Nowy numer 29/2019 Archiwum

Misyjny bank miłości

Miłość to jedyny pieniądz, który wydawany procentuje – twierdzą Asia i Darek Ściepurowie. Pewnie dlatego żyją rozpięci między dwoma krajami: Polską i Ekwadorem.

Jeszcze bez konkretnych planów pisze maila do jednej z wolontariuszek, Driny, by dowiedzieć się, jak ta misja wygląda. I już w pierwszym mailu otrzymuje zachętę: a czemu nie mielibyście tutaj przyjechać? Nie wahają się długo, chcą wybrać się przynajmniej na miesiąc. Pozostaje jednak kwestia dzieci: co z nimi zrobić? Najstarsza Gabrysia bardzo chce pomagać, ale lepiej, by skończyła szkołę średnią i przyjechała po maturze na cały rok. Dwóch młodszych chłopaków można zabrać od razu. Rzeczywistość jednak komplikuje plany. Gabrysia ginie na chodniku we Wrocławiu, potrącona przez samochód. – Kiedy umiera ktoś bliski, a zwłaszcza dziecko – mówi Darek – wszystkie kolory w świecie znikają. Dla mnie tak właśnie się stało. Przez długi czas poruszałem się w świeci czarno-białym. I dopiero w Ekwadorze mogliśmy te kolory odnaleźć, mimo że już wcześniej była w nas „zgoda w niezgodzie” na to, co się wydarzyło. Asia powiedziała nawet w pewnym momencie, że dziękuje Panu Bogu za to, że pozwolił nam „pomieć” Gabrysię przez tych szesnaście lat. Od mojej żony uczyłem się, że wdzięczność jest ważniejsza niż żal.

Inna twarz biedy

Gabrysia stała się odtąd patronką ich misyjnych działań. Jej słowa, zapisane na nigdy nie wysłanej pocztówce, potraktowali jak testament: „Dobrze jest zaufać Panu, dobrze jest mieć nadzieję w Panu”. Pierwszy raz zjawili się w San Francisco de Oyacoto dziewięć miesięcy po jej śmierci. Na początku nie było łatwo. Asia musiała zmodyfikować ambitne plany nauczania ekwadorskich dzieci angielskiego. – Myślałam, że będę pracować całymi dniami, a siostry powierzyły mi tylko bloki jedno- lub dwugodzinne – wspomina. – Już po pierwszej lekcji z indiańskimi maluchami zrozumiałam, że miały rację. Nie byłabym w stanie opanować tego żywiołu. Jechałam z nastawieniem, że jak najwięcej te dzieci nauczę, ale z czasem ważniejsze stało się dla mnie to, by się z nimi zaprzyjaźnić. Do przedszkola i szkoły podstawowej prowadzonych przez siostry z Cristo Misionero Orante uczęszcza w sumie 160 dzieci, pochodzących często z rozbitych rodzin albo niesformalizowanych związków. Zakonnice prowadzą też internat dla 25 nastolatek z plemienia Shuar. Dziewczyny przed południem pomagają w organizacji szkolnego życia, pracując np. w kuchni, a popołudniami same się uczą. Aby utrzymać ośrodek pochłaniający mnóstwo kosztów, siostry uprawiają ogród, hodują zwierzęta, ucząc jednocześnie mieszkańców okolicznych wiosek, że nie trzeba tkwić w biedzie, marazmie i pijaństwie. – Ludzie często pytają mnie, czemu pomagamy w Ameryce Południowej, skoro biedni są także w Polsce – mówi Darek. – To prawda. Myślę jednak, że są to, mimo wszystko, biedy nieporównywalne. Z naszej wędrówki po Andach peruwiańskich zapamiętałem obraz indiańskiej kobiety, której cały majątek stanowi zawinięte w chustę, płaczące, zmarznięte dziecko, niesione na plecach. Jeśli tak na to spojrzymy, okaże się, że w Polsce mamy nawet za dużo bogactwa. Kto komu pomaga Czy czują się misjonarzami? Zdania na ten temat są w rodzinie podzielone. – Czuję się malutka przy siostrach, które są prawdziwymi misjonarkami – przyznaje Asia. – To przecież nie my tam ewangelizujemy. Darek podkreśla jednak, że dają w Ekwadorze świadectwo jako rodzina, która żyje i działa razem. – To najpiękniejsze, co mogliśmy dać też naszym dzieciom – twierdzi. – Pokazaliśmy im, że bycie chrześcijaninem to przede wszystkim dawanie siebie innym.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji