Nowy numer 48/2020 Archiwum

Schody do nowego życia

Wąskie, drewniane i strome. Kręte jak ścieżki życia chłopców. Ale chłopcy czują się na nich bezpiecznie. Opiekunki w habitach oraz święci patronowie czuwają.

Centrum Puław. Stara kamienica ogrodzona siatką, obok niewielki placyk zabaw. W środku czyściutko, aż się błyszczy, mimo że w każdym kątku po dzieciątku. A konkretnie po chłopaku: najmłodszy ma 7 lat, najstarszy prawie 20. Wszystkich jest ponad 60. Grzecznie się witają, obserwują z ciekawością, a niektórzy z chłopięcą przekorą coś tam komentują. I tylko trudno czasem połapać się, który starszy, a który młodszy. Bo ten 17-letni Marcin, wyrośnięty ponad miarę, to nauczył się do tej pory mówić „dzień dobry” i podawać rękę. Mówi też „nie”, gdy czegoś nie chce. A gdy chce, macha głową i potwierdza: „tak”. To dla niego wielka umiejętność. Więc trzeba go chwalić i wspierać w poczuciu własnej wartości! Z kolei 7-latek Adaś, chociaż główkę ma spłaszczoną od leżenia w niemowlęctwie wciąż w jednej pozycji i nosek ma wbity w czaszkę (od uderzenia wielką pięścią, gdy był maleństwem), bardzo jest rozgadany. I wie już prawie wszystko o świecie: że siostry są dobre, więc można się przytulić. Że pieski w ośrodku to przyjaciele: sprowadziła je z rodzimego Podlasia siostra dyrektor, żeby dzieci czuły się swojsko i żeby było z kim… grać w piłkę. Bo pieski futbol uwielbiają jak chłopcy. I że Adaś lubi bardzo zajęcia logopedyczne oraz plastyczne. Czego chcieć więcej?

Brzydcy chłopcy za karę

Specjalny Ośrodek Wychowawczy im. S. Klary Staszczak OSB w Puławach jest prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Benedyktynek Misjonarek. Siostry, których powołaniem jest wychowywanie młodzieży, przed wojną prowadziły m.in. dom dziecka w Kowlu. Opiekowały się sierotami w sposób na tamte czasy nowatorski. Dzieci były dzielone na niewielkie grupy, tzw. rodzinki. Jedną rodzinką opiekowała się jedna zakonnica. A czuwał nad nią też wybrany święty patron. Każda rodzinka miała obowiązki, prawa, zasady. Starsi opiekowali się młodszymi, a młodsi zyskiwali przyszywane rodzeństwo. Po wojnie władze ludowe postanowiły rozprawić się z zakonnicami.

Bo i po co kobiety w habitach, wraz ze świętymi patronami, miałyby wychowywać socjalistyczną przyszłość narodu? Siostrom odebrano więc prawo prowadzenia domu dziecka. A żeby ukarać za wieloletnią „antysystemową” działalność, przydzielono im „głupie” dzieci. Takich chłopaków, których nikt nie chciał: upośledzonych umysłowo, zaniedbanych. Bo pewnie tych „gorszych” dzieciaków to siostry nie zechcą. A zakonnice chłopców zechciały. Mijały lata, a widok rozkrzyczanych chłopców wokół czarnych habitów przestawał w Puławach dziwić. Siostry wraz z wychowankami zamieszkały w kamienicy w centrum miasta. Tak jest do dziś. – Chłopcy są wspaniali. Są dzielni, radzą sobie. Każdy chłopak to jedna trudna historia: odrzucenia, cierpienia, zaniedbania – opowiada przełożona domu, s. Jana. – Większość z nas nie ma pojęcia, jak czasem życie dziecka może być trudne. A nasi chłopcy, upośledzeni umysłowo, radzą sobie dobrze. I dzielnie przygotowują się do dorosłego życia. A siostra Klaudia, dyrektor ośrodka, zaprasza do budynku. – Ciasno tu, przepraszam. Ale czym chata bogata – śmieje się. Dziś bogata przepysznym rosołem. Chłopcy przybiegają na obiad. Zupa znika, potem w chłopięcych brzuchach znikają też ziemniaki i mięso. No pycha!

Niedostosowane…

Kuchnia nie jest zbyt duża. Mimo że lśni z daleka i jest czystsza niż w najczystszym domu, tak naprawdę trzeba ją zamknąć. Nie spełnia współczesnych wymogów sanepidowskich. Musi być kuchnia i „zimna”, i „ciepła”. A jest jedna, jedyna. Ludzka, ciepła, ale „nieprzepisowa”. W starym budownictwie nie da się przebudować kuchni. A nawet gdyby się dało, to kolejna przebudowa i remont nie załatwią innych problemów: malutkich pokoi, braku miejsca na porządną terapię zajęciową. Czy w końcu: schodów. Schodami prowadzi malutki Edi, piesek rasy york. Biegnie na krótkich łapkach w górę, w bok i jeszcze wyżej. Jak po labiryncie schodów drewnianych, krętych i niebezpiecznych. Za Edim idzie siostra dyrektor, a za nią rzędem kilku chłopaków. Adaś też. Pokazują swoje miejsca życiowe: rodzinki. Tu rodzinka słoneczna zaopiekowana przez samego Anioła Stróża, której dzielnie pomaga s. Marianna. Rodzinka wygląda jak maleńkie mieszkanko. Jest wspólny pokój do odrabiania lekcji i zabawy resorakami. Po bokach są sypialnie. Czyściutko w każdym kątku, ale chłopaki muszą spać w zbyt małych pomieszczeniach. Dalej rodzinka liliowa, którą opiekują się Dzieciątko Jezus wraz z s. Edytą. Na ścianie wiszą prace chłopców, drobne ogłoszenia i poważne zasady, których powinni przestrzegać wszyscy (zwykle się udaje).

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama