Nowy numer 49/2020 Archiwum

Stadion nadziei przejdź do galerii

Modlitwa, spokój, radość. Oto krótka i prawdziwa charakterystyka rekolekcji na Stadionie Narodowym.

Sobotni poranek. Pełne słońce, mimo że jeszcze nie ma ósmej. Od Grochowskiej, od Saskiej Kępy, od mostu Poniatowskiego ciągną tłumy. Piechotą, autokarami, prywatnymi samochodami. Nadciąga wielka pielgrzymka ludzi młodych, parafialnych grup, rodzin. Po praskim trotuarze terkocą też wózki. Jadą niemowlaki w głębokich gondolach, jadą 2-latki w spacerówkach. Terkoce też duży wózek z całkiem dużym Michałkiem. Michałkowi głowa przekręca się jakoś sama, rączki pracują, jak chcą. A nóżki to prawie wcale nie pracują, bo nie potrafią. Wózek pcha mama Michałka. Na Stadion Narodowy wiezie całe swoje życie, cały swój skarb i jednocześnie ból: chorego syna, od którego po porodzie odwrócił się nawet ojciec. Wiezie więc Michałka do lepszego Ojca. Po uzdrowienie? Po lepszą przyszłość? Po nadzieję – odpowiadają smutne oczy matki.

Pod wodzą Maryi

Każdy pielgrzym, zaopatrzony w specjalne karty, szuka swojej bramki. Brama 10, wejście od strony dworca, brama 3 od strony mostu. Czas leci, więc trzeba się pospieszyć. Pomagają przeszkoleni stewardzi. Dla rodzin z dziećmi do lat 10 oraz niepełnosprawnych przygotowano płytę stadionową. Równiutko poustawiane i ponumerowane krzesła, stanowiska do przewijania i karmienia niemowląt.

Pomagają wolontariusze (świetna robota przez kilkanaście godzin!). Tuż przed 9.00 pierwsze modlitwy – śpiewem. Z samej góry (ile schodów ma ten stadion, zasapać się można!), gdzie siedzą Anka z narzeczonym Pawłem, widać niewiele. Nawet biało-czerwone serce z wychodzącymi z niego biało-czerwonymi wstęgami, ołtarz nawiązujący do obrazu miłosiernego Jezusa, wydaje się maleńkie. Rozpoczynają się rekolekcje. Najpierw Różaniec. Milkną rozmowy, ostatni wierni w ciszy zajmują swoje miejsca. – Polecajmy to spotkanie, dzisiejszy dzień, Matce Bożej. „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna…” – gdy 60 tys. osób wstaje z krzeseł, słychać głośny szum. – Przyjechałam tu z synkiem Jaśkiem. On ma ADHD. Może Jezus i Maryja pobłogosławią… – mówi szeptem Katarzyna Zawistowska, wyciągając różaniec. A Jasiek tańczy (taka jego modlitwa) w rytmie „Święta Maryjo, Matko Boża…”. Matka Boża Loretańska, ustawiona na ołtarzu, niemal na wprost dziecka, zapewne się uśmiecha.

Boga kocha ciebie!

Pierwsza konferencja rekolekcjonisty o. Johna Bashobory. Przyjechał z Ugandy, by nawracać katolicką Polskę. Takie czasy… Telebim przy ołtarzu i wielkie ekrany tuż przy stadionowym dachu pokazują ciemnoskórego księdza. Bez sutanny, w koloratce. – Boga kocha ciebie! – oznajmia zwyczajnie i (prawie) po polsku. Odpowiadają mu brawa i śmiech. Ojciec John pokornie prosi o modlitwę za… siebie. Żeby mógł dobrze wypełnić swoje zadanie. Potem (przez tłumacza) zwraca się do modlących: – Jesteśmy misjonarzami dla siebie nawzajem. Najważniejszą osobą między nami jest Jezus Chrystus. On pragnie uzdrawiać całą ludzkość. Czy wyznałeś swoje grzechy? Jeśli tak, to ciesz się, bo jesteś napełniony Duchem Świętym. Wierzysz w to? Słowo Boże mówi nam, że kiedy wyznajesz grzechy, zostajesz oczyszczony, ponieważ Jezus oczyścił cię swoją drogocenną krwią. W przejściach między trybunami, w korytarzach, gdzie kto może, ustawiają się pierwsze kolejki do spowiedzi… – Zapraszamy Cię, Duchu Święty! Działasz ze swoją mocą uzdrowienia pośród nas – kontynuuje o. Bashobora. – Kiedy Duch działa w nas, zostajemy umocnieni i oczyszczeni. Zachęcam cię, abyś stanął twarzą w twarz z Jezusem i wylewał przed Nim swoje serce. Wznieś dłoń i mów do Pana. Duchu, daj uśmiech, radość. Więcej radości! Bo Bóg Ojciec nas obejmuje. Przyjmij to w swoim sercu. Niech zstąpi deszcz radości i pokoju Bożego! Powoli rodzi się na stadionie radość. Młoda dziewczyna aż usiadła, bo trudno jej opanować z tego śmiechu drżenie całego ciała. Śmiech jasny, perlisty, czysty. Zaraźliwy. Powie potem do przyjaciół, że nigdy tak się nie śmiała. Jednocześnie nigdy nie doznała takiego spokoju. – A jeszcze nie skończyliśmy – uśmiecha się o. Bashobora. – Wierzący będą nakładać ręce na chorych i chorzy zostaną uzdrowieni. Jezus posłał mnie, aby przypomnieć, że On kocha cię bezgranicznie i wybrał ciebie, żebyś głosił dobrą nowinę o zbawieniu. Drogi bracie, droga siostro, jesteście cenni dla Boga, dla nas wszystkich. Nawet gdyby matka i ojciec o tobie zapomnieli, On nigdy o tobie nie zapomni. Mama Michałka ma łzy w oczach. Nachyla się nad wózkiem i mocno przytula synka.

Zły kontra Dobry

Gdy 60 tys. osób w ciszy (!) i wielkim spokoju modli się, gdzieniegdzie rozlegają się krzyki. Przeszywające, ostre, dramatyczne. Wierni, którzy nie zetknęli się z modlitwami o uzdrowienie, oglądają się z niepokojem. – Co się dzieje? Kto tak krzyczy? – Zły się wścieka… – informują obeznani z tematem. Kilku osobom, wijącym się i szamoczącym, trzeba udzielić pomocy. Najpierw podchodzą służby medyczne i sprawdzają, czy potrzebna jest interwencja medyczna. Jeśli nie, wolontariusze zanoszą potrzebującego do księży egzorcystów (miejsce odosobnione, niedostępne dla wiernych). Możliwe jest też otrzymanie wszechstronnej pomocy od psychologów i psychiatrów. A może to histeria? Może zwykła choroba psychiczna, jakich przecież wiele?

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama