GN 47/2020 Archiwum

Przebudzeni nad Sekwaną?

WE FRANCJI trwa rewolucja w obronie rodziny. Czy to początek wielkiego poruszenia?

Na Facebooku powstał profil „Français en révolte”, z materiałami wideo z tego, co się dzieje nad Sekwaną. Jest 6 czerwca 2013 r., godz. 21.50. Dwa tygodnie po największej w historii Francji manifestacji w obronie rodziny. Uczestnicy „Manify dla wszystkich” („Manif pour tous” – nazwa nawiązuje do uchwalonego we Francji prawa minister Christiane Taubiry, „Mariage pour tous” – małżeństwa dla wszystkich, legalizującego „małżeństwa” homoseksualne z prawem do adopcji dzieci), studenci paryskich uczelni, spotykają się w pobliżu Łuku Triumfalnego. Z flagami narodowymi idą na Pola Elizejskie. Zza rogu wyłania się policja z pałkami i tarczami. Zaczyna się gonitwa z jednej strony Champs Élysées na drugą. Słychać: „Papa! maman! (tata, mama) nie oddamy dzieci homoseksualistom!”. Kilka metrów dalej trzech policjantów w kaskach pałuje dziewczynę. Wykręcają jej ręce, przygnieciona do chodnika nie poddaje się: „Do krwi, będziemy walczyć do krwi!”. Komentarz pod wideo: „Państwo sowieckie!”. Następnego dnia studenci obierają inną strategię: „cache-cache”, czyli „w chowanego” z policją. Zaganiają więc funkcjonariuszy między uliczkami. Cel: zmęczyć ich. Wieczorem przed ministerstwem sprawiedliwości pokojowa pikieta. Młodzi z flagami siedzą na posadzce: „Czekamy na minister Taubirę” – mówią do policjantów. Tych zdjęć nie pokazuje telewizja. Ani francuska, ani zagraniczna. Dlaczego? Na Facebooku wieczorem pojawia się wpis: „14 lipca – wszyscy na Polach! Będzie tam Hollande z całym rządem. Powiemy im, co myślimy o ich ustawie! Ryzyko jest, ale trzeba je ponieść! Będą szeregi wojska i nas tłumy, a transmisja na żywo! Nikt tego nie zdejmie. Świat musi zobaczyć, co dzieje się we Francji”.

Przełom i koloratka

Zamieszki na ulicach Paryża przypominają protesty z 1968 r. Na plac Denfert-Rochereau, przed Sorbonę i na Pola wyszły wtedy tysiące protestujących, a walkę rozpętała lewica wokół zupełnie innych wartości. – Rok ’68 zaowocował masowym odpływem z Kościoła, ruchem hippisowskim. Czy teraz owocem będzie powrót do religijnych przekonań? – zastanawia się ks. Piotr Sawa, od 7 lat proboszcz parafii z Sault w Prowansji. – Lewica dostała mocny pstryczek w nos, przekonana, że Kościół dawno już umarł. Tymczasem on wychodzi z cienia, ludzie na ulicach wołają o powrót do wartości, bronią rodziny – mówi ks. Zdzisław Brzezinka, który od 9 lat prowadzi parafię w Combes, 15 km od Nicei. – To, co dzieje się na ulicach Paryża, to m.in. działania prawicowych bojówek studenckich. Ale na deptakach i placach miast gromadzą się ludzie na pokojowych marszach i modlitwach! Kościoły się zapełniają. Pamiętny ’68 r. był przełomowy. Od tego czasu w kraju Napoleona ma miejsce największe rozluźnienie zasad moralnych, choć długo jeszcze, bo do 1982 r. karalny był homoseksualizm, do 1999 r. źle widziane rozwody, a aborcja do 1975 r. uważana za zbrodnię.

Dziś to jednak przeszłość, społeczeństwo nad Sekwaną wydaje się moralnie uśpione. Ale forsując „prawo Taubiry”, socjaliści nadepnęli na, jak się okazało, najczulszy punkt: dzieci. Tego społeczeństwo nie wytrzymało. Nie wytrzymał od lat spychany do zakrystii Kościół. Ks. Brzezinka: – Kościół po raz pierwszy od 1968 r. stawia sprawę na ostrzu noża. Wychodzi na ulice. Ojciec Grosjean, jedna z ikon „Manify dla wszystkich”, w czasie marszu protestacyjnego wysyłał w świat rekordową ilość twittów. Ulicami Paryża idzie w tłumie ubrany w sutannę. – To jest przełom – tłumaczy ks. Brzezinka. – Pokolenie młodych księży we Francji, które nie przeżyło ’68 r., założyło koloratki, sutanny.

Manifestacje w obronie rodziny dodają tylko młodym księżom skrzydeł. Kościół widzi, że jest dla kogo i z kim pracować, że choć wartości republikańskie są silne we Francji, to silniejszy jest jednak instynkt natury, zdrowego rozsądku, etyki. Na debatę telewizyjną jednego z najpopularniejszych programów „Mots croisés”, o. Grosjean także zakłada sutannę. Ktoś wrzuca fragmenty emisji na Facebooka: „Brawo! Na żywo sutanna w telewizji”. Postawa i zaangażowanie kapłana wyraźnie irytują zaproszoną do studia Najat Vallaud-Belkacem, minister praw kobiet i ds. walki z homofobią, rzeczniczkę rządu. – Dzieci potrzebują matki i ojca, świadomości, że kobieta i mężczyzna razem dopełniają świat – tłumaczy jej kapłan. W odpowiedzi słyszy od minister: – Mogą wyjść na ulice i same to stwierdzić. Poza tym żyjemy w państwie laickim i ksiądz ma tu niewiele do powiedzenia. I jeszcze: – A te księdza związki heteroseksualne się rozpadają ze szkodą dla dzieci. – No właśnie! – przekonuje ks. Grosjean. – Dziecko cierpi z powodu braku jednego z rodziców. A wy chcecie, by to było regułą, by to cierpienie wpisać w prawo państwowe!

PACS na przystawkę

Zwolennicy „Prawa Taubiry” oburzają się na francuską prawicę: ich zdaniem UMP dała się „skorumpować przez Kościół i jego religijną ideologię”. „Jesteśmy państwem laickim! Prawica łamie tę zasadę” – powtarzają lewacy w mediach. Tugdual Derville, rzecznik „Manify dla wszystkich” tłumaczy: to, że politycy UMP pojawiają się na manifestacjach, to wyraz ich przekonań. Nikomu nie płacimy, nikt nie jest skorumpowany. Ludzie przyjeżdżają za własne pieniądze z całej Francji. – Związki homoseksualne z natury wykluczają rodzicielstwo. Parlament nie ma takiej mocy, by stawiać swoje pomysły ponad to prawo. I to nie jest kwestia religii, ale zdrowego rozsądku! – przekonuje Bruno Gollnish, deputowany Frontu Narodowego. – Co będzie następnym etapem? Małżeństwo poligamiczne? W trójkę, w czwórkę? To tak jak z PACS-ami. Mój rozmówca dotyka być może kluczowego problemu. Bowiem to właśnie zalegalizowane w 1999 r. tzw. obywatelskie pakty solidarności (PACS) miały rozwiązać m.in. kwestie par homoseksualnych. – Jak widać, to był tylko etap, przystawka – dodaje eurodeputowany. PACS-y mogą zawrzeć, podpisując kontrakt w merostwie, osoby tej samej lub przeciwnej płci. Łatwo się je rozwiązuje – składając oświadczenie w kancelarii rejonowego sądu. Bez rozpraw, prób mediacji, rozwodów. Kontrakty te wprowadził socjalistyczny rząd Lionela Jospina dzięki uporowi… Ségolène Royale, ówczesnej minister ds. rodziny, wtedy partnerki obecnego prezydenta François Hollande’a. Socjaliści, jak widać, od dekad drążą uparcie skałę. Ciekawe są jednak dane statystyczne dotyczące tych związków. Jak informuje Ministerstwo Sprawiedliwości, osoby tej samej płci zawarły aż 42 proc. tych umów w 1999 r. Tzw. boom na PACS-y wśród gejów i lesbijek szybko opadł. Już rok później, w 2000 r. z PACS-ów skorzystało tylko 24 proc. par tej samej płci, w 2005 r. zanotowano kolejny spadek do 10 proc., a w 2007 r. do 7 proc. Jak na razie, po wprowadzeniu w życie „prawa Taubiry”, jest boom na małżeństwa homoseksualistów. I to w świetle kamer. Niewykluczone, że sytuacja się powtórzy i podobnie jak było z PACS-ami, tak i tu po roku będziemy świadkami znikomej liczby takich związków. Przykładowo w ostatnich latach PACS-y zawierały praktycznie tylko związki heteroseksualne.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama