GN 3/2021 Archiwum

Co ukrywa przed nami rząd?

Polaczek dla Gosc.pl: Władza ukrywa część wydatków przed opinią publiczną

Stefan Sękowski: Komisja Europejska wstrzymała środki na budowę dróg przez Polskę ze względu na podejrzenie powstania zmowy cenowej. To się często zdarza w UE?

Jerzy Polaczek*: – Gdy wstrzymuje się wypłatę całych środków na program Infrastruktura i Środowisko, to jest to sytuacja wyjątkowa. Rozumiem, że decyzja KE dotyczy nie tylko wypłaty środków w przyszłości, ale i kontrolę pieniędzy już wypłaconych. Tym bardziej dziwi wyjątkowo oszczędne odpowiadanie przez rząd na ten problem. Przypomina ono podejście do planu finansowego Krajowego Funduszu Drogowego. Od 2009 roku ustalają go wspólnie minister transportu, minister finansów i prezes Banku Gospodarstwa Krajowego. Plan ten nigdy nie był udostępniany opinii publicznej. Jako posłowi i byłemu ministrowi transportu dopiero w 2012 roku udało mi się dotrzeć do tej dokumentacji i ją opublikować.

Co się w nim znajduje?

– Zapisane jest w nim m.in., że rząd prognozuje na koniec 2012 roku saldo pasywów KFD  na sumę 43 mld złotych. Na podstawie tych dokumentów dowiedziałem się między innymi, że w latach 2010-2012 na finansowanie usług doradczych wydano 85 mln złotych – to niewyobrażalna kwota. I tak nie możemy się z niego dowiedzieć wszystkiego, gdyż rząd Donalda Tuska w zawartych umowach autostradowych, wyłączył jawność wydatków tzw. wydatki na „opłatę za dostępność” na czas funkcjonowania tych umów, czyli ponad 35 lat. To samo dotyczy informacji o potencjalnych zdarzeniach odszkodowawczych – według tego rządu mają być poufne.

Jak się ma to do dostępu do informacji publicznej?

– Mówimy o ukrywaniu części wydatków publicznych przez władzę. Rząd nie udostępnia publicznie tych kluczowych dokumentów dotyczących KFD, tak samo zdawkowo mówi o swoim stanowisku wobec zarzutów ze strony Komisji Europejskiej w sprawie wstrzymania wypłat na budowę dróg.

Minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska twierdzi, że do wstrzymania nie powinno dojść i że Bruksela działa na szkodę polskiego budżetu.

– Wierzę, że pani minister jest zaskoczona tym, co się stało. Świadczy to bardzo źle o przepływie informacji między resortami w tak istotnej kwestii jak rozwój infrastruktury. Ta kwestia nie pojawiła się tydzień temu, ministerstwo transportu wiedziało o niej już od drugiej połowy grudnia. Zamiast energicznie działać by przekonać KE o tym, że Polska sprawę wyjaśni, postanowiono ją przeczekać. Zawieszenie środków – mam nadzieję, że czasowe – to pokazanie żółtej kartki rządowi  przez KE.

Jaki może mieć to wpływ na rozwój infrastruktury w Polsce?

– W najbliższej perspektywie finansowej 2014-2020  zmieni się podejście Unii Europejskiej do polityki spójności. W tych latach na budowę dróg przeznaczonych będzie około 10 mld euro, które będą rozdysponowane między państwa w formule konkurencyjnej. Znaczenie będzie miał poziom wykorzystania środków w ostatnich latach i transparentność tego procesu. Możemy się zderzyć z chłodnym mechanizmem oceny w modelu ofertowym na nowe projekty infrastrukturalne.

A krótkoterminowo?

– Dziś sama obsługa odsetek w KFD to rocznie ponad 2 mld złotych. Wszelkie zaburzenia spowodowane wstrzymywaniem środków powodują  zamrażanie wydatków na nowe przedsięwzięcia. Przy zatorach w takiej skali nie można ich uruchomić.

Mamy do czynienia z poważnym zarzutem tworzenia kartelu. Czy ministerstwo transportu za pańskiego urzędowania robiło coś, by temu zapobiegać?

– W latach 2006 i 2007 systematycznie staraliśmy się uzyskać efekt zwiększenia ilości graczy na rynku, by nie było to tylko kilka podmiotów, jak miało to miejsce wcześniej. Ten oligopol miał źródło w funkcjonowaniu warunków przetargowych do 2005 roku, które promowały firmy z zagranicznym kapitałem. Poprzez zmiany w ustawie o zamówieniach publicznych oraz w procedurach wewnętrznych GDDKiA staraliśmy się umożliwić powstanie rodzimego segmentu firm drogowych.  Obecny rząd  do pewnego czasu kontynuował  ten proces. Narzucił jednak rzadko stosowany w takiej skali mechanizm „projektuj i buduj”, przerzucając praktycznie wszystkie główne ryzyka na wykonawców. Szaleńczy, wykreowany przez władzę, wyścig o kontrakty za każdą cenę, spowodował upadek kilku ważnych firm giełdowych(!), nie mówiąc o zdewastowaniu rodzimego, dopiero rozwijającego się, potencjału krajowego… czy bankructw na masową skalę setek firm podwykonawczych.

Czy ktoś powinien ponieść polityczne konsekwencje wstrzymania środków europejskich?

– Oczywiście, ale to się nie stanie. W tym rządzie nikt z niczego nie jest rozliczany. Odpowiedzialność to dzisiaj w sferach rządowych egzotyczne rzadko używane słowo.

*Jerzy Polaczek - polityk, poseł Prawa i Sprawiedliwości, w latach 2005-2006 minister transportu i budownictwa, 2006-2007 minister transportu.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Najnowsze