Nowy numer 47/2020 Archiwum

Zostali w naszej pamięci

O roli pamięci o ofiarach zbrodni wołyńskiej z prof. Andrzejem Nowakiem rozmawia Andrzej Grajewski

Jaka jest polska pamięć o zbrodniach na Polakach na Wołyniu, jednej z największych naszych tragedii z okresu II wojny światowej? 
Mam wrażenie, że świadomość historyczna współczesnych Polaków ulega błyskawicznej erozji. Problemem jest więc walka o miejsce na kurczącym się skrawku pamięci w ogóle. Stąd często spotykane doświadczenie rywalizacji pamięci – Wołyń przeciwko Katyniowi, ukraińskie zbrodnie przeciwko rosyjskim. Celowo używam słowa „przeciwko”, gdyż odnoszę wrażenie, że ci, którzy niosą w sobie prywatną, niedającą się wymazać pamięć o zbrodni ukraińskiej, z pewną pretensją odnoszą się do polityki państwowej, w której jest utrwalana pamięć Katynia. Wszystko to zaś wynika stąd, że jest coraz mniej miejsca na pamięć w ogóle. Trzeba wielkiego wysiłku, aby młodzi ludzie chcieli pamiętać o tym strasznym doświadczeniu swoich dziadków, pradziadków, którzy zostali zamordowani, i tych, którzy przeżyli i chcieliby pamięć o tym przekazać następnym pokoleniom. 
 
Paradoksalnie o zbrodniach UPA mówiło się w PRL, ale tylko w kontekście walk w Bieszczadach. 
Rzeczywiście pamięć o zbrodniach UPA była kultywowana przez część establishmentu peerelowskiego i odnosiła się wyłącznie do ziem, które pozostały w obrębie wytyczonego przez Stalina terytorium dla Polski i nie obejmowała Kresów, a więc także Wołynia i Małopolski Wschodniej. I to było gigantyczne zafałszowanie prawdy o tamtych wydarzeniach. Do tego trzeba dodać, że ta peerelowska opowieść o zbrodniach UPA była elementem legitymizacji komunistycznej władzy, przedstawiającej się jako obrończyni polskiego interesu narodowego w granicach pojałtańskich. Zagłuszało to pamięć o zbrodniach sowieckich na Polakach. Dzisiaj możemy mieć do czynienia z pamięcią wyzwoloną od politycznych serwitutów. 
 
Środowiska kresowe miały jednak pretensje do PiS oraz śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, że dążąc do pojednania z Ukraińcami, nie dość radykalnie upominali się o pamięć o zagładzie ich bliskich. Były to uzasadnione pretensje?
Moim zdaniem nie, gdyż prezydent Lech Kaczyński, jak wcześniej Jerzy Giedroyc, namawiał do tego, aby pamiętając o zbrodniach ukraińskich, nie eksponować ich jako przeszkody, która uniemożliwi nam dialog z Ukraińcami. Dialog z Ukraińcami jest nam, jako państwu polskiemu, żywotnie potrzebny. Ukraina dla Polski zagrożeniem nie jest. Mamy natomiast do czynienia z imperialnym zagrożeniem, w którym rozgrywanie konfliktu polsko-ukraińskiego zwiększa to zagrożenie. 
 
Jak więc państwo polskie ma reagować na liczne pomniki żołnierzy UPA na Zachodniej Ukrainie? Czy możemy ze stosunku do zbrodni wołyńskiej zrobić papierek lakmusowy w relacjach z Ukrainą, jak poniekąd ze sprawy zbrodni katyńskiej zrobiliśmy test w relacjach z Rosją? 
Warto jednak pamiętać, że zbrodnie ukraińskie – to nie jest, rzecz jasna, żadna pociecha dla ofiar tych zbrodni, ale jest to element prawdy historycznej – były zbrodniami zadawanymi przez ofiary. Nie ofiary polskiego imperializmu, ale sowieckiego i niemieckiego równocześnie. Były to zbrodnie popełniane przez ludzi, którzy rozpaczliwie szukali, nieraz właśnie zbrodniczymi metodami, wyjścia dla swojej ojczyzny. Tymczasem zbrodnie sowieckie na Polakach, ale także na Ukraińcach, gdyż Wielki Głód jest niejedynym tego przykładem, były wykonane przez państwo, przez jego funkcjonariuszy. To sowieckie państwo realizowało świadomą politykę niszczenia polskich sąsiadów czy swoich wewnętrznych peryferii, jeśli chodzi o Ukraińców.
 
Czy to oznacza, że mamy zaakceptować kult Stefana Bandery?
Absolutnie nie, ale musimy pamiętać, że dla Ukraińców pamięć o nim jest pamięcią narodu, który czuje się pokrzywdzony przez historię. Pamięcią, która, niestety, jest niewrażliwa na naszą gigantyczną krzywdę z powodu zbrodni ukraińskich nacjonalistów, którzy odwoływali się do myśli i przywództwa Bandery. Dlatego musimy oczywiście protestować przeciwko eksponowaniu pamięci o Banderze. Warto jednak zwrócić uwagę na to, czy jest to element polityki państwa ukraińskiego, czy tylko działanie pewnych środowisk na Zachodniej Ukrainie. Pamięć Bandery, kult OUN-UPA nie jest obecnie kultem państwowym. Jest kultem lokalnym, choć występuje na terenie, który dla nas jest szczególnie ważny. Powstaje więc pytanie, czy nasze państwo powinno reagować, jeśli to już nie Kijów stoi za tą polityką kultu ukraińskich nacjonalistów? Warto także pamiętać, że na tym obszarze ciągle mamy nowe elementy, nie jest to stan statyczny. Nawet w środowiskach polityków ukraińskich odwołujących się wprost do tradycji Bandery dostrzegam przewartościowania, wynikające – jak sądzę – ze zrozumienia, że zagrożeniem dla suwerenności Ukrainy nie jest pamięć o Polakach wymordowanych na Wołyniu, ale realne projekty imperialnej dominacji ze strony Rosji Putina. 
 
Obecne obchody są, być może, ostatnim momentem, aby ofiary zbrodni wołyńskiej zapisać w szerszej pamięci narodowej.
Myślę, że najważniejszym wyzwaniem, przed jakim stoimy, starając się pamiętać o naszych rodakach zamordowanych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, jest zapamiętanie ich nie tylko jako ofiar, choć to jest oczywiście sprawa kluczowa dla pamięci prywatnej. Jako państwo powinniśmy ich przede wszystkim pamiętać jako ludzi, którzy służyli wielkiemu dziełu kulturowemu i cywilizacyjnemu, naszej obecności na Kresach. Powinniśmy pamiętać o nich pozytywnie. Z wdzięcznością za ich trwanie, za pracę pokoleń. Mamy bowiem ostatnio do czynienia z wielką ofensywą, która stara się nam wmówić, że polska obecność na Kresach to była wyłącznie okrutna, kolonizatorska obecność polskich panów, gnębiących miejscową ludność. Drugi element tej samej propagandy namawia nas, abyśmy odwrócili się od Kresów, gdyż tam są same nieszczęścia, martyrologia, nic pozytywnego nas z tym obszarem nie wiąże. Więc przypomnijmy, że ci ludzie, którzy zginęli na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, byli spadkobiercami wielkiej pracy kulturowej, której wielorakie ślady ciągle są tam obecne. Dbajmy o te ślady – na równi z pamięcią o grobach ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Polakach. Trzeba łączyć pamięć o zbrodniach z zasadniczą pamięcią o znaczeniu Kresów dla naszej kultury, dla naszej narodowej tożsamości i dla wspaniałego projektu rozszerzania, zakorzeniania Europy na Wschodzie, na terenie dzisiejszej Ukrainy, Białorusi, Litwy. Tylko wtedy zrozumiemy w pełni znaczenie tej straszliwej zbrodni, o której dziś rozmawiamy.
« 1 »

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się