Nowy numer 47/2020 Archiwum

Przeproś, czyli giń

Mamy w Polsce urodzaj procesów o naruszanie dóbr osobistych. Orzecznictwo sądów pokazuje, że jest to dziś wartość dobrze chroniona. Może aż za dobrze.

Nasze sądy cenią dobra osobiste polityków, urzędników i celebrytów w stopniu wyższym niż interes społeczny, jakim jest prawo do ich krytyki. Upominają za to państwo polskie międzynarodowe trybunały. W dodatku kary zasądzane w procesach o zniesławienie (lub naruszenie prawa prasowego) w praktyce oznaczają ruinę. Kto obraża, musi się liczyć z karą. To jasne. Ale zadośćuczynienie powinno być adekwatne do wykroczenia. Pytanie, czy tak jest, padło publicznie za sprawą Krzysztofa Wyszkowskiego, skazanego za nazwanie Lecha Wałęsy agentem SB, i Jana Rokity, skazanego za określenie Konrada Kornatowskiego „nikczemnym prokuratorem stanu wojennego”.

Niewykonalne i niesprawiedliwe

Wyroki w obu sprawach (i wielu im podobnych) formalnie rzecz biorąc nie są drastyczne. Sąd uznaje, że naruszono dobra, więc sprawca musi przeprosić. Zalecenie: przeprosiny w prasie, radiu i telewizji brzmi niewinnie. I sprawiedliwie.

Gdzie doszło do pomówienia, tam trzeba zadośćuczynić. Ale w praktyce taki wyrok może oznaczać całkowity przepadek mienia. Wykupywanie czasu antenowego i powierzchni w gazetach to koszty idące czasem w dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy złotych. Ponieważ skazani nie mają tyle pieniędzy, nie wykonują wyroku. Narastają odsetki, zadłużenie rośnie, na pensje skazanego wkracza komornik… Czy taka właśnie była intencja sądu? „Filozofowie prawa od św. Tomasza po współczesnych naturalistów głoszą, że wyroki nie obowiązują, jeśli są niewykonalne i niesprawiedliwe. Obie te przesłanki w tym przypadku zaszły. Gdyby to była kwestia 10 tys. zł, może bym ten wyrok wykonał, choć z głębokim absmakiem” – mówił Jan Rokita w wywiadzie dla „Wprost”. Pytanie o wykonalność jest zatem istotne, bo bez względu na to, czy w tym wypadku koszt przepraszania wynosił 100 tys. zł (jak dowodzą jedni), czy licząc wszystkie procesy i odsetki, nawet 350 tys. zł (jak twierdzi Rokita), to z pensji wykładowcy akademickiego nie da się za to zapłacić.

Proszę sądu, o co chodzi?

Lech Wałęsa poszedł inną drogą i w listopadzie 2012 r., po 5 latach od korzystnego dla niego wyroku w procesie z Krzysztofem Wyszkowskim, sam zapłacił za przeprosiny i zlecił egzekucję należności od działacza Wolnych Związków Zawodowych. To pokazuje absurdalność sytuacji, do jakiej dochodzi w procesach o zniesławienie. Bo przecież sentencję wyroku zna już od dawna każdy czytelnik prasy, widz i słuchacz. Podobnie jest z innymi procesami o zniesławienie, które zawsze cieszą się dużym zainteresowaniem mediów. Intencja wyroku, jakim jest naprawienie krzywdy i podanie do publicznej wiadomości, czyje dobra zostały naruszone i przez kogo, zwykle jest spełniona. A jeśli sądowi zależy na tym, by jeszcze skazany poniósł w związku z tym jakąś inną karę (np. nawiązkę na cel społeczny) powinien to jasno określić. Obecna praktyka, czyli zasądzanie przeprosin, których koszt nie jest z góry określony (a bywa rujnujący), może wskazywać, że chodzi tak naprawdę o tłumienie wolności krytyki. Wyroki dotyczą bowiem najczęściej polityków, publicystów i dziennikarzy.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama