Nowy numer 3/2021 Archiwum

Chrześcijanin i kompromisy

Kto słucha Jezusa wybiórczo, ten oddala się od radości bardziej niż poganie, którzy wcale Go nie słuchają.

Jednym z aspektów globalizacji, otwarcia granic i społeczeństwa informacyjnego jest przemieszczanie się ludzi różnych kultur i światopoglądów, a także możliwość promowania i rozpowszechniania najbardziej nawet marginalnych stylów życia, przekonań czy obyczajów. W konsekwencji często – czasem nawet już w przedszkolu – podejmowane są dyskusje na temat wielokulturowości, sposobów respektowania różnic światopoglądowych, tolerancji i konsensusów. W społeczeństwach coraz bardziej zróżnicowanych pod względem religii, hierarchii wartości, a także sposobów patrzenia na człowieka i sens jego życia, wiele kwestii prawnych czy obyczajowych rozstrzyga się w o oparciu o kompromis, który nie zadowala wprawdzie żadnej ze stron, ale tu i teraz wydaje się jedynym możliwym rozwiązaniem.

Poważne zagrożenie pojawia się wtedy, gdy ktoś z uczniów Chrystusa przenosi mentalność kompromisu z życia społecznego i politycznego do sfery życia osobistego. Przykładem chrześcijan „kompromisowych” są ci, którzy samych siebie uznają za ludzi wierzących, a mimo to nie słuchają Jezusa w fundamentalnych sprawach. Rzadko uczęszczają na Eucharystię czy rezygnują z życia sakramentalnego, mimo że Jezus mówi jednoznacznie: to czyńcie na moją pamiątkę, a komu grzechy odpuścicie, są im odpuszczone. Tacy chrześcijanie próbują pójść za Jezusem, czyli pójść drogą błogosławieństwa, drogą świętości, drogą mniej uczęszczaną, która po grzechu pierworodnym stałą się drogą trudną, a jednocześnie nie korzystają z pomocy Jezusa w codziennym życiu. Nic dziwnego, że wcześniej czy później zaczyna brakować im sił, by trwać na tej drodze, lub wiary w to, że ta droga ma sens.

Innym przykładem „chrześcijaństwa” kompromisowego są ci narzeczeni, którzy zapewniają siebie nawzajem, że chcą zawrzeć sakramentalny związek małżeński, że wykluczają zdrady i rozwody, a mimo to współżyją ze sobą przed ślubem. Nie słuchają Jezusa w tak ważnej sprawie. Usiłują „przygotować się” do miłości i wierności poprzez… cudzołóstwo i grzech. Przykładem „chrześcijaństwa” kompromisowego są również ci, którzy twierdzą, że liczy się tylko miłość, a nie zachowywanie Bożych przykazań. W rzeczywistości wiara w to, że można oddzielić miłość od Dekalogu jest równie naiwna, jak wiara w to, że da się oddzielić oddychanie od życia, a szczęście od radości. Jezus nie tylko wzywa nas do miłości, ale też do nawracania się wtedy, gdy nie zachowujemy Jego przykazań: „Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje” (J 14, 21).

„Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3, 15-16). To stanowcze stwierdzenie jest szczególnie aktualne w naszych czasach. Przypomina nam ono o tym, że szczęśliwi mogą być jedynie ci chrześcijanie, którzy radykalnie słuchają Jezusa. Pójście na kompromis w osobistym życiu nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem, podobnie jak miłość nie ma nic wspólnego z pożądaniem, mądrość z naiwnością, a świętość z grzechem.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama