Nowy numer 48/2020 Archiwum

Gigant mórz omal nie staranował Wenecji

Kapitan kolosa pasażerskiego jechał prosto na Plac Św. Marka. Do tragedii był jeden krok.

Jak podaje dzisiejsza La Stampa, Carnival Sunsshine to największy statek pasażerski zwany też „gigantem mórz”. Waży ponad 102 tys. ton. Wczoraj wieczorem wyruszając z portu przy lagunie weneckiej, jak każdy inny statek pasażerski wiozący turystów w rejs na Morze Śródziemne, miał przejechać kanałem Giudecca i przepłynąć między wyspą San Giorgio Maggiore a Riva delle Sette Mari, gdzie znajduje się słynny Plac Św. Marka. Dwa razy w tygodniu pasażerowce Costy pokonują ten kawałek jako część atrakcyjnego rejsu. Tym razem jednak statek zaczął wykonywać dość nieoczekiwany manewr.

- Siedziałem w kawiarni jak każdego  wieczora spokojnie kończąc lekturę gazety. Spojrzałem przed siebie i zobaczyłem zbliżający się statek – relacjonuje na łamach La Stampy wczorajsze wydarzenie Roberto Ferrucci, włoski pisarz. – Ale statek był coraz większy i niebezpiecznie bliski. Kiedy omal nie otarł się o stojący przy brzegu tramwaj wodny vaporetto, z którego wysiadali pasażerowie – krzyknąłem. Siedzący obok zerwali się i w popłochu zaczęli opuszczać stoliki. Statek płynął prosto na Plac Św. Marka! (zobacz tutaj: http://www.lastampa.it/2013/07/27/multimedia/italia/venezia-nave-da-crociera-sfiora-molo-san-marco-lVf9PX0vt8YwLgb5Fwm7oO/pagina.html )

Niestety do podobnej sytuacji doszło przed niespełna dwoma tygodniami. Wypływająca Costa Magica z kilkoma tysiącami pasażerów na pokładzie omal nie otarła się o brzegi miasta. Taki widok w Wenecji to niemal codzienność. Ze względu na zagrożenie, w następnym tygodniu miała zebrać się specjalna komisja by spróbować rozwiązać ten problem. Od czasu bowiem słynnego i tragicznego manewru Costa Concordii przy wybrzeżu toskańskim we Wenecji powstał komitet „Comitato No Grandi Navi”, który walczy o wprowadzenie zakazu zbliżania się takich gigantów do wybrzeży włoskich miast. Jak sugeruje włoska prasa – to problem niemal nie do rozwiązania. Przejazd przez Wenecję, czy przy atrakcyjnych miejscach Półwyspu Apenińskiego to jeden z najlepszych punktów programu takich rejsów.

W ciągu najbliższych dni będą wyjaśnianie przyczyny wczorajszego niebezpiecznego manewru. Nie wiadomo, czy był to błąd czy celowe, brawurowe działanie kapitana. Statek próbując wydostać się z Riva delle Sette Mari spowodował silne wzburzenie tej części wód morskich, sam kołysał się niebezpiecznie. Centymetry przesądziły o losie wysiadających z vaporetto pasażerów.

Tymczasem kapitaneria wenecka broni się, że „statek przejechał 72 metry od brzegu i Placu Św. Marka. Wszystko więc jest w normie”.

- W normie? – dziwi się wczorajszy świadek wypadku. – Ten statek omal nas nie tratował!

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama