Nowy numer 3/2021 Archiwum

Żebranie założycielskie

O księżach żebrzących o kromkę chleba i zagłaskaniu Ewangelii z kapucynem o. Janem Marcinem Kanią rozmawia Marcin Jakimowicz.

O. Jan Marcin Kania: – Napijecie się kawy? Mamy lavazzę. Jak się żyje z Bożej Opatrzności, to niżej niż lavazza się nie schodzi (śmiech)

Marcin Jakimowicz: Da się przyzwyczaić do żebrania? Oswoić je?

– Ja nie potrafię. Dla mnie żebranie było i jest ogromnym wyzwaniem. Cały czas muszę się łamać, by poprosić o kromkę chleba. To nie jest „moje”. Jestem pełen pychy, więc to bardzo upokarzające. Wolałbym zarobić i kupić – normalna reakcja dla faceta. Rozesłanie przekracza tę rzeczywistość – wchodzisz w przestrzeń zaufania, w Jego przestrzeń. Chrystus uczynił swą twarz jak głaz, nie odwracał się. To dla mnie lekcja.

Gdzie żebrało się szczególnie ciężko?

– Najtrudniejszym doświadczeniem była dla nas misja w Austrii.

Zima, rozłożyły nas choroby, nie mieliśmy zacisznego klasztoru tylko ulice, dworce. By użebrać kawałek chleba, czekaliśmy czasem i półtorej godziny! W Polsce to nie do pomyślenia. Bloki ogrodzone, wszędzie domofony, napisy „zakaz żebrania”. Firewall – nie przejdziesz. Telefon na policję i po sprawie…

Dało się porozmawiać?

– Tak. Przychodzisz jako żebrak, ale to Bóg aranżuje spotkanie. Nie przygotowujesz formułek, nie masz gotowych recept. Podobnie jak z jazdą autostopem. Najczęściej biorą cię ludzie, którzy czują jedność z Kościołem, albo ci, którzy są już daleko. Taki to sobie ciebie „wypożyczy”, by wylać wszystkie żale na proboszcza i episkopat. No i dobrze, może potrzebuje takiego piorunochronu? Pamiętam jedną z pierwszych rozmów. Zapukaliśmy do mężczyzny w Austrii. Na dzień dobry z agresją wypalił: „Ale ja w Boga nie wierzę!”. Rozmawialiśmy z nim chyba z dwie godziny. Opowiadał o sobie, o ojcu, któremu zazdrościł pokoju serca, o lęku przed śmiercią. Na koniec powiedział to samo, co na początku rozmowy: „Ale ja w Boga nie wierzę”. Ale wyrzucił to z siebie z taką nostalgią, tęsknotą, że zrozumieliśmy, że warto było rozmawiać.

Kiedy Brat wpadł na pomysł życia w baraku, ubogim familoku?

– Takie pragnienie kiełkowało w wielu braciach. Rozeznawaliśmy je wspólnie z przełożonymi. Nie było sytuacji, że bracia na siłę parli, mieli jakieś ciśnienie, by przepchnąć swą ideę. Pierwszym, innym niż tradycyjny klasztor domem, który powstał w prowincji, była pustelnia. Rok później założyliśmy dom w Katowicach na Załężu. Zaczęliśmy mieszkać w zwykłym familoku pośród ludzi. Chcieliśmy żyć według Ewangelii rozesłania. To było przecież serce powołania Franciszka. Usłyszał: „Idź!”. Zostawił wszystko i poszedł. To jest klucz: nie chodzi o to, że mieszkamy ubogo, bo otacza nas zewsząd bieda. Najważniejsze jest głoszenie słowa, nie aspekt socjalny! Chrystus, rozsyłając uczniów, mówił: „Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski!”. Franciszek bardzo przejął się tymi słowami.

Jak udało się Wam zachować jedność – stworzyć nowe dzieło i nie opuścić prowincji?

– Wszystko odbywało się w absolutnym posłuszeństwie. To przełożeni rozeznali, że zamieszkanie w familoku jest dziełem Ducha.

Była pokusa, by stać się „ojcem założycielem”?

– Nie.

A pokusa: jestem lepszy od braci, którzy mieszkają w zaciszu klasztorów w Krośnie czy Krakowie, bo w bardziej radykalny sposób przyjąłem słowa Franciszka?

– Nigdy w życiu! Ja mam przekonanie, że jestem gorszy od innych, skoro Bóg daje mi taki sposób życia. Mam niewiele wiary i dlatego On daje mi sposobność życia z Opatrzności, z tego, co wyżebrzemy. Dzięki temu przekonuję się, że On czuwa, opiekuje się. Nie mam telewizora nie dlatego, że jestem lepszy. Jestem słabszy. Wiem, że spędzałbym godziny z pilotem w ręku – znam siebie. Pan Bóg chroni mnie od pokus, którym bym nie sprostał. Błogosławię Go za to. To nie jest „za karę”!

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także