Nowy numer 49/2020 Archiwum

Nacjonalizacja emerytur

Minister finansów Jacek Rostowski przedstawił plan reformy systemu emerytalnego. Osobiście czuję się upokorzony jego manipulacjami i bezczelnością.

Przedstawienie założeń reformy systemu emerytalnego odbyło się na konferencji prasowej. Zarówno minister finansów Jacek Rostowski, jak i towarzyszący mu minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz przekonywali, że zmiany, jakie mają nastąpić, są tworzone z myślą o emerytach, i o budżecie przy okazji. I dodawali, że wcale nie chcą likwidować Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE). Po czym podali trzy scenariusze, z których każdy prowadzi do likwidacji Funduszów. W każdym z tych wariantów chodzi o to samo, czyli o przejęcie prywatnych pieniędzy. Mówienie o dobru emerytów jest obrazą inteligencji słuchaczy.

Raz, dwa, trzy

Pierwsza propozycja polega na likwidacji tzw. obligacyjnej części OFE. Chodzi o tę część pieniędzy, jakie OFE muszą inwestować w obligacje państwowe. To zasadnicza większość posiadanych przez Fundusze pieniędzy. Obligacyjna część OFE trafiłaby do ZUS. Reszta, czyli niecałe 3 proc. składki, OFE mogłyby inwestować wedle uznania. To rozwiązanie w praktyce oznacza likwidację prywatnych funduszy. OFE z tak małych kwot nie będzie w stanie wypłacać sensownych emerytur. Gra jest niewarta świeczki. – Intencją tego rozwiązania jest to, by wszystkie środki przekazywane do OFE szły na zasilenie prywatnej, realnej gospodarki w Polsce – powiedział w czasie konferencji minister Rostowski. No tak, ale ta propozycja odbiera OFE pieniądze (i przesyła je do ZUS-u) i zostawia tak małe kwoty, że zasilanie prywatnej gospodarki może być tylko marginalne.

Drugi wariant zakłada dobrowolność. Ale nie pełną, tylko mocno ograniczoną. Jeżeli ktoś nie wyrazi pisemnej chęci pozostania w OFE, jego pieniądze z automatu zostaną przekazane do ZUS-u. Jeżeli ktoś zechce być w OFE, na konto Funduszy odprowadzana byłaby składka na poziomie 3,5 proc. Reszta składki lądowałaby i tak na koncie ZUS-u. Z OFE w każdym momencie będzie można zrezygnować (i przejść ze swoimi składkami do ZUS), z ZUS-u zrezygnować – w myśl rekomendowanej przez dwóch ministrów propozycji – nie będzie można.

W końcu trzecia propozycja (nazwana „dobrowolność plus”) to w zasadzie to samo co propozycja druga („dobrowolność”) z dodatkową składką do OFE. Innymi słowy, na konto funduszu emerytalnego przekazywana byłaby wyższa składka, ale nie kosztem tej dla ZUS-u (który dostaje 17,52 proc. zarobków), tylko kosztem wyższej składki w ogóle. Ci, którzy zdecydują się na pierwszy i drugi wariant, będą płacili składkę takiej samej wysokości (choć w każdym z tych scenariuszy pieniądze będą inaczej rozdzielane). W wariancie trzecim, składka nie będzie wynosiła 19,52 proc., tylko 21,52 procent.

Odebrać prywatnemu

Którykolwiek wariant emerytury zostałby wybrany, wszystkie zgromadzone w OFE pieniądze 10 lat przed przejściem na emeryturę byłyby przekazywane (w ratach) na konto ZUS-u. Przez te 10 lat fundusze nie będą już mogły zgromadzonych środków inwestować. To oznacza, że pieniądze przyszłych emerytów zostaną praktycznie zamrożone w chwili, gdy powinny być inwestowane i gdy mogą przynosić największe zyski (bo kwotowo jest ich najwięcej). Im dłużej się oszczędza, tym szybciej rosną zgromadzone środki. Kiedy ich jest najwięcej? Ano w ostatnich latach przed emeryturą. I właśnie wtedy większa gotówka wędruje do ZUS-u, gdzie zostaje natychmiast wydana na bieżące potrzeby Zakładu. Pieniądze rzeczywiste zgromadzone w OFE zamieniane są na wirtualne, na zapis w jakiejś ZUS-owskiej tabelce. Argumentowanie, że to dla dobra emerytów, uwłacza ich inteligencji.

Przecież z liczbą w tabelce każdy zarządca ZUS-u może zrobić, co mu się podoba. Może np. obciąć z wpisanej kwoty jedno zero, twierdząc, że tego wymagała sytuacja budżetowa państwa. Niezależnie więc od wybranego wariantu, pieniądze emerytów wcześniej albo później i tak idą... się paść na zieloną łączkę.

A wracając do wspomnianej już konferencji prasowej. Nie trzeba być specjalistą, by od razu zauważyć manipulacje faktami i masę PR-owskich sztuczek w podanych propozycjach. Minister finansów i wicepremier najpierw zachęca, by pieniądze z OFE były inwestowane w prywatne przedsięwzięcia, po to, by chwilę później prywatnym bądź co bądź firmom te pieniądze odebrać. Ale najlepsze ma dopiero nastąpić. Przedstawione zostają trzy warianty, z których dwa umożliwiają mocno ograniczoną dobrowolność. Ta dobrowolność natychmiast zostaje jednak przez ministra Rostowskiego napiętnowana. „Kto uzna, że w interesie Polski jest powiększanie długu, ten pozostanie w OFE” – mówi Jacek Rostowski. To tak jakby powiedzieć: „ten komu leży na sercu dobro Polski, swoje comiesięczne oszczędności powinien przelewać na konto ministerstwa finansów, a nie na konto prywatnego banku”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama