Nowy numer 47/2020 Archiwum

Barwy, nie kasa

Robert Lewandowski zmienia klub, a jego kontrakt będzie opiewał na sumę ze sporą ilością zer – niby niewinny news, ale nie pozostaje bez wpływu na młodych sportowców.

Profesor Andrzej Rokita, prorektor ds. studenckich i sportu akademickiego Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu i prezes klubu sportowego AZS AWF, nie ukrywa, że trudno pogodzić mu się z tego rodzaju obrazem sportu, lansowanym przez media: „Dziś mogę grać w Borussii jutro w Bayernie. Zależy, kto zaproponuje lepszy kontrakt”. – Kiedyś wręcz bardzo mnie denerwował. Dziś wiem, że nie da się tego zmienić, co nie oznacza, że już ten stan rzeczy zaakceptowałem – mówi. Przytacza przy tym wywiad, którego udzielił słynny piłkarz Pele. – On całe życie reprezentował jeden klub – „Santos”, a na pytanie dziennikarza, dlaczego nie robił kariery w takich miejscach, jak Madryt czy Barcelona, odpowiedział: „Tam byłem szczęśliwy. Nie potrzebowałem więcej pieniędzy”. Pan prezes przyznaje, że taka postawa to wyjątek.

Zostań u nas!

Najczęściej zawodnicy trafiają do klubu, który w nich inwestuje, ale kiedy pojawiają się pierwsze sukcesy, bardzo szybko barwy przestają mieć znaczenie. – Nie jest to regułą, jednak niestety często młodzi sportowcy na pewnym etapie zaczynają pytać: „Ile teraz będę zarabiał?” – mówi A. Rokita. Dodaje przy tym, że jego klub do tej pory bazował na stypendiach, które zawodnicy wypracowywali, osiągając dobre wyniki. – Teraz staramy się dodatkowo gromadzić środki własne z przeznaczeniem dla tych, którzy mogą pochwalić się sukcesami – tłumaczy i wymienia medalistów mistrzostw Polski: Roberta Soberę w skoku o tyczce, Karolinę Kędzię w siedmioboju czy Justynę Kasprzycką w skoku wzwyż. – Naszym zadaniem jest utrzymanie ich w klubie – zaznacza. Receptą jest wyrobienie od najmłodszych lat przywiązania do barw klubowych. Dlatego w ramach AZS-u działa Akademickie Centrum Szkolenia Sportowego, które ma zajmować się naborem młodych sportowców. – Mamy narzędzia pozwalające jednoznacznie stwierdzić, czy ktoś ma predyspozycje do uprawiania danej dyscypliny – mówi prezes Rokita. Przytacza przy tym sytuację sprzed kilku miesięcy. Do AZS-u zadzwonił bogaty człowiek z Warszawy z prośbą o przebadanie jego syna. W stolicy zapewniali go, że będzie mistrzem olimpijskim w pływaniu. Po diagnozie było jasne: klub wmawiał ojcu, że syn ma predyspozycje na mistrza, by mieć sponsora. – Nam chodzi o to, by w polskim sporcie obiektywnie mówić, kto rzeczywiście może sięgać wyżyn, i w te osoby inwestować – podkreśla A. Rokita, zachęcając rodziców przyszłych sportowców do skorzystania z Akademickiego Centrum Szkolenia. – Jeśli testy wykażą, że ktoś nie ma szans na najwyższe stopnie podium, nie zabraniamy mu trenowania. Po prostu uprawia daną dyscyplinę rekreacyjnie. Czasem może się okazać, że to rodzice chcieli, by dziecko np. uprawiało pływanie, a ono zapowiada się jako wybitny lekkoatleta – tłumaczy.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama