Nowy numer 3/2021 Archiwum

Umieram z czystym sumieniem

Ksiądz Jan Macha oddał życie, gdyż chciał być wierny wezwaniu Chrystusa: „Co jednemu z najuboższych czynicie, mnie czynicie”. Trwają przygotowania do rozpoczęcia jego procesu beatyfikacyjnego.

Proces

W śledztwie wszyscy byli nieustannie bici, także ks. Macha. Jak zanotowała we wspomnieniach jego siostra Róża: „Jak nam donieśli później, On dziennie, czy dobrze zrobił, czy źle dostał 80 pejczy na pośladek, że miał ciało do żywego odbite”. W tym czasie nie mógł mieć widzeń. Tylko raz na dwa tygodnie rodzina mogła mu przekazać paczkę oraz czystą bieliznę. Gdy odbierali jego rzeczy, były silnie zakrwawione. Jego proces odbył się przed II Senatem Karnym Wyższego Sądu Krajowego w Katowicach w piątek 17 lipca 1942 r. Rozprawa, która zaczęła się o 9 rano na II piętrze w sali nr 89, trwała prawie przez cały dzień. Wiadomo, że ks. Macha wygłosił długą, trwającą ponad godzinę mowę obrończą. Rodzina w tym czasie czekała na wynik rozprawy na korytarzu.

Oskarżony został o to, że jako Polak działał na szkodę narodu niemieckiego, podejmując działania mające na celu oderwanie obszaru Górnego Śląska od III Rzeszy, co zostało zakwalifikowane jako zdrada stanu. Świadkami oskarżenia byli gestapowcy Baucz i Gawlik. Bronił go adwokat z Zabrza Waldera, ale jego aktywność była tylko formalna. Oprócz ks. Machy sądzeni byli Joachim Gűrtler i Leon Rydrych. Wszyscy zostali skazani na karę śmierci. Ksiądz Macha był pierwszym kapłanem katolickim skazanym przez sądy III Rzeszy na śmierć. Gdy wyszedł, zdołał tylko podejść do siostry i powiedzieć: Rózia – kara śmierci. Niestety, nie zachowała się dokumentacja tego procesu, ale całkiem niedawno natrafiono na inny ślad. Otóż w Wojewódzkim Archiwum Państwowym w Katowicach znajdowała się opinia sporządzona przez dr. Strohbacha, szefa wydziału II Senatu Karnego Wyższego Sądu Krajowego, opiniującego wnioski o ułaskawienie, kierowane do kancelarii Adolfa Hitlera. Negatywnie opiniując wniosek o ułaskawienie, złożony przez matkę ks. Jana, Annę Machę, niemiecki urzędnik napisał, że ks. Macha stał na czele ruchu oporu nie tylko w swoim powiecie, ale także w sąsiednich gminach. „Jego wpływ na różne ataki na Niemiecką Rzeszę był duży”. „Był fanatycznym Polakiem, którego zapatrywań nie da się zmienić, dlatego ksiądz Macha na akt łaski nie zasługuje”. Nie wiadomo, jakie były dalsze koleje tej korespondencji i kto podejmował decyzje. W każdym razie z pisma, które przyszło z Berlina do sądu w Katowicach i datowane jest na 7 stycznia 1943 r., wynika, że wniosek o łaskę w ogóle nie był rozpatrywany, gdyż wcześniej został wykonany wyrok śmierci.

Pamięć i listy

Niezwykłym świadectwem hartu ducha straconego kapłana jest 16 listów do rodziny, które wysłał od 16 listopada 1941 r. do momentu egzekucji, a więc do 3 grudnia 1942 r. Pisał je najpierw z więzienia śledczego w Mysłowicach, a później z aresztu śledczego w Katowicach. 12 grudnia 1941 r. jeszcze z więzienia w Mysłowicach informował rodzinę, że napisał do sędziego śledczego prośbę, aby mógł się modlić z brewiarza. „Jestem tu taki samotny, ale Pan Bóg przysyła mi od czasu do czasu pocieszenie”. Gdy otrzymał zgodę na brewiarz, w kolejnym liście prosił rodzinę o jego przysłanie, dodając: „Mam tylko jedną prośbę: Modlitwa! Ja też proszę Boga. Czasami mi się wydaje, że jestem pustelnikiem” (12.12.41). Także w kolejnych listach prosił o modlitwę. „Wasze modlitwy mnie wzmacniają” (8.01.42). „Moja prośba, którą do Was przesyłam, to modlitwa, modlitwa, modlitwa. O cudach modlitwy już się przekonałem” (5.02.42). „Dzisiaj mija 6 miesięcy, więc pół roku jak mnie już nie ma. To był pierwszy piątek.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama