Nowy numer 48/2020 Archiwum

Na pomoc pierwszej pomocy

Przeciętny Polak wezwie służby medyczne do ofiary wypadku, ale sam nie udzieli pierwszej pomocy. Boi się, że mógłby swoim działaniem jeszcze bardziej zaszkodzić.

Jakiś człowiek leży na ulicy lub chodniku, w kałuży krwi albo bez widocznych śladów obrażeń. Nie rusza się, nie daje znaków życia. To mógł być wypadek samochodowy, pobicie, zasłabnięcie – cokolwiek. Wokół gromadzi się coraz większy tłum gapiów. Dociekają, co się stało, komentują, bezradnie rozkładają ręce. W końcu ktoś wyciąga komórkę i dzwoni po pogotowie. Prawdopodobnie większość z nas choć raz w życiu znalazła się w takim tłumie. Czy wiedzieliśmy wtedy, co zrobić, czy może byliśmy tylko biernymi widzami? Warto zadać sobie to pytanie, by w przyszłości uniknąć podobnych sytuacji. A jeśli nawet dotąd nic takiego nam się nie zdarzyło, spytajmy samych siebie, czy jesteśmy na taką ewentualność przygotowani.

Najgorzej nie robić nic

Czemu to takie istotne? Bo co dziesięć minut ktoś w Polsce zostaje ranny. Co dziewięćdziesiąt – ginie w wypadku drogowym. Szanse tych osób na przeżycie wzrosłyby o 40–60 proc., jeśli szybko udzielono by im pierwszej pomocy. Ba, co trzecia ofiara wypadku komunikacyjnego przeżyłaby, gdyby ktoś tylko odchylił jej głowę i udrożnił drogi oddechowe. Tymczasem aż 45 proc. Polaków przyznaje się, że nie wie, jak w podobnych sytuacjach się zachować. – Na szczęście większość z nas wie przynajmniej, że należy wezwać pomoc – mówi Tomasz Kutycki, dyrektor medyczny Centrum Ratownictwa, instytucji, której celem jest opracowywanie oraz wdrażanie na terytorium Polski najnowocześniejszych osiągnięć z zakresu ratownictwa oraz medycyny ratunkowej.

– Gorzej jest natomiast z samodzielnym działaniem. Naszą bierność tłumaczymy najczęściej brakiem wiedzy, szkoleń. Boimy się, że możemy poszkodowanemu jeszcze bardziej zaszkodzić. Nie wszyscy wiedzą, że nieudzielenie pierwszej pomocy miewa przykre konsekwencje nie tylko dla ofiary wypadku. Może zaszkodzić też nam samym. Polskie prawo przewiduje bowiem za takie zaniechanie karę pozbawienia wolności do trzech lat. Nie przewiduje natomiast kary za nieprawidłowe udzielenie pierwszej pomocy. Oczywiście istnieją ważniejsze motywy ratowania życia niż strach przed karą, jednak ustawodawca tym zapisem zwrócił uwagę na fakt, że zostawienie poszkodowanego samemu sobie przynosi zwykle znacznie poważniejsze konsekwencje niż nawet nieudolnie udzielona pomoc. – Najgorzej jest nie robić nic – potwierdza Tomasz Kutycki.

To trzeba przećwiczyć

Zdaniem instruktora Centrum Ratownictwa sytuacja jednak stopniowo się poprawia: – W tej chwili nawet przedszkolaki uczą się pierwszej pomocy. Młodzi ludzie są więc do niej lepiej przygotowani, nie tylko technicznie, także mentalnie. Ale prawdą jest też, że nie zawsze podchodzimy do tych szkoleń poważnie. Nie bardzo wierzymy w to, że taka sytuacja zdarzy się akurat nam. A kiedy się zdarza – jest już za późno. Częstym problemem przy udzielaniu pierwszej pomocy okazuje się ocena stanu poszkodowanego.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama