Nowy numer 47/2020 Archiwum

Śmieci pod lupą

Choć rewolucja śmieciowa wystartowała oficjalnie 1 lipca, nie obyło się bez poślizgu i bałaganu. Mieszkańcy miast i wsi z terenów naszej diecezji narzekają m.in. na zbyt długie oczekiwanie na worki i brak pojemników.

Niebawem czeka nas pierwsza opłata za odpady segregowane według nowych stawek, a w wielu miejscowościach dopiero od niedawna mieszkańcy mogli zacząć segregację. Wcześniej nie mieli ani worków na odpady, ani pojemników, więc na początku lipca odbiór śmieci odbywał się na starych zasadach. Tak było m.in. w wioskach leżących w powiecie płockim. Do tego większość mieszkańców nie wie, co i gdzie wrzucać. Zdaniem urzędników pierwszy śmieciowy chaos został już opanowany. Jednak od Płocka po Żuromin nie brakuje krytycznych głosów o nowym systemie gospodarowania śmieciami.

Utoną we własnych brudach?

Nie każdy zdecydował się na segregację odpadów. – Dla mnie nic od lipca się nie zmieniło. Nie będę segregować śmieci – mówi pani Anna, która mieszka w jednym z bloków na osiedlu Tysiąclecia w Płocku. – Mam małe mieszkanie, a w kuchni to nawet trudno się obrócić. Taka segregacja zajęłaby za dużo miejsca. Mam tonąć w swoich śmieciach? Nie wyobrażam sobie, jak to będzie, jak wszyscy będą w ciasnych windach jeździć ze śmieciami – dodaje. Jak sama mówi, w jej domu się nie przelewa. Zaznacza, że zawsze dba o porządek, ale nowe rozwiązanie jest dla niej zbyt uciążliwe. W małym mieszkaniu codziennie przebywają jej wnuki. – Ciągle musiałabym myśleć o śmieciach i sprawdzać, co i dokąd dzieci wyrzucają – dodaje. Przyznaje, że nie zdecydowała się na zmiany, bo byłoby jej o wiele trudniej. – Dla tych, którzy wcześniej nie segregowali odpadów, pierwsze tygodnie mogą być trudne, ale nie powinni narzekać, bo informacje o selekcji śmieci, w tym ulotki i plakaty były dostępne dla wszystkich – mówi Ewa Zduńczyk, kierownik Wydziału Inżynierii Miejskiej i Ochrony Środowiska w Ciechanowie. – U nas podstawowy problem to brak większych pojemników, ale to akurat kłopot ogólnopolski i myślę, że w ciągu miesiąca powinien się rozwiązać – wyjaśnia. Jednocześnie dodaje, że opłaty za odbiór śmieci naliczane są od osoby – 11 zł za selektywnie zbierane śmieci i 16 zł za odpady mieszane.

– Pojawiają się głosy mieszkańców, że stawki są za wysokie, bo są wyższe od wcześniej obowiązujących. Przy wielodzietnych rodzinach to może stanowić problem. Po pierwszym półroczu funkcjonowania systemu, jeśli będziemy mieli oszczędności i się zbilansujemy, będziemy mogli obniżyć te stawki – zapowiada Ewa Zduńczyk.

Większe rodziny płacą więcej

W Żurominie przetarg na odbiór odpadów komunalnych wygrała firma, która do tej pory się tym zajmowała. Opłata na terenie miasta za odpady nieselektywne dla gospodarstwa domowego do trzech osób wynosi 10 zł, a jeśli są segregowane – 7 zł. Jednak stawki rosną, gdy rodzina liczy cztery osoby i więcej – wtedy gdy odpady są segregowane zapłaci 30 zł, albo 40 zł – jeśli nie są. – W przypadku mieszkańców bloków, sytuacja wygląda bardzo różnie. Część mieszkańców deklaruje segregowanie odpadów, część nie – mówią urzędnicy z Żuromina, zajmujący się wdrażaniem zmian. – Staramy się, żeby mieszkańcy nie mieli większych problemów z nowymi zasadami, ale pojawiają się różne problemy, które musimy rozwiązywać, aby usprawnić kłopotliwe sytuacje – dodają. Wraz z rewolucją śmieciową pojawia się wiele wątpliwości, w tym dotyczących kwestii kontrolowania przez gminę segregacji. Według przepisów, przedsiębiorca odbierający odpady komunalne może powiadomić wójta czy burmistrza, że jakiś właściciel nieruchomości nie segreguje odpadów, choć wcześniej to zadeklarował. Wtedy władze gminy mogą naliczyć takiemu właścicielowi nieruchomości wyższą stawkę za odbiór odpadów niesegregowanych. Warto więc stosować się do nowych zasad, aby nie kosztowało nas to jeszcze więcej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama