Nowy numer 38/2018 Archiwum

In vitro groźne dla ludzkości?

Prof. Cebrat: Zwiększanie częstości mutacji, np. przez in vitro, może zabić całą populację

- Ciężkie wrodzone wady serca stwierdza się 2,1 razy częściej [u dzieci poczętych metodą in vitro], niż u poczętych naturalnie, rozszczepienie wargi 2,4 razy częściej. Cztery i pół razy częściej dzieci te chorują na zrośnięcie przełyku. To dane z ciąż pojedynczych. Defekty w ciążach mnogich są o wiele częstsze, a takich jest po in vitro 20 razy więcej – nie pozostawia złudzeń kierownik Zakładu Genomiki Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Stanisław Cebrat w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. – Już w 2003 roku Brytyjczycy wykazali, że po zapłodnieniu w szkle zespół Beckwitha i Wiedemanna, związany z piętnowaniem rodzicielskim, występuje aż dziesięciokrotnie częściej – twierdzi naukowiec, który dodaje, że osoby poczęte metodą in vitro czterokrotnie częściej chorują na raka wątroby.

Przyczyną tego stanu rzeczy jest sztuczność metody. Tłumaczy, że nie wiadomo, czym kieruje się komórka jajowa, wybierając plemnik, który w nią wniknie, rzadko jest to ten, który dotrze do niej najszybciej. W przypadku in vitro ten element zostaje zaburzony, co może prowadzić do częstszych chorób potomstwa, gdyż dzieci mają osoby, które w innym wypadku by ich nie miały. Na pytanie dziennikarki: - In vitro odblokowuje to, co blokuje natura? – odpowiada: - Natura, zanim rozpocznie produkcję gamet, sprawdza prawidłowość ułożenia tych genów w obu kompletach. Gdy wykryje przesunięcia genów, mówi produkcji gamet: stop. Wtedy jest ich mało, w tym mnóstwo defektywnych, a takie pary małżeńskie kwalifikowane są do… in vitro. Tego typu bezpłodność dotyczy kilku procent populacji. Dlatego z punktu widzenia genetyki po in vitro musi rodzić się więcej dzieci z wadami.

Zdaniem naukowca jest to szkodliwe nie tylko dla samych dzieci, ale dla całej populacji. – Zwiększanie częstości mutacji prowadzi w końcu do osiągnięcia wartości krytycznej. A wówczas populacja ginie – mówi prof. Cebrat. Genetyk nie zgadza się z twierdzeniem, że diagnostyka preimplantacyjna, w wyniku której można by „pozbyć się” wadliwych zarodków rozwiązuje problem. - Taka dyskryminacja niepokoi mnie jako człowieka. Czy wie Pani, że w procesie norymberskim lekarz Hitlera powołuwał się na zalecenia Alexisa Carella, Amerykanina francuskiego pochodzenia, laureata medycznej Nagrody Nobla? Carell uważał, że należy pozbyć się „gorszych” nie tylko w komorach gazowych, ale i przez sterylizację – tłumaczy dziennikarce. Ponadto likwidacja osób z wadami jest szkodliwa także dla całej populacji, gdyż jest ona nieprzystosowana do zmian środowiska.

Prof. Cebrat wskazuje także na inny makabryczny aspekt przemysłu in vitro. Pozyskanie komórki jajowej kosztuje 5 tysięcy dolarów. – Najtańszym źródłem komórek byłyby jajniki żeńskich płodów po aborcji. Komórwki jajowe są tam już prawie dojrzałe. (…) Już kilkanaście lat temu informowano o tego typu pracach. Lepiej cieszmy się, że nie wpadli na ten pomysł naziści – mówi.

« 1 »

Zobacz także

  • in vitro
    11.03.2013 09:32
    Po raz kolejny chciałbym rozwiąć kilka mitów na temat in vitro.

    1. Dzieci poczęte w skutek metody in vitro NIE SĄ obciążone defektami, chorobami genetycznymi, rozwijają się prawidłowo
    Przeciwnicy metody in vitro często głoszą, że dzieci w ten sposób poczęte są chore, nieprawiłowo się rozwiajają, rodzą się z defektami. Takie argumenty są używane jedynie dla zastraszania społeczeństwa wobec braku racjonalnych i zgodnych z prawdą argumentów. W Polsce w zasadzie nie prowadzi się statystyk dzieci czy ciąż "z in vitro".
    Eksperci białostoccy od niepłodności (dr Domitrz i dr Szamatowicz) zapytani o wady u dzieci po in vitro, odpowiadają, że odsetek wad jest tylko minimalnie wyższy: "Dane epidemiologiczne wskazują w niektórych grupach pacjentów na wzrost ryzyka zachorowania dzieci na różne (zresztą bardzo rzadkie) zespoły (1:1000000), podobnie wydaje się, że szczególnie w grupie z tzw. ciężkim czynnikiem męskim wzrasta odsetek wad układu moczowego i wad serca - wzrost ten wynosi ok 1-2%"
    Zdecydowana większość dzieci po in vitro, podobnie jak zdecydowana większość dzieci poczętych "naturalnie" rodzi się zdrowa.


    2. Na in vitro NIE DECYDUJĄ SIĘ kobiety z wygody, by zaplanować sobie np. moment porodu na odpowiednią porę roku albo "wstrzelić się" z ciążą w odpowiedni moment kariery. Kto twierdzi, że in vitro jest wygodne, zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, czym jest ta metoda i na czym polega. In vitro związane jest z dużym obciążeniem dla organizmu, przyjęciem wielu leków (serii zastrzyków podawanych domięśniowo w pośladek lub brzuch), niejednokrotnie okupione bólem, czy tzw. przestymulowaniem, które kończy się nawet leczeniem szpitalnym. Decyzja o wybraniu tej metody jest niezwykle trudna, niepłodne pary podejmują ją przeważnie jako ostateczność, wtedy gdy np. nie udało się przez wiele lat "naturalnie" zajść w ciążę, nie udały się próby zapłodnienia prostszymi i mniej inwazyjnymi metodami (np. inseminacje). Marzeniem każdej niepłodnej pary jest naturalne poczęcie dziecka.
    Poza tym in vitro trudno jest zaplanować. Mężczyzna i kobieta muszą przejść wiele badań, aby zwiększyć prawdopodobieństwo przyjęcia się zarodka np. "wybić do czysta" bakterie normalnie bytujące w organizmie kobiety, co wiąże się z odłożeniem zabiegu nawet o kilka miesięcy. To nie metoda , by "urodzić dziecko w grudniu".


    3. Zarodki przy in vitro NIE SĄ niszczone.
    Każdy zarodek dla niepłodnej pary jest ważny. Zwykle przyjmuje je wszystkie (podzielone na kolejne transfery). Te zarodki, które giną, zginęłyby tak samo w procesie naturalnym. Nie uśmierca się zarodków. W przypadku, gdy para z jakichś powodów nie może przyjąć wszystkich zarodków, przekazuje je anonimowo innej parze do adopcji.
    Zarodki nie są niszczone czy przekazywane do badań. Nikt ich nie wyrzuca do kosza - to zwyczajne oszczerstwa. Zarodki są bezcenne. Przede wszystkim dla ich rodziców. Są też nadzieją i szansą dla par, które nie mają możliwości poczęcia biologicznego potomstwa, które pragną zaadoptować zarodek. Z informacji pochodzących z klinik niepłodności wiemy, że nieraz para czeka na zarodek do adopcji rok lub nawet dłużej.
    Jeżeli istnieją klinki (my ich nie znamy), w których na życzenie rodziców można zarodki zniszczyć czy przekazać do badań, należy to koniecznie uregulować, by tak się nie działo.

    Większość religii, judaizm, buddyzm, islam i większość religii chrześcijańskich zaakceptowało metodę leczenia niepłodności techniką pozaustrojowego zapłodnienia w myśl tego jednego z pierwszych poleceń Boga: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludniali ziemię i uczynili ją sobie poddaną». Kościół katolicki sprzeciwił się tej metodzie. Nie rozumiem tego.
    doceń 13
  • In vitro
    11.03.2013 12:53
    Naprotechnologia NIE JEST alternatywą dla in vitro. Nie jest, a przynajmniej nie dla wszystkich. Naprotechnologia nie zaradzi na wiele rodzajów niepłodności - np. nie udrożni czy nie odbuduje jajowodów, nie zaradzi słabemu nasieniu mężczyzny. Naprotechnologia jest dobra dla zdrowych osob z regularnym cyklem.
    Naprotechnologia to przede wszystkim obserwacja cyklu kobiety. W zasadzie każdy, kto zdecydował się na in vitro latami pod opieką ginekologów obserwował swój cykl... bezskutecznie.
    Metody wspomaganego rozrodu - in vitro i inseminacja są pomocą dla osób z niedrożnymi jajowodami (lub nawet bez jajowodów), nadają się też dla par, które cierpią wskutek niepłodności męskiej.

    Tworzenie „nadliczbowych zarodków” NIE MA NA CELU możliwości wykorzystania ich do celów eksperymentalnych oraz do handlu embrionami
    Osoby niepłodne to ostatnie osoby, które interesowałyby eksperymenty na własnych dzieciach czy handel nimi. Cenny jest dla nich każdy zarodek.
    Konieczne jest oczywiście wprowadzenie prawnej ochrony zarodków. Jednak takiej, która nie przekreśli szans na skuteczność in vitro.
  • In vitro
    11.03.2013 14:20
    Niepłodność kobiet poddających się in vitro (lub innym metodom leczenia niepłodności) NIE JEST związana z uprzednio dokonaną aborcją, używaniem spirali oraz chorobami przenoszonymi drogą płciową.
    Funkcjonuje fałszywy pogląd, że niepłodna kobieta sama sobie jest winna, ponieważ dokonała w przeszłości aborcji (nawet 90% kobiet, zdaniem autora artykułu zamieszczonego na stronie internetowej www.kosciol.pl , same przyczyniły się do swojej niepłodności). Aborcja jako zabieg – pomijając kwestie moralno-etyczne dla skoncentrowania się na przedmiocie dyskusji – wiąże się z zabiegiem łyżeczkowania jamy macicy. Zabieg może skutkować uszkodzeniem błony śluzowej macicy, co znowuż implikuje problemy z płodnością. Niestety ten sam problem pojawia się w przypadku poronienia – kobieta pragnie dziecka, ale ono umiera i wówczas lekarze kierują kobietę do szpitala celem przeprowadzenia zabiegu łyżeczkowania jamy macicy. Z zabiegu łyżeczkowania lekarze rezygnują, kiedy ciąża była bardzo wczesna i jest szansa, że organizm kobiety sam sobie poradzi. Wówczas, jeśli jest taka możliwość z medycznego punktu widzenia i bez ryzyka dla zdrowia kobiety, lekarze rezygnują z łyżeczkowania dla ochrony macicy kobiety, aby ograniczyć ryzyko zniszczenia endometrium, co skutkowałoby w przyszłości niepłodnością. Konkludując więc aborcja jako taka nie przyczynia się niepłodności, ale nieumiejętnie wykonany zabieg - trudno bowiem uchronić się przed ryzykiem błędu w sztuce lekarskiej.
  • grzegorz
    13.03.2013 08:43
    to w mitologi było inwitro
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama