Nowy numer 48/2020 Archiwum

Ludzie roku 1863

Co łączyło młodą dziewczynę, ziemianina skazanego na Sybir i Romualda Traugutta? Tragedia powstania styczniowego.


Wsanktuarium maryj­nym w Licheniu
ot­war­to wystawę „Mówią ludzie roku 1863” – o powstaniu styczniowym. Jej bohaterami jest 13 kobiet i mężczyzn: wodzów, dyktatorów, konspiratorów i zwykłych ludzi, których nazwisk na próżno szukać w podręcznikach. 
– Powstanie dotknęło wszystkich Polaków, bez względu na
pochodzenie, wiek czy wyznanie – mówi Irena Wawrzyniak, kustosz ekspozycji. – Było wydarzeniem tak dramatycznym, że odcisnęło piętno na życiu bezpośrednich uczestników i losach ich bliskich.


Mówi Maria Ilnicka


„Nikczemny rząd najezdniczy, rozwścieklony oporem męczonej przezeń ofiary, postanowił zadać jej cios stanowczy: porwać kilkadziesiąt tysięcy najdzielniejszych, najgorliwszych jej obrońców, oblec w nienawistny mundur moskiewski i pognać tysiące mil na wieczną nędzę i zatracenie” – zaczyna się manifest z 22 stycznia 1863 roku, w którym Rząd Narodowy ogłosił wybuch powstania styczniowego. 
Podobno ułożyła go kobieta – Maria Ilnicka, publicystka, tłumaczka, poetka i powieściopisarka. Przed wybuchem powstania zaangażowała się w konspirację, później była archiwariuszką powstańczego Rządu Narodowego, przechowywała pieczęć rządową z Orłem, Pogonią i św. Michałem Archaniołem. Jej mąż Tomasz był skarbnikiem rządu.
W 1864 roku Ilnickich aresztowano. Marię zwolniono, Tomasza skazano na karę śmierci, a potem wyrok zamieniono na 15 lat katorgi w żupach solnych za Uralem. Na zesłaniu zamordował go pospolity rabuś. 
Maria została naczelną tygodnika „Bluszcz” – jednego z najstarszych pism kobiecych w Europie. Zachęcała w nim kobiety do udziału w życiu społecznym i kulturalnym. 
W powstańczym manifeście z 1863 roku pisała z pasją: „Zastępy młodzieży walecznej, młodzieży poświęconej, ożywione gorącą miłością Ojczyzny, niezachwianą wiarą w sprawiedliwość i pomoc Boga poprzysięgły zrzucić jarzmo lub zginąć”. 


Kolekcjoner


Wystawy nie byłoby, gdyby nie marianin, ks. Józef Jarzę-
bowski. – Od młodości zbierał pamiątki związane z ojczystymi dziejami – mówi Irena Wawrzyniak. 
W 1939 roku musiał opuścić klasztor marianów na warszawskich Bielanach, ale zabrał swoje najcenniejsze zbiory. Tułał się z nimi po świecie. Po wojnie w Fawley Court niedaleko Londynu założył Kolegium Bożego Miłosierdzia – szkołę dla polskich chłopców. A ze swoich zbiorów – muzeum poloników. 
Jarzębowski zmarł w 1964 roku na obczyźnie. Kilka lat temu marianie sprowadzili jego zbiory do Lichenia i założyli muzeum jego imienia.


Mówi Romuald 
Traugutt


„Celem zaś jedynym i rzeczywistym powstania naszego jest odzyskanie niepodległości” – zeznaje przed rosyjskim sądem wojskowym Romuald Traugutt.
Jest kwiecień 1864 roku, kilkanaście dni po jego aresztowaniu. „Idea narodowości jest tak potężną i czyni tak szybkie postępy w Europie, że ją nic nie pokona” – rzuca Traugutt w twarz rosyjskim śledczym.
Nim został dyktatorem powstania, służył w carskiej armii – jak wielu mu współczesnych Polaków. Odszedł z wojska na własną prośbę. Po wybuchu powstania jakiś czas walczy na Polesiu, potem udaje się do Paryża prosić o międzynarodową pomoc dla powstańców.
Po powrocie zostaje dyktatorem – mieszka przy Smolnej w Warszawie pod fałszywym nazwiskiem Michał Czarnecki. Nocą z 10 na 11 kwietnia 1864 roku do jego drzwi puka rosyjska policja. Nikogo nie zdradził.
Za kierowanie powstaniem rosyjski sąd polowy skazał go na karę śmierci przez powieszenie. Wyrok wykonano 5 sierpnia 1864 roku na warszawskiej Cytadeli. Razem z Trauguttem stracono jego czterech towarzyszy z Rządu Narodowego. 
Zostały po nim zdjęcia, pamiętnik, słynne okulary i pożegnalny list od żony z dopiskiem od córek. „Ja najdroższego Ojczunia zawsze pamiętam i kocham serdecznie całuję Jego rączki i nóżki najczulej” – napisała dużymi literami młodsza Luiza.


Okulary


– Ksiądz Jarzębowski zbierał wszystko, co dotyczyło powstania styczniowego – mówi Irena Wawrzyniak. Nic dziwnego – jego dziadek był powstańcem i zesłańcem. 
W swojej kolekcji zgromadził ponad 300 teczek dokumentów, pamiętników, zapisków i listów uczestników powstania. Za najcenniejszą rzecz uważał okulary Romualda Traugutta, które dyktator miał zdjąć tuż przed egzekucją. Starał się o jego beatyfikację.
– Dzięki ks. Jarzębowskiemu posiadamy jeden z największych zbiorów dotyczących powstania styczniowego w kraju – mówi Wawrzyniak.
Z jego książki „Mówią ludzie 1863 roku”, złożonej ze wspomnień uczestników powstania i materiałów archiwalnych, twórcy wystawy wzięli jej tytuł. 


Mówi Jan Jeziorański


Gdy w czerwcu 1861 roku Jan Józef Bartłomiej Jeziorański bierze ślub z Wandą Gołębiowską w warszawskim kościele Świętego Krzyża, zakłada czarną czamarkę – na znak żałoby po krwawym stłumieniu antyrosyjskich manifestacji.
Do powstania przyłącza się dopiero pod koniec 1863 roku: w Rządzie Narodowym odpowiada za transport ludzi, broni i amunicji. Kilka miesięcy później wsypał go jeden z konspiratorów. 
W czasie powstania Jeziorański nie oddał ani jednego strzału, nie znaleziono żadnych obciążających go dowodów; był przekonany, że zostanie uniewinniony. Gdy skazano go na śmierć, pisał protesty. Nadaremnie – został powieszony na Cytadeli razem z Trauguttem. 
Z więzienia wysłał do żony 35 listów. W ostatnim pisał: „Życie zresztą ludzkie zawsze koniec ma na ziemi, a rozpoczyna się za ziemią. Tam się połączymy. Chowaj dzieci na chwałę JEGO. Bądź szczęśliwa. Dziatkom moim Zosi i Bronce i temu co się ma narodzić błogosławieństwo moje na pielgrzymkę ziemską zostawiam”. 
Cztery miesiące po śmierci Jeziorańskiego na świat przyszła jego trzecia córka – Janina Franciszka. 


Rysunki


– Ani suche fakty, ani hasła wyciągnięte z encyklopedii nie pomogą zrozumieć lepiej powstańczego zrywu niż bezpośrednie słowa osób, które tego doświadczyły – tłumaczy pomysł ekspozycji Irena Wawrzyniak.
Bohaterami wystawy są też: pierwszy dyktator powstania – Ludwik Mierosławski, jeden z najzdolniejszych powstańczych dowódców – Marian Langiewicz oraz Eliza Orzeszkowa, która ukrywała Traugutta, a po upadku powstania opisywała je w swojej twórczości.
Jest również sylwetka młodego powstańca Cezarego Mickiewicza – podczas pieszej wędrówki na Sybir rysował wsie i miasteczka, przez które przechodził. 


Mówi Olga Gołębiowska


„Ach Boże! Wzięli Go wzięli! O biedna Wańdzia, przybiegła dziś rano o czwartej z okropnym płaczem, była rewizya u Nich, ma się rozumieć nic nie znaleźli, ale Go wzięli na Pawiak”.
Gdy wybucha powstanie, Olga Gołębiowska ma 21 lat, jest guwernantką i nauczycielką. W swoim pamiętniku opisuje aresztowanie szwagra – Jana Józefa Bartłomieja Jeziorańskiego. Wandzia to jej siostra.
Po egzekucji szwagra Olga zapisała: „Berg [Fiodor Berg – namiestnik Królestwa Polskiego] przysłał Wańdzi za wsparcie że została bez męża 1.000 rubli. Odesłała mówiąc, że nie potrzebuje zapłaty za krew Swego Męża, i bardzo dobrze zrobiła. Ach to bydlęta bez czucia”. 


Polityka


Burzliwe losy trzynaściorga bohaterów dopełnia tło historyczne: wystawa pokazuje wydarzenia poprzedzające wybuch powstania, jego krwawy przebieg oraz popowstaniowe represje, jakie spadły na Królestwo Polskie.
Z pokazanych dokumentów można poznać też walkę umiarkowanego obozu „Białych” i radykalnego stronnictwa „Czerwonych”, które ścierały się wtedy ze sobą. – Ówczesne spory polityczne nie różniły się aż tak bardzo od dzisiejszych – mówi Irena Wawrzyniak.
Pokazano również rozkazy, obwieszczenia, zdjęcia i pamiątki z okresu żałoby narodowej – gdy Polacy masowo przywdziewali czarne stroje i żałobną biżuterię.


Mówi Ludwik Niemojowski


„Z daleka, w drugiej części świata, przykuty do tych lodów i śniegów nie jestem w stanie w niczem Ci pomóc ani osłonić Cię rodzicielską opieką” – pisze w kwietniu 1870 roku do córki Emilii z zesłania Ludwik Niemojowski. 
Nowelista, dramaturg, etnograf i ziemianin miał 40 lat, gdy wybuchło powstanie. Zaopatrywał powstańców w pieniądze i żywność, ukrywał ich i kurował rannych w swoim dworze koło Wielunia. Na początku wiosny został aresztowany. Podobno wydała go druga żona Ludwika. 
Niemojowski dostał najpierw karę śmierci, zamienioną na zesłanie na Syberii. Powstanie jeszcze trwało, gdy trafił do Minusińska do guberni jenisejskiej przy granicy z Chinami. Potem przeniesiono go do Kazania. 
Gdy przebywał na zesłaniu, jego druga żona zmieniła imię na Olga, przeszła na prawosławie i wyszła za Rosjanina. Emilka była jego córką z pierwszego małżeństwa.
„Smutno to moja droga Emilko być tak samemu na świecie i w złej lub dobrej doli nie mieć się nigdy poradzić, z nikim podzielić swoich myśli i czekać tylko listów, które częstokroć nie przychodzą, gdy się ich najbardziej pragnie” – żalił się jej latem 1871 roku. 
Cztery lata później, po amnestii, wrócił do domu. 


Głosy


Zwiedzający licheńską ekspozycję mogą również posłuchać bohaterów 1863 roku. Głosu użyczyli im współcześni mieszkańcy Lichenia i okolicy – podobnie jak ich przodkowie sprzed 150 lat w różnym wieku, z różnym wykształceniem i różnych zawodów.
– Po to, żeby lepiej przywołać i ożywić emocje tamtych dni – mówi Irena Wawrzyniak.
Bodaj najbardziej przejmująco brzmi głos Mariana Wieczorka, który czyta odezwę Ludwika Mierosławskiego do rodaków: „Wiem, że dyktatura powstańcza nie jest dostojeństwem, ale Czynem, i z czynem dokonanym się kończy”. 
– Te współczesne głosy to symboliczny łącznik między pokoleniami – tłumaczy Wawrzyniak. – Chcemy pokazać, że wolność jest aktualna dla wszystkich pokoleń.•
W cytowanych fragmentach zachowano oryginalną pisownię.
Wystawa „Mówią ludzie roku 1863” potrwa do końca października.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama