Nowy numer 49/2020 Archiwum

Jest zbrodnia, ale nie widać kary

Uzasadnienie wyroku uniewinniającego Ryszarda Boguckiego i Andrzeja Z. „Słowika”, oskarżonych o nakłanianie do zabójstwa byłego komendanta policji gen. Marka Papały, brzmiał ponuro i miejscami nie do wiary.

Od tej śmierci minęło już ponad 15 lat. Sędzia Paweł Dobosz powiedział na początku, że sąd nie wie, kto i dlaczego zabił gen. Papałę, a proces jest głównie po to, by przywrócić poczucie sprawiedliwości jego najbliższym (sic!). Wdowa po generale Małgorzata Papała powtarzała niedawno w sądzie, że skoro jest zbrodnia, to powinna być kara. Tej jak na razie nie widać. Po zakończeniu rozprawy Małgorzata Papała szybko opuściła sąd. W ogóle, w całej sprawie mało chciała mówić o tym publicznie. Kilka razy składała zeznania. Ich fragmenty cytował sędzia Dobosz.

Do momentu, gdy w czerwcu 1998 r. zginął pod swoim blokiem Marek Papała, w Polsce zdarzały się zabójstwa policjantów. Ale generałów i komendantów głównych nie zabijano pistoletem z tłumikiem, strzałem z przyłożenia. To, że po 15 latach wciąż nie wiadomo, kto to zrobił i dlaczego, dowodzi słabości państwa. Może brzmi jak banał. Sąd pokazał jednak, jak bardzo realny i dramatyczny.  W komentarzach po wyroku warszawskiego Sądu Okręgowego dominuje krytyka działań prokuratury. To zbytnie uproszczenie. Trzeba powiedzieć, że niesprawny jest cały system, w którym dobrze współdziałać mają ze sobą organy ścigania i wymiar sprawiedliwości. Sąd wskazał kilka obrazowych przykładów takiego niesprawnego systemu. Przykłady obnażają ten nasz polski system bardzo boleśnie.

Na sprawie Papały można uczyć w szkołach policyjnych, jak ta służba nie powinna zabezpieczać najpierw miejsca zbrodni, a potem dowodów w sprawie. Z tych uchybień w toku śledztwa sąd wskazał np. że rysopis kobiety, którą Małgorzata Papała widziała na miejscu zbrodni, a więc jednej z kluczowych osób do dalszych ustaleń, został sporządzony dopiero po ponad czterech latach, we wrześniu 2002 r. Mało tego, zdaniem sądu, w ogóle nie zabezpieczono innych dowodów, które mogłyby zweryfikować zeznania wdowy. Sąd kwestionował materiały z policyjnego rozpracowania operacyjnego o kryptonimie „Generał”. 

Trzeba tutaj zaznaczyć, że prokuratorzy z Warszawy mieli trudności, aby zapoznać się z pełnią tych materiałów. Jak więc mieli budować oskarżenie i weryfikować dowody, nie znając kompletu materiałów w sprawie? Podobnie było z innymi materiałami. Czego najlepszym przykładem jest determinacja i bój, jaki prokurator Jerzy Mierzewski musiał stoczyć, chcąc obejrzeć materiały służb dotyczące polonijnego biznesmena Edwarda Mazura. Do niego za chwilę zresztą wrócimy. 

Przedstawiając kuriozalne sytuacje w tym śledztwie, sąd wskazał też przykład jednego ze świadków, który Małgorzacie Wierchowicz, dowodzącej pracującą nad sprawą śmierci Papały policyjną grupą „Generał” jeszcze przed końcem składania zeznań miał powiedzieć, że przed sądem i tak je odwoła. Ciosem sądu, zadanym policjantom, był zarzut, że w okresie zaraz po śmierci Papały to przestępcy mieli więcej informatorów w policji niż odwrotnie. Dostało się prokuratorom z Warszawy, gdy sąd podważał ich akt oskarżenia i zeznania świadka Artura Zirajewskiego ps. „Iwan”. Ale nie obyło się też bez krytyki Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi, czyli drugiej jednostki działającej w sprawie zabójstwa. Sąd zgłaszał wątpliwości co do zeznań łódzkiego świadka koronnego. Ponadto tamtejsza Prokuratura Apelacyjna przekazywała sądowi nieistotne dla toku sprawy dokumenty, przez co sąd tracił czas.

Krytyka, krytyką, ale bardzo ważną rzeczą są też wątki, które sąd podtrzymał z pracy i ustaleń warszawskiej prokuratury. Chodzi zwłaszcza o dwa nazwiska. Najpierw sąd potwierdził kontakty wysokiego funkcjonariusza SB, zajmującego się tam gospodarką, gen. Józefa Sasina, ze światem przestępczym Nikodema Skotarczaka. Gen. Sasin był jedną z ostatnich osób, które przed śmiercią widział Marek Papała.  W jego domu były szef policji spotkał się z polonijnym biznesmenem Edwardem Mazurem. O jego kontaktach ze służbami pisały już media. W lutym 2002 r. prokuratura zatrzymała go i szybko zwolniła  bez przesłuchania i żadnych zarzutów. Te zdecydowano mu postawić w styczniu 2005 r. Mazur był już wówczas jednak w USA. A tamtejszy sąd w głośnym procesie odmówił jego ekstradycji. Sąd przyznał, że w przypadku Mazura też można dowodzić związków ze światem przestępczym. Zwrócił też uwagę na proces ekstradycyjny. Sędzia Dobosz w uzasadnieniu wyroku wskazywał, że w amerykańskim sądzie głównym świadkiem obrony Mazura był funkcjonariusz UOP i ABW. Czyli były urzędnik występował przeciwko państwu polskiemu. Jak to rozumieć? – pytał sąd. –  I w taki razie, kim jest dla tych służb Edward Mazur? – dodawał sędzia kolejne pytanie. To ważne, bo Mazur pozostaje podejrzanym o zlecenie zabójstwa Papały w śledztwie łódzkiej prokuratury. Sąd pytał, dlaczego prokuratura w Warszawie nie ciągnęła wątków potwierdzonych kontaktów Sasina i Mazura ze światem przestępczym. O obu z nich sporo napisał Sylwester Latkowski w książce „Zabić Papałę”.

Sąd potwierdził też  ustalenia prokuratorów, mówiące, że Marka Papałę w okresie poprzedzającym jego śmierć (od maja 1998 r.) śledził Rafał Kanigowski ps. „Gruby”, „Kania”. Był on przedstawicielem na Polskę gangu Jeremiasza Barańskiego ps. „Baranina”. Zginął od kul niespełna trzy miesiące po gen. Papale. Zdaniem sądu ten wątek został najmocniej wykazany. 

Wszystko to, co tutaj przytaczam, pokazuje, że w sprawie Papały wróciliśmy prawie do początku. Co po 15 latach po zabójstwie ważnego policjanta  brzmi wprost nie do wiary. Biscy Marka Papały i media przy okazji kolejnych rocznic pamiętają o zbrodni. Ale nie można  doczekać się kary.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama