Nowy numer 48/2020 Archiwum

Encyklika dwóch papieży

Encyklika „Lumen fidei” (Światło wiary), dzieło Benedykta XVI i Franciszka, jest niezwykłą katechezą o nieprzemijającym pięknie i aktualności chrześcijańskiej wiary.

Papież Franciszek powiedział niedawno, że to „encyklika na cztery ręce” i „mocny dokument”, który otrzymał po poprzedniku i doprowadził do końca. Już sam fakt, że otrzymujemy encyklikę napisaną przez dwóch żyjących papieży, jest czymś bez precedensu w historii Kościoła. Benedykt XVI i Franciszek dali nam w ten sposób przykład osobistej pokory. Obaj jako autorzy pozostają w tle, na pierwszy plan wysuwa się ich posługa Piotra, która jest przede wszystkim „utwierdzaniem braci w wierze”. Nie ma wielkiego sensu dociekanie, które zdania pochodzą od kogo. Nie czuje się w tekście żadnej dysharmonii. To bardzo spójny dokument, choć bez wątpienia w tym „utworze na cztery ręce” wiodący głos należy do Benedykta XVI.

Przedmiotem papieskiej refleksji są nie tyle treści wiary, ile raczej sam akt wiary. Co właściwie znaczy wierzyć? Czym jest wiara? Co daje ona człowiekowi i ludzkiej wspólnocie? Jak wierzyć dziś? Odpowiedzi na te pytania można szukać encyklice. Jest to rozbudowana papieska katecheza, w której często pojawiają się nawiązania do współczesnej sytuacji świata i Kościoła, do trudności, jakie napotka dziś wiara. W dokumencie czuje się silną inspirację teologią św. Augustyna.

Tytuł „Światło wiary” wskazuje na jeden z przewodnich motywów całego dokumentu. Wiara jako światło. „Kto wierzy, widzi”. Widzi dzięki światłu, które przyniósł na ziemię Chrystus. Ta myśl była bardzo bliska św. Augustynowi, który podkreślał, że człowiek dzięki łasce wiary otrzymuje dar iluminacji – wewnętrznego poznania. Nie ma mowy o tym wprost w tekście, ale słowo „światło” kojarzy się także z nazwą bliskiej nam epoki – z oświeceniem. Filozofowie i uczeni tej epoki uznali, że rozum należy uwolnić od wiary uznanej raczej za ciemnotę niż za światło. Ten stereotyp silnie zaciążył na współczesności. I o tym już wprost mówi papież. Wiarę zepchnięto w obszar „ślepego uczucia”, uznano za rodzaj kapitulacji rozumu wobec trudności, ucieczki w subiektywne światło, które może „dostarczyć prywatnej pociechy, ale którego nie można zaproponować innym jako obiektywne, wspólne światło oświecające drogę”. Człowiek rezygnuje z poszukiwania „wielkiego światła” i zadowala się dziś „małymi światełkami”. Jakie są tego skutki? „Gdy brakuje światła, wszystko staje się niejasne, nie można odróżnić dobra od zła, drogi prowadzącej do celu od drogi, na której błądzimy bez kierunku. Dlatego pilne staje się odzyskanie światła, które jest właściwą cechą wiary, bo kiedy gaśnie jej płomień, wszystkie inne światła tracą w końcu swój blask”. To światło nie jest wytworem człowieka, ale pochodzi od Boga, który jest miłością. Dzięki wierze człowiek otrzymuje nowe oczy. Widzi dalej i głębiej, widzi prawdziwie.

Mocno wybrzmiewa w encyklice powiązanie wiary z miłością. W różnych neoscholastycznych ujęciach wiary akcentowano, że wiara jest przyjęciem pewnych prawd objawionych nam przez Boga, uznanie za prawdę, tego, co Kościół podaje do wierzenia. W takim nieco „zimnym” podejściu do wiary, gdzieś gubił się jej wymiar osobowy, wydarzeniowy. Tymczasem biblijne obrazy wiary ukazują ją jako spotkanie człowieka z Bogiem, który objawia się w historii. Skoro Bóg objawił siebie w historii, to istotnym elementem wiary jest pamięć o tych wydarzeniach. Wiara jako pamięć – to kolejna nić przewijająca się przez całą encyklikę. Abraham miał w pamięci Bożą obietnicę i jej się trzymał idąc do Ziemi Obiecanej. Izrael przechowywał w swoje zbiorowej pamięci Boże interwencje w swojej historii. Wiara Kościoła jest zbiorową pamięcią o Jezusie Chrystusie. Dzięki tej pamięci wiary dosięgamy „prawdziwego Jezusa” ponad czasem i przestrzenią.

Wiara i prawda. To temat bardzo bliski Benedyktowi XVI, który teraz podejmuje papież Franciszek. „Wiara bez prawdy nie zbawia, nie daje pewności naszym krokom” – czytamy w encyklice. „Pozostaje piękną baśnią, projekcją naszych pragnień szczęścia, czymś, co nas zadowala jedynie w takiej mierze, w jakiej chcemy ulegać iluzji. Albo sprowadza się do pięknego uczucia, które daje pociechę i zagrzewa, ale uzależnione jest od zmienności naszego ducha, zmienności czasów, niezdolne podtrzymywać na stałej drodze w życiu”. To bardzo istotne uzupełnienie tematu „wiara a miłość”, ponieważ współczesnemu człowiekowi „miłość jawi się jako doświadczenie związane ze światem niestałych uczuć, a nie jest już związane z prawdą”. Ponadto żyjemy dziś w czasach kryzysu prawdy jako takiej. Jest moja lub twoja prawda, nie ma prawdy po prostu. Pojęcie „wielkiej prawdy” stało się podejrzane, posądza się je o totalitaryzm czy fanatyzm.

Trzecia cześć encykliki poświęcona jest przekazywaniu wiary w Kościele. Czwarty, ostatni rozdział, zwraca uwagę na społeczny wymiar wiary. To rzecz dziś też bardzo aktualna. Często bowiem wiarę próbuje się sprowadzić tylko do osobistych przekonań, indywidualnej modlitwy czy kultu. Tymczasem wiara wpływa bardzo konkretnie na kształt życia ludzkiej wspólnoty. „Bóg przysposabia im miasto” – taki jest tytuł ostatniej części encykliki. Nawiązuje on do biblijnego obrazu miasta, które bywa symbolem świata zepsutego przez ludzką pychę i grzech. Ale bywa także symbolem nowej ludzkiej wspólnoty, która buduje swój świat, korzystając ze światła wiary. To „Boże miasto” to nie tylko rzeczywistość wieczna w zaświatach. Wiara zmienia świat doczesny na lepsze. „Właśnie dzięki powiązaniu z miłością światło wiary konkretnie służy sprawiedliwości, poszanowaniu praw i pokojowi”. „Wiara nie oddala od świata i nie jest czymś oderwanym od konkretnego zaangażowania współczesnych ludzi”. Pomaga nam ona budować nasze społeczności na relacjach, których fundamentem jest miłość Boża.

W Roku Wiary otrzymaliśmy dokument, który jest świadectwem wiary dwóch papieży, świadectwem wiary Kościoła. Odczytuję ją jako zaproszenie do wybrania na nowo wiary, czyli wybrania Boga-Miłości jako Boga mojego życia. Alternatywą jest postawienie samego siebie w centrum rzeczywistości i jakaś forma bałwochwalstwa. „Kto nie chce zawierzyć się Bogu, zmuszony jest słuchać głosów wielu bożków, wołających do niego: »Zdaj się na mnie!«. Wiara, ponieważ związana jest z nawróceniem, jest przeciwieństwem bałwochwalstwa; jest odsuwaniem się od bożków, by powrócić do Boga żywego dzięki osobistemu spotkaniu. Wierzyć to znaczy powierzyć się miłosiernej miłości, która zawsze przyjmuje i przebacza, wspiera i ukierunkowuje egzystencję, okazuje się potężna w swej zdolności prostowania wypaczeń naszej historii”. Wybierz wiarę – podpowiadają Benedykt XVI i Franciszek. Pierwszy szedł bardziej drogą rozumu, drugi idzie bardziej drogą dobra, ale jest to droga tej samej wiary, bo prawda, dobro i piękno są odbiciem tego samego Bożego Światła.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama