Nowy numer 49/2020 Archiwum

Te kleszcze są OK

Pasja plus parę dni urlopu. To dla nich sposób, żeby złapać wiatr w żagle, czyli... czerpać radość z życia.

Gdzie to się sprawdza?

Jak przyznają uczestnicy zlotu, największą zaletą proa jest możliwość uprawiania na nich tzw. żeglugi plażowej. – Płyniemy wzdłuż linii brzegowej, kilka mil od wybrzeża. Kiedy zaczyna robić się zimno, zmienia się pogoda albo po prostu mamy ochotę odpocząć, przybijamy do brzegu w jakimkolwiek miejscu. Wyciągamy łódkę na plażę, rozbijamy namiot i potem znów płyniemy dalej – tłumaczy Mateusz Ostrowski. Nie potrzeba portów czy marin. Można się zatrzymać na nieuczęszczanej przez turystów plaży i naprawdę odpocząć w ciszy i spokoju. Wbrew pozorom, nie jest to sport elitarny. – Spośród żeglarskich hobby to jest chyba jeden z tańszych. Jeśli coś ma być proste i efektowne, to tylko proa. W sumie taką łódkę można zbudować w ciągu dwóch tygodni kosztem 4 tys. zł – przyznaje Krzysztof Mnich z Łodzi, który własnoręcznie złożył kilka jednostek. Poza tym pływanie tak niewielką i szybką łódką daje coś jeszcze. – Żeglując na proa, jesteśmy bliżej rzeczywistości, bliżej żywiołu, bliżej świata – można powiedzieć: bliżej Boga. Jeżeli na takiej łódce wypływam na Bałtyk, to zaczynam odczuwać swoją znikomość wobec świata; znikomość, tzn. swoje prawdziwe miejsce, to, kim jestem. Będąc z dala od miasta, czyli od kultury, czuje się tę transcendencję. Jak jesteś blisko przyrody, wystawiony na działanie żywiołów i przyjmujesz to z pokorą, to przecież jest to postawa chrześcijańska – zaznacza Janusz Ostrowski.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama