Nowy numer 2/2021 Archiwum

Przeproś, czyli giń

Mamy w Polsce urodzaj procesów o naruszanie dóbr osobistych. Orzecznictwo sądów pokazuje, że jest to dziś wartość dobrze chroniona. Może aż za dobrze.

W niebyt za krytykę

Zapewnienie obu stronom procesu równych praw jest kwestią fundamentalną, wynikającą z konstytucyjnej zasady demokratycznego państwa prawnego. Tomasz Szymborski został tych praw pozbawiony. Z kolei Przemysław Kaperzyński, redaktor naczelny pisma „Iławski Tydzień”, został przez Sąd Rejonowy w Elblągu pozbawiony prawa wykonywania zawodu dziennikarza na dwa lata za… nieopublikowanie urzędowego sprostowania do artykułu krytykującego stan systemu kanalizacyjnego w gminie Iława. Nawet jeśli sąd był przekonany o winie redaktora, to wydał wyrok, który doprowadził do wyeliminowania go (i jego tygodnika) z rynku prasowego. A więc całkowicie nieadekwatny, a w dodatku uderzający w swobodę krytyki lokalnej władzy. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu przyznał właśnie rację dziennikarzowi. Państwo polskie zapłaci mu parę tysięcy euro. Trudno wyliczyć straty, jakie w wyniku takich wyroków ponosimy wszyscy. W Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu Polska już kilkakrotnie przegrała sprawy wniesione przez dziennikarzy, ukaranych przez nasze sądy ze słynnego artykułu 212 (zniesławienie). Sędziowie w każdym przypadku nie mieli wątpliwości, że naruszono art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, chroniący swobodę wypowiedzi. Polskie sądy zdają się nie dostrzegać, że prawo karne, do jakiego odwołuje się wnoszący pozew, jest szczególnie dotkliwym „instrumentem” rozstrzygania sporów. W październiku 2012 roku nawet na Ukrainie parlament wykreślił z kodeksu kary za zniesławienie. W Polsce – mówiąc kolokwialnie – za krytykę puszcza się ludzi z torbami.•

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama