Nowy numer 48/2020 Archiwum

Zwyczajna nowoczesna bezduszność

Zakaz uboju rytualnego to przejaw lekceważenia wobec religii w ogóle.

Zakaz uboju rytualnego to oczywiste barbarzyństwo. Żydzi nie wymyślili sobie wymagań zawartych w 12. rozdziale Księgi Powtórzonego Prawa. Choć zostały zniesione przez Nowe Przymierze, realnie obowiązywały i Żydzi – zachowując je – świadczą o prawdzie objawienia na górze Synaj, objawienia, któremu ludzkość zawdzięcza Dekalog. Nie można ludziom zakazywać wypełniania oczywistych obowiązków. To właśnie w ich spełnianiu zawiera się istota wolności. Nakazu jedzenia tylko takiego mięsa, z którego krew została wylana na ziemię, przestrzegała Święta Rodzina i apostołowie, ale widocznie to nieważne, skoro dziś objawili się ludzie bardziej humanitarni od Matki Bożej i świętego Józefa. Jednocześnie zupełnie błędną interpretację zakazu uboju rytualnego dają ci wszyscy, którzy widzą w nim przejaw niechęci do Żydów, na przykład amerykańska Liga Przeciw Zniesławieniu. Nic bardziej fałszywego.

Zakaz uboju rytualnego to nie przejaw antysemityzmu, ale lekceważenia dla religii i życia religijnego w ogóle. Pamiętam kiedyś jedno z przyjęć w Pałacu Prezydenckim, na cześć ukraińskiej delegacji. Szefem protokołu był wówczas znany dyplomata, obecnie ambasador w jednym z najważniejszych państw Zachodu. Ten arcyświatowy człowiek znał się na wszystkim: na protokole, strojach, cygarach i konkursach modelek, nie wiedział tylko jednego – że w piątek w kraju katolickim nie należy podawać katolickim i prawosławnym chrześcijanom mięsa, a już na pewno należy im stworzyć możliwość zjedzenia postnej kolacji. Opowiadam o tym nie jako o czymś szczególnym, ale dlatego, że to dobra ilustracja powszechnego lekceważenia życia religijnego, którego rozumieć nie chcą nawet ludzie – wydawałoby się – niemający kłopotów z myśleniem. Z oczywistych względów statystycznych ta antyreligijna pogarda uderza najczęściej w chrześcijan. W latających z Polski samolotach nawet w wielkopostne piątki nie sposób w jadłospisie doszukać się posiłku postnego.

Cudzoziemcy mogą tego nie rozumieć, stąd ich niesprawiedliwe opinie. Natomiast szkoda, że polskie organizacje żydowskie wcześniej, w czasie debaty, gdy rząd otwarcie mówił o zakazie uboju rytualnego, a więc o zakazie adresowanym do Żydów – nie przeciwstawiały się temu mocniej i wyraźniej. Wówczas my wszyscy, którzy występowaliśmy przeciw tej moralnie absurdalnej restrykcji, moglibyśmy o wiele skuteczniej wykazywać jej niedopuszczalność. To, co dotyczy źródeł pogardy antyreligijnej i pogardy w ogóle, dotyczy i wrogości. Piotr Kadlčik, przewodniczący Związku Wyznaniowych Gmin Żydowskich, złożył ostatnio publiczny protest w sprawie nieskuteczności działań policji i prokuratury wobec aktów antysemickich, takich jak profanacja pomnika w Jewabnem, radomskie komentarze w internecie czy swastyki na murze w Białymstoku. To ważny i potrzebny głos, ale nietrafnie zawężający problem.

Zawężając bowiem – bagatelizuje się zarówno przyczyny, jak i większość przejawów problemu. Prymat „swobody” (trudno to nazwać wolnością) nad dobrem wspólnym i ładem moralnym skutkuje w ogóle przyzwoleniem na wzrost agresji wobec wartości duchowych, zasad moralnych i elementarnych nakazów solidarności społecznej, wobec wszystkiego, co zobowiązuje, ogranicza i kieruje wyżej. Skutki tego to tolerancja dla takich skandali jak niszczenie Pisma Świętego czy profanacja krzyża. Co gorsza, Komisja Europejska uznała to za normalny przejaw „wolności słowa”, występując pół roku temu w obronie „prawa do szokowania”. Tym ludziom trudno zrozumieć, że są rzeczy, którymi „szokować” nie wolno. I że – jeśli już nie szanują Boga – powinni szanować ludzi, którzy najzwyczajniej mają prawo do „wolności od szokowania”. Bezład społeczny jest zawsze podglebiem przestępczości. Niestety, tolerujące go państwo okazuje się z reguły nieskuteczne w fizycznej obronie ludzi przed zorganizowaną nienawiścią.

Dlatego nie można zamykać oczu na szeroki, ponury kontekst zjawisk, które pokazał Piotr Kadlčik. Niedawno z „prawa do szokowania” skorzystał sąd, który nie doszukał się ani winnych masakry na Wybrzeżu w grudniu 1970 r., ani nawet znamion samej masakry. Do tej pory pozostają bezkarni „nieznani sprawcy” morderstw popełnionych na wybitnych kapłanach w okresie obrad Okrągłego Stołu, a dzisiejsze przypadki fizycznej agresji wobec księży (jak tylko w ostatnich tygodniach w Krakowie czy w Opatowie) nie budzą już nawet szczególnego zainteresowania mediów. Rzecz więc nie w bezczynności wobec niektórych aktów nienawiści i pogardy, ale w ogólnym bezwładzie państwa, które ociąga się, gdy powinno bronić ludzi, odpowiedzialność moralną uznaje za politykę, i w ogóle słabo rozróżnia dobro od zła, bez czego trudno przeciwstawić się nienawiści i pogardzie.

Ludzie, którzy gotowi są przypominać o prymacie tego, co duchowe, a także o nakazach dobra wspólnego i solidarności społecznej, o wartościach, które toną w zalewie konsumpcji, egoizmu i obojętności – powinni działać solidarnie. Dlatego apelując, by Senat odrzucił absurdalną próbę utrudniania Żydom życia religijnego, zachęcam organizacje żydowskie do szerszego udziału w debacie publicznej i do wspólnych z chrześcijanami zabiegów, by Rzeczpospolita chroniła ład moralny, by z czcią i szacunkiem odnosiła się do duchowych i moralnych wartości zawdzięczanych dziedzictwu biblijnemu, które nas łączy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama