźliwe. W wyobraźni organmistrz z Drezna już widział odrestaurowane organy. Już słyszał ich dźwięk. Rozpoczynają się pierwsze prace i poszukiwanie źródeł finansowania. W październiku 2010 roku mistrzowie z dezdeńskiego warsztatu przystępują do demontażu starych organów. Praca przypominała prowadzenie żmudnego śledztwa, odczytywanie śladów, które pozostawiła ręka budowniczego instrumentu. Otarcia w drewnie, ślady kleju sprzed 300 lat – to wszystko wskazywało, jak powinny być prowadzone prace. Jednocześnie proboszcz Jan Sindrewicz kontynuował poszukiwanie funduszy niezbędnych na prowadzenie renowacji. Potrzeba było – bagatela – prawie 3 mln złotych! I tu następuje kolejny cud, a nawet cała seria cudów. Bo znajdują się darczyńcy. Projektem renowacji zainteresowała się działająca w Niemczech prywatna fundacja specjalizująca się w ratowaniu zabytków. Szkopuł w tym, że status pozwalał im na finansowanie wyłącznie prac prowadzonych na terenie Niemiec. A bardzo chcieli wspomóc inicjatywę ratowania spuścizny po mistrzu Hildebrandcie. Sposób się znalazł. Fundacja Hermann Reetsmann Stifung Hamburg nawiązała porozumienie z organizacją ze Stralsundu zaangażowaną już w projekt bez reszty i im przekazała fundusze, które następnie powędrowały do Polski. W naszym kraju renowację dofinansowały: Samorząd Powiatu Elbląskiego, Urząd Miasta i Gminy w Pasłęku, Samorząd Województwa Warmińsko-Mazurskiego, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz wielu jeszcze prywatnych darczyńców, a patronatu udzielił Marszałek Województwa Warmińsko-Mazurskiego.
Prace trwały ponad 3 lata i okazały się dużo bardziej skomplikowane, niż wydawało się na początku. A terminy goniły. W styczniu 2013 roku, przy siarczystych mrozach, w bardzo zimnym kościele organmistrzowie pracowali bez wytchnienia. I tak powoli, krok po kroku, organy Hilderbrandta z 1719 roku odzyskiwały dawną urodę i brzmienie. Zniszczona przez czas i szkodniki drewniana rzeźbiona szafa organowa w uzdolnionych rękach konserwatorek dzieł sztuki znowu zaczęła zachwycać bogactwem form i kolorów, a dźwięk odtworzonych organów rozbrzmiewa w całym kościele, poruszając dusze i serca.
Uroczysta inauguracja przywróconego do życia instrumentu Hildebrandta miała miejsce w czerwcu tego roku. I od tej chwili rozpoczęła się uczta dla wszystkich miłośników muzyki organowej. Do końca roku trwa festiwal muzyki organowej, powstała Letnia Akademia Organowa w Pasłęku, w której poznają tajniki gry na organach studenci akademii muzycznych z całego kraju, a w sierpniu rozpoczyna się cykl koncertów, na które warto przyjechać, bo drugiego takiego instrumentu nie ma w całej Europie.


Program koncertów w Pasłęku na stronie: www.hildebrandt-paslek.pl/
Podczas pracy nad artykułem korzystano z książki „Organy Andreasa Hildebrandta w kościele św. Bartłomieja w Pasłęku” pod redakcją Teresy Piech, Martina Rosta i Krzysztofa Urbaniaka.
 

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji