Nowy numer 32/2020 Archiwum

Monstery z dziecięcego pokoju

Kiedyś nad dziecięcym łóżkiem wisiał Anioł Stróż. Teraz obok leży laleczka. W trumience.

Z testu dostępnego na stronie internetowej poświęconej lalkom wynika, że najbliżej mi do Franki Stein. Czyli mam 16 dni, psa, który lata, mam niezgrabne ruchy więc moje szwy często pękają. Szyję mam przebitą jakąś śrubą. Moje (nastoletnie) koleżanki to 1600-letnia córka hrabiego Draculi, 15-letnia córa wilkołaka. I jeszcze jedno: jestem potworem. Brednie dla niedorozwiniętych emocjonalnie dorosłych, jakaś uwsteczniająca gra komputerowa, względnie serial z „dreszczykiem”? Nie. To krótki opis lalek, którymi bawią się kilkuletnie dziewczynki.

Monster wśród nas

Lalki Monster High pojawiły się na sklepowych półkach 3  lata temu (w Polsce nieco później). Wraz z nimi przybyły monsterowe gadżety: od przyborów szkolnych z trupią czaszką z kokardką, przez ubrania, po atrybuty laleczek. Bo przecież każda lalka powinna mieć zwierzątko (np. nietoperza), domek, czyli coś w rodzaju zamku wampirów, czy łóżeczko do spania, najlepiej w kształcie trumny. Reklamy takich lalek emitowano w telewizyjnych kanałach dla dzieci. W internecie pojawiły się filmy rysunkowe o liceum dla potworów, zombie, wampirów i tym podobnych uczniów. Polska nazwa liceum dla potworów, czyli Monster High, to Straszyceum. Producent lalek, firma Mat- tel, przeznaczyła potworki dla dzieci w wieku 8–11 lat. Jednak w sklepach sprzedaje się je opatrzone opisem: „plus 6 lat”. Lalki opanowały więc większość polskich przedszkoli. Bawią się nimi dziewczynki 4–5-letnie. Dr Andżelika Albińska, psycholog, pracuje w jednym z warszawskich przedszkoli do niedawna opanowanym przez wampiry z plastiku. – Fascynacja lalkami działa na zasadzie łańcuszka. Jedna dziewczynka przynosi zabawkę, zarażają się kolejne. Wszystko na zasadzie „mamo, kup mi”. Więc część rodziców kupuje (cena lalki to ok. 150 zł). W krótkim czasie przedszkole zaroiło się więc od postaci Monster High.

Ponieważ dzieci w dużej mierze stają się tym, z czym obcują i w co się bawią, postanowiłam się zjawisku potwornych lalek przyjrzeć – opowiada dr Albińska. Ponieważ nie ma jeszcze badań, które mówiłyby o wpływie lalek monster na dzieci, dr Albińska posłużyła się innymi popularnymi lalkami – typu Barbie. – Lalka typu Barbie jest nienaturalnie chuda, ma zaburzone proporcje ciała. Nawet bardzo szczupła kobieta, gdyby wyglądała tak jak Barbie, nie mogłaby chodzić – mówi dr Albińska. – Wiadomo, że coraz więcej małych dzieci wykazuje zaburzenia odżywiania, czy wręcz ma obsesję odchudzania. Nie można wykluczyć, że jest to powodowane również wpływem lalek na dziecięcą psychikę. Bo przecież dzieci chcą upodobniać się do ulubionej postaci: świadomie lub nieświadomie. Ciała Monster High wyglądają jak anorektyczki w ostatniej fazie choroby, z gigantycznymi głowami, dużym biustem i mocną lordozą lędźwiowego odcinka kręgosłupa. W przypadku fascynacji przyjaciółką-potworem dziecko może przyjąć również jej cechy i zachowania.

– Lalki monster rywalizują w dość prymitywny sposób: będę fajna, gdy nałożę mocny makijaż. Będą mnie lubić, gdy założę modny ciuch lub zdobędę chłopaka. Jeśli dziecko przyjmie taki tok rozumowania: ktoś mnie polubi za coś, grozi mu kryzys tożsamości, braku własnej wartości – twierdzi Albińska. Niepokojące jest też, że małe dzieci, śledząc poczynania swoich bohaterek, poznają szkołę i jej funkcjonowanie w mocno wypaczony sposób: życie ucznia w Straszyceum to głównie dbanie o wygląd, uganianie się za płcią przeciwną, walka o wpływy. A chociaż w scenariuszu na lalkowe życie, stworzonym na potrzeby filmów czy książek, postaci dojrzewają i „pozytywnie się zmieniają”, czyli np. przestają rywalizować, to owe „pedagogizmy” sprawiają wrażenie na siłę dorobionej przykrywki wartości zgoła odwrotnych. Twórcy lalek podkreślają, że zabawki uczą tolerancji i poszanowania dla odmienności. – Jestem nauczycielką, pracuję w świetlicy. Obserwowałam zachowania dziewczynek, które bawiły się lalkami monster: gdy je przynosiły do szkoły, nic innego nie było dla nich interesujące, nie odrabiały lekcji, nie bawiły się między sobą – opowiada Agnieszka Góral z Warszawy. – Gdy słyszę, że nie warto ich zakazywać, bo to zwykła zabawa i nie ma udowodnionej szkodliwości ich oddziaływania, to pytam: musimy czekać lata całe na badania, które pokażą nam to, co widać gołym okiem? To nie są zabawki, które mądrze uczą i bawią. To są zabawki, które szkodzą. Podobnego zdania jest pani Anna z Gdańska: – Nie widzieliśmy w lalkach nic złego. Córka była zachwycona, bo miała to, co wszystkie dziewczynki. Zauważyliśmy jednak, że jest coraz bardziej agresywna, mniej koleżeńska. Gdy w końcu odkryliśmy następującą zabawę: walkę między lalkami, następnie umieranie i układanie lalek do trumienki, „odstawiliśmy” potwory. Po pewnym czasie, zachowanie córki wróciło do normy.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama