Nowy numer 48/2020 Archiwum

Jajko jest najważniejsze

I tylko żal Kościoła, szczególnie parafian z Jasienicy w diecezji warszawsko-praskiej. Na wydarzenia w podwarszawskiej parafii nie można patrzeć bez bólu.

Co prawda ks. Wojciech Lemański zdecydował się ostatecznie opuścić parafię – taka przynajmniej jest sytuacja, gdy piszę ten tekst. W wydanym oświadczeniu przeprosił też wszystkich, którzy poczuli się dotknięci lub zgorszeni jego postawą, ale zamęt, jaki zasiał w głowach i sercach swoich byłych parafian, przez długie miesiące, jeżeli nawet nie lata, będzie się kładł cieniem na pracy duszpasterskiej. W swoim krótkim oświadczeniu zauważył, „jak ciężko jest zapanować nad rozbudzonymi emocjami”.

Każdy następny duszpasterz w tej parafii z tymi rozbudzonymi emocjami będzie musiał się zmagać. Nie bez powodu podczas każdej Mszy św. modlimy się o zachowanie Kościoła od zamętu. Ofiarami wywołanego zamętu padli nie tylko parafianie w Jasienicy, ale również słuchacze Polskiego Radia, a przypuszczam, że innych stacji również. Radiową Jedynkę wspominam dlatego, że wracając w zeszłą niedzielę z uroczystości upamiętniających ofiary rzezi na Wołyniu, słuchałem właśnie tej stacji. W trzech kolejnych serwisach informacyjnych wiadomością numer jeden była sprawa ks. Lemańskiego.

„Co dzieje się przed plebanią w Jasienicy?” – dopytywał reportera podekscytowany redaktor. „Do opuszczenia parafii pozostało mu jeszcze kilka godzin” – nakręcał się prowadzący serwis. Jakby chodziło o odliczanie przed wystrzeleniem pierwszej rakiety w kosmos. O uroczystościach wołyńskich też była mowa, ale słuchacze nie dowiedzieli się, że w zasadniczej mierze zostały one przygotowane i zorganizowane przez Kościół. Że były przede wszystkim wielką modlitwą o przebaczenie skierowaną do Boga. Zresztą modlitwą pięknie poprowadzoną przez abp. Mieczysława Mokrzyckiego. Uczestnicząc w liturgii żałobnej, bo taki miała ona charakter, byłem wzruszony i dumny, że mój Kościół potrafi tak pokornie się modlić, tak ufnie wyciągać rękę do pojednania, choć był ofiarą zbrodni sprzed siedemdziesięciu lat.

O tym w wiadomościach nie było ani słowa. Za to wiele razy usłyszałem o nieposłusznym proboszczu. Gdyby nie inicjatywa Kościoła Rzymskokatolickiego na Ukrainie, do spotkania w ogóle by nie doszło. A prezydent Bronisław Komorowski nie miałby dokąd przyjeżdżać. Dodać trzeba, że słuchacze Jedynki nie dowiedzieli się również, co prezydent miał do powiedzenia. Rozbite jajko na marynarce okazało się ważniejsze od apelu skierowanego do władz ukraińskich o upamiętnienie ofiar rzezi. Na Boga – chciałoby się zawołać – trzeba chyba zachować jakieś proporcje. Rozbite jajko nie może być ważniejsze od wydarzenia, podczas którego doszło do tego ubolewania godnego incydentu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się