Nowy numer 42/2019 Archiwum

Niechciany statek

Historia transatlantyku „St. Louis” z 1939 roku skłania do gorzkiej refleksji na temat bierności Zachodu wobec nazizmu.

Kiedy „St. Louis” wypływał z Hamburga, jego pasażerowie mieli nadzieję, że odmienią swoje życie. Wśród 937 osób obecnych na pokładzie aż 930 było żydowskiego pochodzenia. Uciekali z nazistowskich Niemiec, gdzie stali się kozłami ofiarnymi, winnymi wszelkich niepowodzeń, jakie dotknęły kraj. Po „nocy kryształowej” internowano 30 tys. Żydów. Hitler planował już „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”. Jednak marszałek Rzeszy Hermann Göring akceptował pozbycie się z kraju części przedstawicieli tego narodu jako tymczasowe rozwiązanie. Dlatego wydał zgodę na rejs. Oczywiście uciekinierzy musieli zapłacić III Rzeszy możliwie najwyższą cenę. Najtańszy bilet kosztował 600 marek – często składała się na niego cała rodzina. Dodatkowo pasażerom skonfiskowano wszelkie dobra z wyjątkiem osobistej odzieży, nałożono też na nich horrendalnie wysokie podatki.

Niegościnna Kuba

13 maja 1939 r. statek, nad którym powiewała swastyka, odbił od brzegu i wyruszył w kierunku Hawany. Pasażerom, mającym na pokładzie kino, basen i ekskluzywną restaurację, wydawało się, że złapali Pana Boga za nogi. „Fizycznie i psychicznie czuję się znacznie lepiej i jestem coraz bardziej przekonany, że w sobotę dopłyniemy do Hawany. Pieniądze otrzymałem. Bardzo dziękuję. Ucałowania. Papa” – pisał 25 maja w radiotelegramie do rodziny Moritz Schoenberger. Dwa dni później „St. Louis” był już u brzegów kubańskiej stolicy. Pasażerowie słali do bliskich radosne wieści, mając nadzieję, że na wyspie rozpocznie się ich oczekiwanie na wjazd do Ameryki, dokąd większość emigrantów chciała się udać. Mimo rocznego limitu przyjęć, jaki obowiązywał w USA, wielu z nich było gotowych czekać całymi latami, byleby tylko dotrzeć do tej wymarzonej krainy. Niestety, okazało się, że zostali oszukani. Dyrektor generalnego kubańskiego biura imigracyjnego Manuel Benitez sprzedawał wizy na Kubę w sposób niezgodny z prawem, zarabiając na tym ok. 1 mln dolarów. Prezydent Kuby Federico Laredo Bru postanowił ukrócić ten proceder i wydał dekret anulujący wydane dotąd dokumenty imigracyjne. W ten sposób wizy pasażerów „St. Louis” stały się nieważne. Negocjacji z rządem kubańskim podjęli się kapitan Gustav Schröder i przedstawiciel organizacji żydowskiej Joint – Lawrence Benson.

Niestety, klimat polityczny nie sprzyjał takim działaniom. Już wcześniej kampanię wymierzoną przeciw pasażerom statku rozpoczął niemiecki minister propagandy Joseph Goebbels, rozgłaszając na cały świat, że oto z III Rzeszy wyrusza statek wypełniony przestępcami i psychopatami. Na Kubie te informacje trafiły na podatny grunt. Na ulice Hawany wyszli demonstranci, którzy z antysemickimi hasłami na ustach domagali się zawrócenia statku. Ostatecznie kubańskie władze zażądały od uchodźców dodatkowej opłaty w wysokości 500 dolarów. Większość pasażerów nie posiadała takiej kwoty. Dwie osoby w desperacji popełniły samobójstwo. Tylko 29 udało się wysiąść w Hawanie: 22 miały ważne wizy amerykańskie, 6 osób było obywatelami Hiszpanii, a dwie – Kuby. Do szpitala trafił niedoszły samobójca Max Loewe z Wrocławia. Podcięcie żył w nadgarstkach nieoczekiwanie okazało się dla niego przepustką na inny kontynent.

Ameryka oddaje strzały

Tymczasem na statku kończyły się zapasy wody i żywności. 2 czerwca „St. Louis” podniósł kotwicę i krążył między Hawaną a Florydą, szukając miejsca, które przyjęłoby emigrantów. Przedstawiciele organizacji żydowskich rozmawiali z władzami Dominikany, Hondurasu, Kolumbii, Chile, francuskich terytoriów zamorskich, Martyniki, Gwadelupy, Kanady. Bezskutecznie. Listy słano też do prezydenta USA Franklina Roosevelta, ale odpowiedź była krótka: kontyngent emigrantów z Niemiec i innych krajów Europy Środkowej na 1939 r. został wyczerpany – było to 27 370 osób.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji