Nowy numer 48/2020 Archiwum

Nie tylko we wtorki

Niektórzy trafiają tu po raz pierwszy, gdy coś zgubią. I odkrywają przy okazji, że – gdy oni szukają portfela – Chrystus szuka ich. A św. Antoni pokazuje, jak dać się odnaleźć: na obrazie w ołtarzu głównym zachęca do adoracji, w figurze obok konfesjonałów wspiera oczekujących na spowiedź.

Przychodząc do tej parafii, myślałem o św. Antonim przede wszystkim jako o patronie od znalezień, poszukiwań – mówi o. Mariusz Tabulski, proboszcz paulińskiej parafii we Wrocławiu. – Z czasem odkryłem go jako gorliwego kaznodzieję, rozpalającego serca tłumów ludzi, którym głosił słowo Boże. W 2010 r., roku 300-lecia konsekracji naszego kościoła, wyruszyliśmy z pielgrzymką do Padwy, gdzie można zobaczyć, jak wielu ma gorących czcicieli. Postanowiłem wtedy ożywić kult św. Antoniego w naszym wrocławskim kościele, w „małej Jasnej Górze”.

Jak drachma

Sposobem na takie ożywienie stały się m.in. nabożeństwa do świętego z Padwy, które odbywają się w każdy wtorek o 17.30. Odczytywane są wtedy prośby i podziękowania składane przy relikwiarzu św. Antoniego obok jego figury. W pierwsze wtorki miesiąca w tych intencjach oraz w intencjach Bractwa św. Antoniego odprawiana jest Msza św. – Bardzo często składane prośby dotyczą ratowania małżeństwa, pomocy w trudnościach na studiach czy ze zdrowiem – mówi o. Mariusz. – Zdarzają się także intencje związane ze zgubami. Bywa, że stają się one dla ludzi okazją, by zacząć tu przychodzić na modlitwę, do spowiedzi. Czasem przez jakąś zgubę czy inny kłopot człowiek odkrywa, że Pan Bóg oczekuje od niego czegoś więcej. Wśród czcicieli św. Antoniego, którzy to „odnajdywanie” rozumieją bardzo szeroko, jest pani Jola, która, podobnie jak jej córka Ewelina Pietrzak, często odwiedza pauliński kościół. – Moja cześć dla tego świętego zrodziła się, gdy jako dziecko bywałam u swoich dziadków – wspomina. – Dziadek miał na imię właśnie Antoni. Był on pierwszą osobą, która mówiła mi o Panu Bogu. Opowiadał także wiele o swoim patronie – świętym, który opiekował się ubogimi, więźniami, ludźmi pogubionymi w życiu. Gdy zawieruszyłam gdzieś lalkę z gałganków czy z kukurydzy (to były dawne czasy…), mówił: „Oj, nie modlisz się do św. Antoniego. Ale on ci i teraz pomoże”. Do dziś, gdy nie mogę czegoś odnaleźć, wołam: św. Antoni, pomóż! Ale proszę też go o wsparcie przy poszukiwaniu dobrego pomysłu, znajdowaniu właściwego rozwiązania różnych spraw, czasem proszę: pomóż mi się pozbierać... Doświadczam wciąż jego pomocy. I pamiętam – tego też uczył dziadek Antoni – by w ramach dziękczynienia wrzucić jakąś ofiarę do którejś ze skarbonek św. Antoniego, przeznaczonej na wsparcie ubogich. Najczęściej właśnie tu, u paulinów, korzystam z sakramentu pokuty. Agata z Wrocławia, znająca zresztą „smak” gubionych niejeden raz kluczy, w kościele św. Antoniego usłyszała kiedyś w konfesjonale: „Chrystus walczy o ciebie, Chrystus szuka ciebie”. – To były słowa przeszywające jak miecz – wspomina. – Poczułam się jak drachma z Ewangelii poszukiwana przez tęskniącego za mną Jezusa.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama