Nowy numer 47/2020 Archiwum

Ostra walka na finiszu

Norweg Thor Hushovd (BMC) wygrał we wtorek w Rzeszowie, po finiszu z peletonu, trzeci etap kolarskiego wyścigu Tour de Pologne. Liderem pozostał Rafał Majka (Saxo-Tinkoff). Długi, 226-kilometrowy odcinek nie przyniósł większych zmian w klasyfikacjach.

Hushovd, jadący w koszulce mistrza swojego kraju z tęczowymi akcentami na rękawkach (pamiątka po mistrzostwie świata, które zdobył w 2010 roku), wyprzedził Australijczyków Marka Renshawa (Belkin) oraz Steele'a von Hofa (Garmin). Najlepszy z Polaków, Michał Gołaś (Omega Pharma-Quick Step) zajął siódme miejsce.

Długi etap z Krakowa do Rzeszowa (226 km) przebiegał od startu do mety przy pochmurnej pogodzie i przelotnym deszczu. Temperatura znacznie spadła - do 20-23 stopni Celsjusza. Jak przypuszczali obserwatorzy wyścigu, peleton pozwolił odjechać zawodnikom zajmującym dalsze lokaty w klasyfikacji generalnej. Kwestią otwartą pozostawało to, czy śmiałkom uda się dojechać do mety.

Od piątego kilometra uciekało czterech kolarzy: mistrz Kazachstanu Aleksandr Diaczenko (Astana), Portugalczyk Ricardo Mestre (Euskaltel), Włoch Mirko Selvaggi (Vacansoleil) oraz Bartłomiej Matysiak (CCC Polsat Polkowice).

Taka sytuacja urządzała lidera wyścigu Majkę. Mógł spokojnie jechać w głównej grupie i nie niepokoić się o to, kto zdobędzie bonifikaty na dwóch lotnych premiach i jednej górskiej, ponieważ żaden z uczestników ucieczki nie stanowił dlań zagrożenia. Najwyżej sklasyfikowany z nich - Diaczenko tracił po dwóch etapach w Dolomitach do Majki ponad 33 minuty.

Wszystkie premie - dwie lotne w Strzyżowie (168 km) i podrzeszowskiej wsi Lubenia (187 km) oraz górską, także w Lubeni (190 km) - wygrał Matysiak, zgłaszając aspiracje do czerwonej koszulki najaktywniejszego, którą posiada inny polski kolarz Bartosz Huzarski.

Im bliżej do mety, tym przewaga uciekających topniała. Gdy wjeżdżali na pierwszą z trzech sześciokilometrowych rund w Rzeszowie, wynosiła już tylko półtorej minuty, a na początku ostatniego okrążenia - 26 sekund. Ostatecznie zostali doścignięci półtora kilometra przed metą i o zwycięstwie etapowym zdecydował finisz z rozpędzonego peletonu.

Matysiak nie ukrywał rozczarowania. "Przez chwilę zacząłem wierzyć w to, że dojedziemy do mety, bo mieliśmy sporą przewagę. Na rundach w Rzeszowie wszyscy mocno pracowaliśmy, szliśmy na +maksa+, ale siła peletonu jest olbrzymia. Szkoda, że się nie udało" - powiedział polski kolarz.

Majka założył na podium żółtą koszulkę lidera oraz białą najlepszego zawodnika w klasyfikacji punktowej.

"Czuję się zmęczony. Przejechaliśmy w końcu 226 kilometrów w nie najlepszych warunkach. Padało, ochłodziło się, a ja wolę słońce i ciepło. Kolarz musi jednak jechać w każdych warunkach. My pilnowaliśmy, żeby za dużo ludzi nie odjechało w ucieczce, a potem udało się kontrolować etap" - skomentował Majka.

W klasyfikacji generalnej Polak wciąż wyprzedza o cztery sekundy Kolumbijczyka Sergio Henao oraz o sześć sekund Francuza Christophe'a Riblona.

W środę odbędzie się czwarty, najdłuższy etap wyścigu, z Tarnowa do Katowic (231,5 km), który może mieć podobny scenariusz jak na wtorkowym odcinku.

« 1 »
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama