Nowy numer 48/2020 Archiwum

Księża na telefon

Środek nocy. Dzwoni telefon. Lekarz Benedykt odbiera. Ale nie wsiada do karetki i nie pędzi do chorego. Długo rozmawia i modli się. A pacjenta mniej boli.

Na początku lipca w Krakowie odbyło się niezwykłe lekarskie konsylium. Każdy medyk w koloratce bądź habicie zamiast stetoskopu miał różaniec, a w kieszeni – komórkę, czyli niemal lekarstwo. Przez dwa dni rozmawiali o swoich pacjentach: jak im pomóc, jak leczyć. A inni profesjonaliści: psychiatrzy, terapeuci, uczyli ich, jak rozmawiać. Bo wiadomo, że pacjenci bywają różni, z różnymi dolegliwościami, więc i metody pomocy muszą być do nich dostosowane. Jedna pani cierpi, bo zakochała się w księdzu; młodego chłopaka boli, bo został odrzucony przez rodziców, a ktoś inny nie może się pozbierać po śmierci ukochanej babci. I wini za to Pana Boga… W spotkaniu wziął udział krakowski biskup pomocniczy Grzegorz Ryś. Pobłogosławił Pogotowiu Duchowemu, czyli blisko 50 księżom z Polski i Europy, którzy od roku, wolontaryjnie, w nowatorski sposób „leczą” dusze.

Proszę księdza, chcę się zabić

Zaczęło się od portalu społecznościowego. Do kapucyna o. Benedykta Pączki napisał nocą młody chłopak: „Chcę się zabić”. Rozpoczęła się rozmowa przez klawiaturę, potem przez telefon. Udało się pomóc. Chłopak żyje. Ta historia dała do myślenia: potrzeba księży, którzy nie tylko przyjmują w określonych godzinach, w kancelarii parafialnej, nie tylko katechizują czy oczekują w konfesjonałach. Potrzeba kapłanów, którzy będą dyżurować 24 godziny na dobę. Będą korzystać z nowoczesnych środków przekazu i tym sposobem otworzą się na ludzi, którzy ani do kancelarii by nie przyszli, ani do spowiedzi. – Doszedłem do wniosku, że kapłan musi być jak… Tesco. Otwarty na ludzi 24 godziny na dobę – śmieje się o. Benedykt. – Wtedy naprawdę mamy szansę stać się Kościołem otwartym, aktywnie poszukującym ludzi, śmiało wychodzącym z Ewangelią do potrzebujących. Ale początki nie były łatwe. Ojciec Benedykt pytał brać kapucyńską: „da się to zrobić?”. A brać odpowiadała konkretnie: „Ty zgłupiałeś”! Na szczęście ojciec prowincjał myślał inaczej i powiedział tylko: „Rób to, Benek”. Więc Benek zrobił.Nieco ponad rok temu oficjalnie rozpoczęło działalność Pogotowie Duchowe. Najpierw złożone z 7 „lekarzy” – księży diecezjalnych i ojców zakonnych. Szybko powstała strona internetowa (www.pogotowieduchowe.pl), na której podane są telefony do księży. A zielone lub czerwone ikonki, lampki, informują o „dostępności” konkretnego „lekarza”. Pali się zielona lampka – dzwoń. Pali się czerwona – dyżur ma ktoś inny. W ciągu roku przez Pogotowie przewinęło się ponad 60 kapłanów. Obecnie działa 47. Mieszkają w Polsce, ale również w większości krajów europejskich, w których pracują dla Polonii. – Zanim kapłan zacznie z nami współpracować, dokładnie sprawdzamy kandydata – musimy uważać, by ktoś poszukujący „przygód” nie podszywał się pod księży. Nasi księża nie pracują anonimowo: wiadomo, jak się nazywają, gdzie na co dzień pracują. Zasadą jest też, że podczas dyżuru (sami wybierają konkretny dzień tygodnia), są dostępni pod telefonem 24 godziny na dobę. Muszą też odbierać wszystkie telefony: nawet zastrzeżone. I powinni rozmawiać z każdym, niezależnie np. od kondycji psychicznej. Osoby chore psychicznie też mają prawo do rozmowy, a my mamy obowiązek ich wysłuchać – opowiada o. Benedykt.

Nocne czuwanie

– Zależy nam na nocach. Dużo poważnych rozmów odbywa się wtedy. A poza tym to jest dla nas jakiś trud i cierpienie, które można ofiarować za naszych rozmówców – mówi kapucyn. Czasami telefoniczne rozmowy, problemy, z którymi dzwonią potrzebujący, są wyjątkowo trudne.

Takich rozmów nie odbywa się w kancelarii parafialnej i rzadko nawet podczas spowiedzi. – Kiedyś zadzwoniła do mnie siostra zakonna. W zgromadzeniu od kilkunastu lat. Na pozór szczęśliwa i dobrze spełniająca swoje obowiązki. Jednak okazało się, że bardzo cierpi: wykorzystywana seksualnie w dzieciństwie przez bardzo bliską osobę nie potrafiła sobie z tym poradzić. Cięła się, a rany chowała głęboko pod habit… – wspomina o. Benedykt. – Wiele rozmów i konkretna pomoc, skierowanie do specjalistów, dały efekty. Niedawno otrzymałem od zakonnicy SMS: wychodzi na prostą. Pierwszy raz w życiu „przeżywa wiosnę”…

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama