GN 2/2021 Archiwum

Czekając na szarańczę

Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie, Dwie tylko: p o e z j a i d o b r o ć... i więcej nic... C. K. Norwid

I piąty anioł zatrąbił: i ujrzałem gwiazdę, która z nieba spadła na ziemię, i dano jej klucz od studni Czeluści. I otworzyła studnię Czeluści, a dym się uniósł ze studni jak dym z wielkiego pieca, i od dymu studni zaćmiło się słońce i powietrze. I z dymu wyszła szarańcza na ziemię. [Apokalipsa 9,1–3a]

W 1922 roku ukazała się „Pożoga”, debiut 32-letniej wówczas Zofii Kossak-Szczuckiej, autobiograficzny tom wspomnień z Wołynia, z lat 1917–19, w których Wołyń spłynął krwią. Oto zawarta w książce charakterystyka bolszewickiego żołnierza, wstrząsający opis z pierwszej ręki:

Dobrowolne odepchnięcie od siebie wszystkich jasnych i dobrych stron życia, ustawiczne przebywanie w atmosferze krwi i mordu, powolny zanik uczuć ludzkich, musiały odbić się zewnętrznie, ujawnić na twarzach ludzkich, wytwarzając nowy, specjalny typ – krasnoarmiejca. (…) typ ten był dość jednolity. Niezależnie od czerwonych odznak i ubrania, każdego z towariszczy można było poznać na pierwszy rzut oka, podobni byli bowiem do siebie jak rodzeni bracia. Przede wszystkim rzucało się w oczy, że byli to ludzie młodzi, przeważnie prawie wyrostki. Czemu tak było, gdzie się podziewali starsi, nie wiem. Cera blada, chorobliwie nalana, zaognione oczy, wszystkie najwstrętniejsze nałogi, plugawe choroby. Wyraz twarzy idioty albo zwierzęcia. Ubranie w strzępach, w kieszeni setki tysięcy. Przesyt i nuda graniczące z rozpaczą.

Nikt bezkarnie nie przestaje być człowiekiem: ci byli napiętnowani raz na zawsze. (…) Byli nieobliczalni i straszni w swym niepodleganiu żadnej rozumowej możliwości. Zdarzało się nieraz, że bolszewik wszedł do domu, siadł za stołem, jadł, rozmawiał, pobył parę godzin, po czym nagle, bez żadnej przyczyny, wstał, zastrzelił gospodarza, albo jego żonę, albo dziecko, albo wszystkich po kolei i najspokojniej wyszedł. Dlaczego to zrobił? Zapewne sam nie wiedział dokładnie. Żądza krwi stawała się u nich nałogiem takim, jak palenie tytoniu lub wódka, i ludzie ci bez mordu obejść się nie mogli. Może więc tego dnia jeszcze nikogo nie zabił, może mu przyszło na myśl, jak też się rozpryśnie na ścianie mózg siedzącego za stołem człowieka lub jak wyć będzie ta matka, gdy on zetnie głowę dziecku… Krasnoarmiejcy byli zawsze ponurzy i smutni. Można było zauważyć u nich tylko dwa nastroje: albo podniecenie dzikie, zwierzęce, sadystyczne, albo śmiertelne przygnębienie i apatię. Ich śpiew przypominał wycie zwierząt.

Skąd? Dlaczego? Jaka droga wiedzie do zezwierzęcenia, do degeneracji, do piekła? Kossak-Szczucka:

Jedynym wrogiem niebezpiecznym, przed którym w głębi mrocznej duszy czuli lęk, wrogiem nad wszystko znienawidzonym a nieustannie przytomnym, był Bóg, Bóg sprawiedliwy i wszystkowiedzący, przenikający rzecz każdą. Dopóki biała wizja smutnego Chrystusa słaniała się jeszcze po świecie, nie było zaznać spokoju Czerwonemu Autokracie na złocistym tronie w Kremlu, ni zakosztować zupełnego triumfu. W poczuciu tej prawdy powiadał bolszewizm: „Bóg – albo ja”. Toteż walka wypowiedziana światu przez sowiety była pozornie tylko walką z kapitalizmem lub z takim czy innym ustrojem społecznym, a w rzeczywistości była walką z Bogiem, wypowiedziana wprost Bogu. Nie różnice klasowe chcieli wytępić, lecz wiarę. (…) „Boga usunąć ze świata!” było ich celem, hasłem i dążeniem (s. 247–248).

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama