Nowy numer 50/2018 Archiwum

Wierni do końca przejdź do galerii

Kościół rzymskokatolicki na Kresach poniósł ogromne ofiary z rąk okupantów sowieckiego i niemieckiego oraz w wyniku zbrodniczej akcji ukraińskich nacjonalistów.

Tereny te pod względem kościelnym podlegały Metropolii Lwowskiej, w skład której wchodziły: archidiecezja lwowska, diecezja łucka oraz diecezja przemyska. Metropolia straciła 167 księży diecezjalnych, 59 członków różnych zakonów tam działających oraz 29 kapelanów wojskowych. W archidiecezji lwowskiej zginęło 90 księży oraz 43 zakonników, w diecezji łuckiej – 41 księży i 11 zakonników, natomiast w przemyskiej – 36 kapłanów i 5 zakonników. Księża ginęli na skutek prześladowań ze strony wszystkich trzech wrogów. Śmierć z rąk niemieckich poniosło 59 duchownych, z sowieckich – 62, natomiast skutkiem działań nacjonalistów ukraińskich życie straciło łącznie 75 księży i zakonników. W wyniku działań wojennych zginęło 24 kapłanów, nie znamy do dziś okoliczności śmierci 6 księży.
 
Ofiary na Wołyniu
Wrogie działania nacjonalistów ukraińskich rozpoczęły się już w 1939 r. – wtedy to we Lwowie zginął kleryk Józef Janas. Na Wołyniu jesienią zamordowano też franciszkanina z Niepokalanowa, br. Kazimierza Fidelisa Świeżewskiego. Wraz z grupą młodych zakonników szukał tu schronienia przed Niemcami. Kolejnych 4 kapłanów poniosło śmierć od czerwca do października 1941 r. na terenie archidiecezji lwowskiej. W Komarnie (diec. przemyska) 21 lipca Ukraińcy zamordowali br. Jana Franciszka Ksawerego Gałka, bernardyna z klasztoru lwowskiego. 
Tragiczne były lata następne, gdy nasiliły się masowe mordy przeprowadzane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej. Na Wołyniu (diec. łucka) w 1943 r. zginęło 12 księży diecezjalnych oraz 5 zakonników. W jedną niedzielę, 11 lipca 1943 r., zamordowano ok. 10 tys. Polaków w 99 miejscowościach, głównie w kościołach, w czasie Mszy. Ksiądz Bolesław Szawłowski, proboszcz w Porycku, został ostrzeżony o napadzie planowanym na uczestników kolejnej Mszy. Polecił ministrantom, by uprzedzili parafian o zagrożeniu. Wielu jednak nie uwierzyło i przyszło do kościoła. Zginęło około 200 osób, głównie kobiety i dzieci, a także ks. Szawłowski. W podobnych okolicznościach wraz z parafianami zginęli: ks. Józef Aleksandrowicz w Zabłotcach, ks. Jan Kotwicki w Chrynowie, ks. Konstanty Turzański w Wyszogródku. 
30 sierpnia 1943 r. przeprowadzona została likwidacja wsi Ostrówki i Wola Ostrowiecka. Zamordowano ponad tysiąc osób. Zginął też proboszcz ks. Stanisław Dobrzański oraz br. Józef Harmata, chrystusowiec, który w rodzinnej wsi chciał przetrwać wojnę. W grudniu we wsi Okopy zamęczono w okrutny sposób ks. Ludwika Wrodarczyka, oblata rodem z Radzionkowa (trwają obecnie starania o jego beatyfikację).
 
W archidiecezji lwowskiej
W tym samym 1943 r. w archidiecezji lwowskiej z rąk ukraińskich straciło życie 9 kapłanów. Śmierć poniósł także ks. Władysław Klakla. 14 września jechał on do Lwowa, z misją przekazania arcybiskupowi pisemnego sprawozdania o mordowaniu ludności polskiej w dekanacie Trembowla. Został zamordowany w pociągu, z wyroku UPA. 
Prześladowania ludności polskiej na terenie archidiecezji lwowskiej nasiliły się w 1944 r. Nacjonaliści ukraińscy zamordowali tu w ciągu tego jednego roku aż 18 kapłanów. W lutym z rąk Ukraińców zginęło też 4 bernardynów z klasztoru we Fradze. W marcu ofiarą mordów padła ludność, która schroniła się w klasztorze dominikanów w Podkamieniu. Zginęło ponad 300 osób, 3 zakonników, a także parafianie z Poczajowa (diec. łucka) z proboszczem, ks. Stanisławem Fijałkowskim. Tu szukali schronienia przed Ukraińcami. 
W kościele poryckim 16 stycznia 1944 r. został zastrzelony ks. Stanisław Grzesiak. Podczas ewakuacji ludności polskiej ze Skurcza do Włodzimierza poszedł on jeszcze do świątyni w Porycku, by pomodlić się za zamordowanego tam ks. B. Szawłowskiego. W 1944 r. zginęło też 4 kapłanów diecezji przemyskiej.
Ostatni rok wojny przyniósł śmierć 6 kapłanom archidiecezji lwowskiej. Ksiądz Stefan Jurasz zginął 2 lutego 1945 r. we wsi Czerwonogród, gdy Ukraińcy napadli na przygotowujących się już do ekspatriacji mieszkańców. Natomiast ks. Józef Skrabalak zginął już po zakończeniu wojny. Przetrwał on spalenie przez Ukraińców 20 kwietnia 1944 r., w święta wielkanocne, parafii Budki Nieznanowskie w dekanacie Gliniany, gdzie był proboszczem od 1935 roku. Wyjechał na teren diecezji przemyskiej, zamieszkał u matki przebywającej w rodzinnej miejscowości Temeszów. Tu posługiwał jako duszpasterz w parafii w Dydni. W Temeszowie został ranny w czasie napadu UPA, w nocy z 27 na 28 maja; zmarł następnego dnia w szpitalu w Sanoku.
Kapłani metropolii lwowskiej z rąk ukraińskich ginęli podczas napadów, gdy sprawowali czynności liturgiczne, również w czasie Mszy świętej. Kościół nie był już tradycyjnym miejscem schronienia, azylem, stał się miejscem śmierci. Kilku księży zamordowanych zostało podczas pogrzebu lub gdy wracali od posług kapłańskich. Ojciec Jan Borrell, pijar z Lubieszowa, poszedł na cmentarz, gdzie znajdował się masowy grób pomordowanych w okolicy Polaków. Według zeznań świadków, „staruszek ks. Jan poszedł się nad tym grobem pomodlić. Ale jego otoczenie było zaminowane. Ksiądz stanął na minie, która mocno zraniła mu nogi”. Zmarł po 4 dniach, w wieku 76 lat.
 
Tortury i śmierć
Księża byli również mordowani na plebaniach, wywabiani pod różnymi pretekstami, porywani po drodze, wyciągani do lasu – ginęli okrutną śmiercią. Nacjonaliści stosowali często tortury, ranili, obdzierali ze skóry, polewali wrzątkiem, bili pałkami, kijami, rzucali w poranionych nożami, cięli siekierami. Ksiądz Karol Baran został przepiłowany. Zdarzało się, że gdy kapłan zdołał umknąć, szukano go i zabijano. Umęczonych, lecz jeszcze żywych księży Hieronima Szczerbickiego i Jerzego Cimińskiego wrzucono do studni w pobliżu Wołkowyjów. Podobnie postąpiono z ks. Piotrem Walczakiem, kapłanem diecezji sandomierskiej, który jako emeryt zamieszkał w rodzinnym majątku na terenie parafii Nieświcz w dekanacie łuckim.
Księża ginęli z rąk nacjonalistów ukraińskich, nieraz mieszkańców miejscowości, w których posługiwali lub z okolicznych. Jednak czasem to właśnie sąsiedzi Ukraińcy ostrzegali przed niebezpieczeństwem, pomagali lub też informowali o losie kapłanów. Różna była też postawa duchownych greckokatolickich. Według zeznania Hrycia Medyńskiego, rozstrzelanego przez Niemców w Stanisławowie, inicjatorem mordów ludności z okolic Skoromoch (także księży Antoniego Wierzbowskiego i Tadeusza Strońskiego) byli greckokatolicki proboszcz oraz wójt. Ale są też świadectwa, że księża greckokatoliccy i prawosławni udzielali schronienia rannym, uczestniczyli w pogrzebach pomordowanych, nawet głosili kazania po polsku. Szczególna była postawa proboszcza greckokatolickiego w Markowej, ks. Michayły Szczurowskiego. W styczniu 1944 r. zamordowano w tej wsi ok. 40 Polaków oraz administratora parafii, ks. Mikołaja Ignacego Ferenca. Pogrzeb ofiar w ukraińskie Święto Jordanu 19 stycznia ściągnął 3 tys. wiernych i 8 księży z okolic. Ksiądz Szczurowski na znak protestu nie urządził święcenia Jordanu, ale odprawił Mszę św. za pomordowanych. 30 stycznia zaś opuścił parafię, oświadczając swoim wiernym: „Nie chcę umierać wśród bandytów. Szkoda mojej 30-letniej pracy”.
Losy niektórych księży nie zostały dokładnie poznane, wielu z nich nie ma swoich grobów, ich ciał bowiem nie udało się odnaleźć. Niektóre groby zostały zapomniane bądź zniszczone. Dlatego tak ważne jest dokumentowanie działalności tych księży. To swego rodzaju pomniki, którymi ich upamiętniamy.
« 1 »

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy