Nowy numer 3/2021 Archiwum

Olimpiada w Polsce?

Znowu pojawiły się romantyczne marzenia o zorganizowaniu zimowej olimpiady w Polsce.

Sukces organizacyjny Euro 2012, a także dobre występy Justyny Kowalczyk sprawiły, że odżyły marzenia o zorganizowaniu w Polsce zimowych igrzysk olimpijskich. Jedni powitali pomysł z wielkim entuzjazmem, inni natychmiast bezlitośnie go wykpili. Oczywiście jest mało prawdopodobne, że Międzynarodowy Komitet Olimpijski przyzna nam organizację tej imprezy w roku 2022, warto jednak chyba zastanowić się przez chwilę, czy Polska rzeczywiście potrzebuje olimpiady?

Wielu komentatorów wylicza, że wszyscy organizatorzy igrzysk dokładają do tego „interesu”, bo wydatki na przygotowania zawsze są większe niż zyski ze sprzedaży biletów i wpływy z reklam. Z drugiej jednak strony olimpiada ożywia w następnych latach ruch turystyczny, czego w takich wyliczeniach już się nie uwzględnia. Przy okazji przygotowań łatwiej też zdobyć fundusze na rozbudowę infrastruktury (drogi, lotniska, hotele), a budowa obiektów olimpiskich tworzy nowe miejsca pracy. Narzekamy na opóźnienia w budowie autostrad w Polsce, ale pewnie bez Euro 2012 powstałoby ich jeszcze mniej.

Siedem lat temu miałem przyjemność odwiedzić Turyn i jego okolice przed zimowymi igrzyskami, które odbyły się w tym mieście w roku 2006. Trwały jeszcze końcowe prace przy nowych obiektach olimpijskich, ale największe wrażenie zrobiło na mnie to, co istniało w okolicach Turynu już wcześniej, od dawna. Siedem olimpijskich miejscowości w górach Piemontu łączy doskonała droga, częściowo autostrada. W każdej z tych miejscowości zobaczyłem mnóstwo wspaniałych wyciągów narciarskich, tras, hoteli, restauracji. Wydawało się, że turystów nie było wielu, bo ciężar ich przyjęcia brała na siebie cała okolica. Niestety trzeba powiedzieć, że bazę sportowo-turystyczną polskich gór dzielą od Piemontu lata świetlne.

Jaki stąd wniosek? Ano taki, że – moim zdaniem – nie stać nas na zorganizowanie olimpiady. Uważam, że to dobry interes, ale tylko dla bogatych, którzy nie startują od zera. Turyn mógł troszkę dołożyć do igrzysk, ale przy okazji wybudował sobie m.in. metro, zareklamował się w świecie i długofalowo – jak sądzę – zyskał. U nas zapóźnienia są tak znaczne, że tylko częściowe ich nadrobienie byłoby bardzo kosztowne. Znacznie trudniej byłoby uzyskać w miarę pozytywny bilans całego przedsięwzięcia. Myślę, że zbyt dużo musielibyśmy dopłacić. A długofalowe zyski? Sądzę, że rozbudowa bazy sportowo-turystycznej w górach nie jest dla Polski teraz najważniejszym priorytetem. Może więc nie warto walczyć o te igrzyska.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Leszek Śliwa

Zastępca sekretarza redakcji „Gościa Niedzielnego”

Prowadzi stałą rubrykę, w której analizuje malarstwo religijne. Ukończył historię oraz kulturoznawstwo (specjalizacja filmoznawcza) na Uniwersytecie Śląskim. Przez rok uczył historii w liceum. Przez 10 lat pracował w „Gazecie Wyborczej”, najpierw jako dziennikarz sportowy, a potem jako kierownik działu kultury w oddziale katowickim. W „Gościu Niedzielnym” pracuje od 2002 r. Autor książki poświęconej papieżowi Franciszkowi „Franciszek. Papież z końca świata” oraz książki „Jezus. Opowieść na płótnach wielkich mistrzów”, także współautor dwóch innych książek poświęconych malarstwu i kilku tomów „Piłkarskiej Encyklopedii Fuji”. Jego obszar specjalizacji to historia, historia sztuki, dawna broń, film, sport oraz wszystko, co jest związane z Hiszpanią.

Kontakt:
leszek.sliwa@gosc.pl
Więcej artykułów Leszka Śliwy

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także