Nowy numer 49/2020 Archiwum

Za Tatrami kurs na lewo

Na Słowacji lewicowy premier Robert Fico chwali się, że jego partia SMER będzie nowoczesną lewicą i łagodzi kary za posiadanie marihuany. Pod hasłem oszczędności chce też zlikwidować święto patronki Słowacji Matki Boskiej Siedmiu Boleści. Taktyka uśmiechów wobec Kościoła wyraźnie się kończy.

Pod koniec maja słowacki parlament, na wniosek rządzącej lewicy i z poparciem libertariańskiej partii SAS, znowelizował ustawę o ściganiu posiadania i handlu środkami odurzającymi. Lewica ma w parlamencie większość, więc sprzeciw wobec zmian prawicy na czele z KDH – Partią Chrześcijańskich Demokratów nie powstrzymał zmian w prawie. Tak samo nie przeszkodzi weto wobec ustawy ze strony wywodzącego się z obozu narodowców prezydenta Ivana Gasparovica. SMER i SAS dysponują w 150-osobowym parlamencie 90 głosami, więc obalą bez trudu prezydenckie weto.

Permisywizm prawny

Nowelizacja wprowadziła postulowaną i w Polsce m.in. przez „Gazetę Wyborczą” zasadę, że posiadanie małej ilości tzw. miękkich narkotyków może nie być karane. Według nowego prawa na Słowacji, osoba zatrzymana z mniej niż dziesięcioma skrętami nie musi obawiać się więzienia. Wcześniej posiadacz marihuany musiał liczyć się z karą paru lat więzienia. Przeciwnicy zmian z prawicy wskazują, że teraz zatrzymanie handlujących marihuaną będzie o wiele trudniejsze.

Po prostu każdy z handlarzy będzie utrzymywał, że posiadane jointy ma na własny użytek. Nowa ustawa to wynik pójścia drogą, wybraną już przez Republikę Czeską, gdzie zniesiono ściganie za miękkie narkotyki wiele lat temu. Fico po raz pierwszy rządził w latach 2006–2010, ale wtedy jego gabinet tworzyły, obok SMER, narodowo-populistyczna partia HZDS Vladimira Meciara i Słowacka Partia Narodowa, która zdecydowanie przeciwstawiała się depenalizacji marihuany. W kolejnym, prawicowym rządzie Ivety Radicovej próbom łagodzenia polityki antynarkotykowej skutecznie sprzeciwiała się chadecka partia KDH, kierująca resortem spraw wewnętrznych. Przeciw legalizacji posiadania miękkich narkotyków był też Kościół katolicki. Wszystko zmieniło się, gdy w kwietniu 2102 r. rząd lewicy wygrał wybory parlamentarne i uzyskał większość w parlamencie. Już wiosną zeszłego roku premier Fico zaczął wspominać, że SMER musi być nowoczesną lewicą i trzeba zliberalizować kary za posiadanie marihuany. Zapowiedzi zmian entuzjastycznie przyjęła obywatelska inicjatywa „Dekriminalizacia.sk” – słowacki odpowiednik polskiego Ruchu Wyzwolenia Konopi. Ich propaganda skupiała się na twierdzeniu, że „trawkę” palić ma do 18 proc. młodych Słowaków, więc egzekwowanie dotychczasowego prawa antynarkotykowego może wtrącić setki tysięcy młodych do więzienia. Minister sprawiedliwości Tomasz Borec w trakcie debaty nad ustawą powoływał się z kolei na czeskie doświadczenia i „światowe trendy”. Wreszcie lewicowy szef słowackiego MSW Robert Kaliniak zaklinał się, że policja nadal będzie ścigać dealerów, a złagodzenie prawa dotyczyć będzie jedynie „zwykłych” palaczy marihuany. Sam premier Fico obiecuje, że nie będzie legalizacji marihuany i przypomina, że posiadanie więcej niż dziesięciu skrętów nadal może być karane więzieniem. Nie dodał jednak, że zaproponowane przez lewicę zmiany w ustawie obniżają kary za posiadanie większej ilości jointów z 4 do 3 lat więzienia z dodatkową możliwością zamiany jej na pobyt w ośrodku odwykowym. Z taką permisywną polityką karną polemizował były prawicowy minister spraw wewnętrznych Daniel Lipsic z KDH. Odpierał on demagogiczną argumentację, że skoro 18 proc. młodych Słowaków pali „trawkę”, to nie wolno narażać tak dużej liczby młodzieży na więzienia. Ripostował, że dane te są mocno zawyżone, a na podobnej zasadzie można by postulować zniesienie kar np. za kradzieże. Nowe prawo to wcielenie w życie lewicowej ideologii, uznającej narkomanów za ofiary nałogu. Jest to zamykanie oczu na fakt, że wielu z nich jednocześnie bywa handlarzami. Co prawda prezydent Ivan Gasparovic zawetował 11 czerwca ustawę, ale SMER i SAS mają większość w parlamencie, która odrzuci weto. Konserwatyści z KDH gorzko żartują, że jest to swoisty lewicowy prezent wakacyjny lewicy dla młodzieży pragnącej eksperymentować z miękkimi narkotykami.

Oszczędzanie na wierzących

Kolejną zapowiedzią skręcania Słowacji w lewo, budzącą niepokój konserwatystów i Kościoła, jest zapowiedź likwidacji niektórych świąt kościelnych, stanowiących dni wolne od pracy. Premier Fico oświadczył, że z powodu kryzysu jego rząd musi przeprowadzić cięcia w budżecie na sumę 1,5 mld euro. W tym celu zamierza znieść co najmniej dwa święta, a obchody innych przenieść na piątki. Słowacja ma aż 16 dni wolnych w roku, co musi robić wrażenie nawet na Polakach, którzy podobnych dni mają tylko 10. Religijny charakter, oprócz Wielkanocy i Bożego Narodzenia, mają cztery święta – Trzech Króli (6 stycznia), Dzień Świętych Cyryla i Metodego (5 lipca), dzień Matki Bożej Siedmiu Boleści (15 września) i Wszystkich Świętych (1 listopada). Likwidacja przynajmniej dwóch z nich ma przynieść oszczędności. Pod lupę Fico wziął dwa święta: 1 września – dzień konstytucji, przyjętej w 1992 r., i 15 września – święto Matki Boskiej patronki Słowacji (tego dnia odbywa się wielka pielgrzymka do narodowego sanktuarium w Sastinie-Strażach na Zachodniej Słowacji).

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama