Nowy numer 41/2019 Archiwum

Niechciany statek

Historia transatlantyku „St. Louis” z 1939 roku skłania do gorzkiej refleksji na temat bierności Zachodu wobec nazizmu.

Na ostatni, rozpaczliwy telegram: „Panie prezydencie, proszę pomóc 900 pasażerom, wśród których ponad 400 to kobiety i dzieci” Roosevelt nie odpowiedział w ogóle. A kiedy „St. Louis” zbliżył się do brzegów USA tak bardzo, że pasażerowie widzieli światła Miami, powitały go kanonierki straży przybrzeżnej, oddając ostrzegawcze strzały. Prezydent Stanów Zjednoczonych milczał, bo nie chciał narazić się opinii publicznej. Znaczna część amerykańskiego społeczeństwa przyznawała się wówczas do antysemityzmu, a przedwyborcze badania z 1939 r. wykazały, że 83 proc. sprzeciwia się zwiększeniu limitu uchodźców, którzy mogą osiedlić się w kraju. Zastanawiający jest jednak brak reakcji wielkich organizacji żydowskich, takich ja B’nai Birth, Kongres Żydów Amerykańskich czy Główna Rada Żydowska. 2 czerwca gazeta „The Forward” zamieściła apel pasażerów: „Zwracamy się do Żydów na całym świecie. Mamy być odesłani z powrotem. Jak możecie pozostawać obojętni? Jak możecie milczeć? Zróbcie wszystko, co w waszej mocy! Niektórzy z pasażerów już próbowali popełnić samobójstwo. Pomocy! Nie pozwólcie, by statek wrócił do Niemiec!”. Jednak tylko Joint podjął próby ratowania uchodźców. Diane Afoumado, autorka książki o dramacie „St. Louis”, wysuwa hipotezę, że milczenie organizacji żydowskich wynikało z obawy, jakoby obrona współwyznawców miała przyczynić się do wzrostu i tak już silnego antysemityzmu w Stanach Zjednoczonych. Jeszcze gorzej ta sytuacja wyglądała w Kanadzie, która była ostatnią nadzieją pasażerów „St. Louis”. W latach 1933–1945 tylko 5 tys. Żydów mogło emigrować do Kanady. Dla porównania warto dodać, że Polska do 1939 r. przyjęła 20 tys. żydowskich uchodźców.

Kapitan Sprawiedliwy

Grupa kanadyjskich naukowców i duchownych próbowała przekonać premiera Williama Lyona Mackenzie Kinga do przyjęcia emigrantów. Jednak głos antysemickich doradców okazał się donośniejszy. „St. Louis” musiał zawrócić w kierunku Europy. Kilkunastu kolejnych pasażerów popełniło samobójstwo. W tej sytuacji kapitan Schröder postanowił nie zawijać z powrotem do Hamburga, tylko znaleźć dla swoich podopiecznych inne, bezpieczne miejsce. Rozważał nawet celowe rozbicie statku u wybrzeży brytyjskich, by zmusić Zjednoczone Królestwo do przyjęcia uchodźców. Ostatecznie 17 czerwca 1939 r. statek zawinął do portu w Antwerpii. Trudne negocjacje z władzami europejskich krajów zakończyły się chwilowym sukcesem. 288 pasażerów trafiło do Wielkiej Brytanii, 224 do Francji, 214 do Belgii, a 181 do Holandii. Jednak tylko tym pierwszym udało się przeżyć wojnę względnie spokojnie (z wyjątkiem jednej osoby, która zginęła w bitwie o Anglię w 1940 r.). Losy pozostałych były dramatyczne. 278 osób przeżyło Holocaust, 87 wyemigrowało z Europy, nim Niemcy opanowali Europę Zachodnią. Cała reszta zginęła. Kapitan Gustav Schröder po powrocie do Hamburga w 1940 r. nigdy już nie wrócił na morze. Po wojnie próbował utrzymywać się z pisania, publikując m.in. fragmenty prywatnego dziennika z czasu podróży „St. Louis”. Nie odniósł jednak literackiego sukcesu i biedował. Część dawnych pasażerów wspomagała go, przesyłając żywność i odzież. Pośmiertnie, w 1993 r., otrzymał od Yad Vashem za swoją postawę podczas rejsu medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Dzięki relacjom tych, którzy przeżyli, udało się dość szczegółowo odtworzyć przebieg rejsu. Zrobili to w latach 70. Gordon Thomas i Max Morgan-Witts w fabularyzowanym dokumencie „Rejs wyklętych”, który w Polsce ukazał się trzy lata temu nakładem wydawnictwa Replika. Na podstawie książki powstał w 1976 r. film pod tym samym tytułem. Zarówno książka, jak i film skłaniają do gorzkiej refleksji na temat bierności Zachodu wobec nazizmu. W tym kontekście płynące z Ameryki głosy, oskarżające Polaków o antysemityzm, powinny brzmieć nieco pokorniej.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji