Nowy numer 49/2020 Archiwum

Szkiełko i oko wysiada

Gloria spytała mnie o nieuleczalnie chorą dziewczynkę, czy jest szansa, że wyzdrowieje. Odpowiedziałam jej, że nic się już nie da zrobić. Na to Gloria: No co ty, mamo, przecież jest jeszcze Jan Paweł II.

Osiem lat temu to ona „nie miała prawa” przeżyć. Wszystkie parametry wskazywały na to, że trzecia córka Joanny i Jacka Wronów z Częstochowy nie przeżyje ciąży lub umrze natychmiast po urodzeniu. Lekarze musieli dwa razy rozkładać ręce: pierwszy raz przy diagnozie, drugi raz po urodzeniu dziecka. Za pierwszym razem rozłożone ręce były gestem bezradności w obliczu nieprzewidywalności natury. Za drugim – gestem pokory wobec niemierzalności sił z „innej branży”. Przypadek Glorii Marii został uznany za cudowne uzdrowienie za wstawiennictwem Jana Pawła II.

Dziecko umiera

– Tato, chcesz kawę z mlekiem? – Gloria Maria krząta się w kuchni przy ekspresie. – Przynieść ci jeszcze coś? – pyta ojca, stawiając filiżankę na stole. Pogodne oczy nie przestają się uśmiechać nawet przy bardziej poważnym zestawie minek. Gloria jest najmłodsza z trzech sióstr, ale nie najmłodsza w rodzinie: 5-letniemu Maksowi tłumaczy, że w szkole jest nawet fajnie. Bo to nie tylko nauka, ale i zabawa. A na początku lipca na świat przyjdzie Franciszek. Nie oznacza to jednak, że życie 7-osobowej rodziny kręci się tylko wokół domu.

Wszyscy przyzwyczaili się, że drzwi nie zamykają się prawie z powodu wchodzących i wychodzących dziennikarzy. Przed nami były dziś już dwie ekipy telewizyjne. Poza tym Joanna i Jacek ciągle podróżują po Polsce i opowiadają, jak Bóg pozwolił im namacalnie doświadczyć swojej obecności i świętości Jana Pawła II. Pod koniec 5. miesiąca ciąży stwierdzono nieprawidłowości. W Częstochowie Joanna i Jacek chodzili od jednego lekarza do drugiego, ale nikt nie potrafił powiedzieć, co jest nie tak. Dopiero wizyta u prof. Jerzego Sikory, ordynatora Patologii Ciąży Szpitala Klinicznego Śląskiej Akademii Medycznej, rozwiała wątpliwości: ich dziecko umierało. Brakowało wód płodowych, nerek, pęcherza i paru innych narządów. Do tego stwierdzono, że serce jest mocno przerośnięte. – Okazało się, że ona nie rozwijała się już od kilku tygodni. Na tym etapie było wiadomo, że gdyby się urodziła, nie miałaby szans na przeżycie – mówi Joanna. W ciężkich dniach codziennie kładła na brzuchu obrazek z Janem Pawłem II. Dziś to jedna z rodzinnych świętości. Na odwrocie widoczny napis: „Ojciec św. wziął go do rąk i pobłogosławił z myślą o chorych w Krakowie 22 czerwca 1983 r.”.

Walka

W 6. miesiącu lekarze zdecydowali o natychmiastowym rozwiązaniu ciąży. Życie matki było bezpośrednio zagrożone. – Dla lekarzy to sprawa prosta: ratujemy panią, dziecko i tak nie przeżyje. Zaproponowali cesarkę. Miałam napisać własnoręcznie oświadczenie, że wyrażam zgodę na przeprowadzenie cesarskiego cięcia w związku z wadami płodu, uniemożliwiającymi mu życie poza organizmem matki. Przez pomyłkę napisałam: UMOŻLIWIAJĄCYMI. Lekarz kazał to oczywiście przekreślić – wspomina Joanna. Wątpliwości jednak były ogromne. – Wiedziałam, że Gloria i tak długo nie będzie żyła w moim łonie, ale też nie chciałam decydować o długości tego życia. Jednocześnie myśl, czy moje życie można ryzykować dla życia, którego i tak nie można uratować... To strasznie trudne. Kilka godzin odwlekałam decyzję, lekarze ponaglali. Rozmowa z dwoma franciszkanami wywołała w niej jeszcze większy niepokój. – Uznali, że zgoda na cesarkę będzie jednoznaczna ze zgodą na aborcję, oni chyba nie rozumieli do końca tej sytuacji. Natomiast pomogli mi w ten sposób, że dali mi numer telefonu o. Mieczysława Wnękowicza. Rozmawiałam z nim krótko przez telefon. Mówił, że ma na sobie stułę o. Pio, że ma relikwie św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Krótko się ze mną pomodlił i na koniec powiedział, że ma przeczucie, że cesarskie cięcie trzeba przeprowadzić natychmiast.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama