Nowy numer 42/2019 Archiwum

Marny typ

O ewangelizacyjnym szwungu paryskiego emeryta i Tajnym Stowarzyszeniu Wolontariuszy na rzecz Rozśmieszania Księży Śmiertelnie Poważnych z Sylwestrem Szeferem rozmawia 
Marcin Jakimowicz.

Marcin Jakimowicz: Czy doświadczyłeś kiedyś takiego zgorszenia Kościołem, że widząc kapłana, przechodziłeś na drugą stronę ulicy?


Sylwester Szefer: – Przeżywałem różnego rodzaju zwątpienia, rozterki, ale zdaję sobie sprawę z tego, że niektórzy musieliby przejść na drugą stronę ulicy, widząc moją osobę. Zostałem wychowany na Śląsku, miałem ogromne szczęście spotykania od dzieciństwa świetnych katechetów czy księży. Byli świadkami wiary. W związku z tym nie przeżywałem nigdy traumy, o którą pytasz. Z wieloma księżmi (zwłaszcza we wspólnocie) jestem w kontaktach braterskich. 


Ile lat modlisz się w Emmanuelu?


– Jesteśmy z żoną we wspólnocie od 1994 roku.


Przez ten czas widziałeś mnóstwo grzechu, biedy, nieporadności Kościoła. Nie gorszyłeś się?


– Nie. Zrozumiałem, że ksiądz w momencie święceń nie staje się aniołem. I bardzo potrzebuje świadectwa wiary osoby świeckiej. Zdałem sobie sprawę, że nie mam prawa osądzać księży, którzy źle się prowadzą. Ciekawa rzecz: gdy przeprowadzimy ankietę na temat tego, czego oczekujemy od kapłanów, dostaniemy całą litanię pobożnych życzeń. I dobrze, że tak jest. Ale z drugiej strony, przyznajmy, od nas samych, świeckich, nie wymagamy aż tyle. Kapłani nie mogą pozostać sami. Nie mogą być oddzieleni. Tym, co zachwyciło mnie we Wspólnocie Emmanuel, są bliskie, braterskie stosunki z kapłanami. 


Ojciec Joachim Badeni, z którym miałeś bardzo bliską relację, mawiał, że im wyraźniej widzi grzech, kruchość i słabość Kościoła, tym mocniej go kocha.


– We mnie też działa taki mechanizm. Znam faceta, który był tak zażartym antyklerykałem, że sam postanowił zostać dominikaninem (śmiech). Słabość Kościoła mnie nie odpycha, ale mobilizuje. Bywałem kiedyś często w pewnej kurii. Spotykałem tam księży – urzędników. Czułem, że mają duchowe kłopoty. W świeckich urzędach byłem przyjmowany z większą serdecznością. Pierwsze kontakty mnie zmartwiły. Ale potem pomyślałem sobie, że może to ja jestem powołany do tego, by wnieść do tej kurii trochę uśmiechu? Mam młodą, nastoletnią znajomą. Często chodzimy razem do kościoła. Założyliśmy (nie wiem, czy mogę to zdradzić) Tajne Stowarzyszenie Wolontariuszy na rzecz Rozśmieszania Księży Śmiertelnie Poważnych (śmiech).


TSWNRRKŚP – brzmi nieźle…


– Tak (śmiech). Zbieramy punkty. Znam jednego niezwykle poważnego kapłana. Stwierdziliśmy, że jeśli uda nam się go rozśmieszyć, otrzymamy bonus: 50 punktów. 


Skąd u Ciebie i w ludziach z Emmanuela taki zachwyt Kościołem? Nie wyczuwam „zmęczenia materiału”.


– Czy ja wiem? Trudno o jednoznaczną receptę. Opowiem ci o moim spotkaniu z radością wspólnoty. W 1986 roku pojechaliśmy z Elą (moją przyszłą żoną) na rekolekcje do Paray-le-Monial. Zanim tam trafiliśmy, spędziliśmy parę miesięcy we Francji. Pobyliśmy trochę w kościele parafialnym w środkowej Francji. Byliśmy zdumieni tym, co zastaliśmy. Nie było spowiedzi indywidualnej, liturgia była dziwaczna, z magnetofonów puszczano jakąś muzyczkę. Komunię rozdawał ktoś przypadkowy…


Kowalski z pierwszej ławki?


– Tak! Pierwsza osoba z brzegu. Byliśmy zdumieni. Gdy mieliśmy ruszyć do Paray-le-Monial na rekolekcje Odnowy Charyzmatycznej, pomyśleliśmy: „Ojej, to co tam dopiero będzie się działo, skoro takie dziwactwa zagościły na dobre w zwykłej parafii”. Przyjeżdżamy i widzimy porządną Mszę św. ze wspaniałym, osadzonym w liturgii śpiewem. Ludzie klękają w momentach, w których trzeba klęknąć. Po Mszy – coś nieprawdopodobnego! – adoracja Najświętszego Sakramentu. Jako student filozofii PAT zostałem zaliczony do kleryków (śmiech). Mieszkałem z kapłanami. Wychodzili wcześnie rano, wracali późno w nocy. Mijaliśmy się. Przy wykwaterowaniu pytam: „Co robiliście? W ogóle nie widziałem was w pokoju”. A oni popatrzyli na mnie i powiedzieli: „Spowiadaliśmy!”. 


„Poczułem, że wszystko zaczyna się walić – mówił Piotr Goursat w jednym z wywiadów. – Modliłem się: Panie Boże, zrób coś wreszcie. To było straszne. Tonęliśmy, a wszyscy wokół uważali, że jest świetnie. I wtedy właśnie pojawiła się Odnowa”. Kim był założyciel Waszej wspólnoty?


– Krytykiem filmowym. Przez 10 lat był szefem Międzynarodowego Przeglądu Filmowego, później Francuskiego Katolickiego Biura Filmowego. Organizował mnóstwo spotkań, debat. Sporo się naoglądał. To była ważna postać francuskiej kultury. Swe pierwsze nawrócenie przeżył w wieku 19 lat. Wcześniej był katolikiem z dużymi wątpliwościami. Prawdziwie rewolucyjnym momentem jego życia okazało się jednak doświadczenie wylania Ducha – chrztu w Duchu Świętym. Przeżył go już jako człowiek na emeryturze. Miał 58 lat.


« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji