Nowy numer 2/2021 Archiwum

Przyćmiony blask

Czy potrzeba dziś nowej „Humanae vitae”? To pytanie wydaje się aktualne w świecie, w którym coraz więcej państw uznaje gejowskie „małżeństwa”, a procedura in vitro staje się powszechna. Tymczasem można odnieść wrażenie, że ogłoszona 45 lat temu encyklika Pawła VI wciąż nie jest do końca właściwie zrozumiana.

Mea culpa

„Europa umiera, bo powiedziała „nie” życiu. To również grzech nasz, biskupów, nawet jeśli nikt z nas nie był biskupem w 1968 roku” – mówił kard. Christoph Schönborn. W 2008 r. na Górze Błogosławieństw nad Jeziorem Galilejskim, na spotkaniu biskupów Europy w 40. rocznicę podpisania „Humanae vitae”, arcybiskup Wiednia głośno powiedział to, co od lat było przedmiotem skrywanej mea culpa biskupów: „Powiedzieliśmy »nie« wobec »Humanae vitae«. (…) Nie mieliśmy odwagi powiedzieć jasnego »tak«. Nie byliśmy biskupami, ale nasi współbracia nimi byli”. W czasie wykładu Schönborn zwrócił się do siedzącego naprzeciw metropolity Berlina kard. Meisnera: „Jest kilka wyjątków – twój poprzednik. Kardynał Bengsch przygotował tekst dla Konferencji Biskupów Niemieckich, który był tekstem prorockim. Ten tekst zniknął i zamiast niego ukazała się deklaracja z Königstein, która sprawiła, że Kościół katolicki w Niemczech był za słaby, by powiedzieć »tak« dla życia. (…) W Austrii mieliśmy deklarację z Mariatrost. I to osłabiło sens życia w ludzie Bożym, to odebrało odwagę otwierania się na życie. Kiedy nadeszła fala aborcji, Kościół był osłabiony, ponieważ nie nauczył się tej odwagi oporu, jaką widzieliśmy w Krakowie, a którą Jan Paweł II pokazywał podczas całego swojego pontyfikatu. Tej odwagi, by powiedzieć »tak« Bogu, Jezusowi, również za cenę bycia pogardzanym. My byliśmy za  zamkniętymi drzwiami, ze strachu”. Odważne i pierwsze tak ostre wobec samego Kościoła w kontekście „Humanae vitae” wystąpienie metropolity wiedeńskiego obiegło świat. Biskupi wysłuchali go  w głębokim milczeniu, po czym nagrodzili głośnymi oklaskami. Kard. Schönborn mówił: „Myślę, że musimy żałować za ten grzech europejskiego episkopatu. Musimy żałować za to, że episkopat nie miał odwagi, by z mocą wspierać Pawła VI. Dzisiaj nosimy wszyscy w naszych Kościołach, w naszych diecezjach ciężar konsekwencji tego grzechu. »Bracia, ja wiem, że działaliście w nieświadomości«, mówi Piotr Żydom, swoim braciom. »Działaliście w nieświadomości«. Gdybyśmy znali skutki tego »nie« wobec życia, to nigdy nie powiedzielibyśmy »nie« wobec »Humanae vitae«”! Czy zatem dziś potrzeba nowej „Humanae vitae”? Ponownego odniesienia do kuriozalnych problemów, z jakimi postanowił borykać się świat – jeśli w krajach takich jak Francja czy Wielka Brytania redefiniuje się małżeństwo, zezwala na adopcję dzieci przez homoseksualistów, sterylizuje kobiety, a in vitro, jak niegdyś aborcja, staje się tak powszechne jak wizyta u dentysty? Mamy przecież instrukcję „Dignitas personae”, mamy papieskie wypowiedzi i wciąż mamy… „Humanae vitae” Pawła VI. – Kościół dysponuje od 1930 r., a więc od encykliki Piusa XI „Casti connubi”, pełną doktryną na temat rodziny. A „Humanae vitae”, pamiętajmy, dotyczy tylko części, choć ważnej, życia w małżeństwie. Zamiast więc „Humanae vitae 2” wydaje mi się więc, że potrzeba nam duszpasterskiej pilności we wdrażaniu już istniejących dokumentów – mówi w rozmowie z GN kard. André Vingt-Trois. Metropolita Paryża, choć podkreśla, że każdy nowy dokument papieski ma swoją wartość, bardziej oczekiwałby instrukcji Papieskiej Rady ds. Rodziny. – I konkretnych wskazań do pracy z narzeczonymi, przygotowania do małżeństwa już w nauczaniu szkolnym. A może wobec widma „tsunami gejowskich małżeństw” trzeba na nowo odkryć i wyjaśnić głęboki sens intuicji, geniuszu Pawła VI? Może buntujące się niegdyś wobec tej encykliki episkopaty powinny – jak to sugeruje Gabriele Kuby – raz jeszcze odnieść się do kwestii seksualności i, idąc śladem metropolity Wiednia, uderzyć się w piersi? Bo protesty z 1968 r. właśnie ze strony Kościoła wciąż odbijają się czkawką w wielu publikacjach, dyskusjach. – Kościół wiele się nauczył z 1968 r., a sytuacja społeczna nie jest już taka sama – kontynuuje kard. Vingt-Trois. Na tsunami „małżeństw” homoseksualistów odpowiedź jest tylko jedna: wzmocnienie wartości małżeństwa kobiety i mężczyzny, głębokie odkrycie jego sensu, faktu, że taki związek daje szczęście. Trzeba pamiętać przy tym, że „Humanae vitae” to jedna z najcieplejszych encyklik, zdradzająca niezwykłą intuicję Kościoła w sprawach płciowych, małżeństwa. Trzeba tylko zobaczyć w niej drugie dno, przyjrzeć się argumentacji Pawła VI. Karol Wojtyła w ekspertyzie dla Pawła VI podkreślił, że relacja seksualna między żoną i mężem musi uznać równość kobiety i mężczyzny, zakładać współpracę między nimi. Antykoncepcja zrzuca tymczasem ciężar na barki kobiety i uderza w te kryteria. Środki chemiczne i tzw. sztuczna gotowość kobiety do stosunku w chwili, kiedy sprowadzenie na ziemię życia można odłożyć (Kościół – co mu się często mylnie przypisuje – nie jest tu skrajny i dopuszcza przecież taki scenariusz!), sprowadzają ją jedynie do narzędzia. Naturalny zaś cykl obserwacji płodności jest szkołą szacunku w małżeństwie. Szkołą panowania nad sobą. Jak pisze Gabriele Kuby: Paweł VI nie chciał niczego złego dla małżonków, ale stawiał wymagania. Antykoncepcja ich nie stawia. Dziś więc może trzeba nie tyle nowego „Humanae vitae”, ile nowego i wspólnego „tak” dla tekstu Pawła VI. Odsłonięcia przyćmionego blasku tej encykliki.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama