Nowy numer 50/2019 Archiwum

Sejm w zamrażarce

Pod rządami PO i PSL rola Sejmu została sprowadzona do maszynki przegłosowującej koalicyjne projekty, a jego funkcja kontrolna jest w zaniku. PiS przygotował projekt, który ma ten proces marginalizacji Sejmu zahamować.

Polska konstytucja stwierdza, że Sejm (razem z Senatem) sprawuje władzę ustawodawczą, czyli tworzy prawo, ale także kontroluje działania władzy wykonawczej, czyli Rady Ministrów. Pod trwającymi już szósty rok rządami Platformy, wspieranej przez PSL, Sejm oczywiście tę funkcję spełnia, ale sposób, w jaki to robi, budzi poważny niepokój. Jakość tworzonego przez posłów prawa jest na bardzo niskim poziomie, głos opozycji jest ignorowany, a funkcja kontrolna rządu właściwie zanikła. To wszystko odbywa się nie na poziomie łamania prawa, bo tego rządzącej koalicji nie można zarzucić, lecz praktyki parlamentarnej, która sprawia, że zaczynamy mieć do czynienia z karykaturą demokracji. Problem ten dostrzega opinia publiczna. Z badania CBOS przeprowadzonego pod koniec listopada wynika, że 64 procent ankietowanych negatywnie postrzega funkcjonowanie Sejmu.

Opozycja bez głosu

Wytworzyła się praktyka, że większość ustaw kierowanych obecnie do Sejmu powstaje w ministerstwach, przy współudziale Rządowego Centrum Legislacyjnego. Te rządowe projekty są przesyłane do Sejmu, a posłowie koalicji je przegłosowują zwykle bez żadnych zmian. Uwagi opozycji czy opinie ekspertów, nawet jeśli wskazują ewidentne błędy, z zasady są ignorowane.

Do tego ustawy w samych ministerstwach są często pisane naprędce, niechlujne, z błędami. Przykładem takiej praktyki jest uchwalony w ubiegłym roku pakiet pięciu ustaw zdrowotnych, przygotowany przez ówczesną minister zdrowia Ewę Kopacz. Projekty były pisane w pośpiechu przez politycznych pracowników ministerstwa, trafiły do biura prawnego resortu na trzy dni przed skierowaniem ich do konsultacji społecznych. Podmioty zajmujące się ochroną zdrowia zgłosiły do nich liczne uwagi krytyczne, jednak żadne nie zostały uwzględnione. Podobnie rzecz wyglądała w sejmowej komisji zdrowia – koalicyjni posłowie pakiet przyjęli bez zmian. Efektów doświadczyli pacjenci już po kilku miesiącach, gdy w służbie zdrowia zapanował niebywały bałagan związany ze sposobem wypisywania recept, do którego by nie doszło, gdyby posłowie rządzącej koalicji uwzględnili uwagi ekspertów czy opozycji. Innym przykładem ignorowania głosu opozycji był sposób procedowania projektu Solidarnej Polski, który przewidywał likwidację przypadku pozwalającego przeprowadzić aborcję, gdy istnieje podejrzenie choroby nienarodzonego dziecka. Projekt ten został w pierwszym czytaniu skierowany do prac w połączonych komisjach. Będący przeciwny zmianom premier Donald Tusk zapowiedział, że daje koalicji dwa tygodnie na doprowadzenie do odrzucenia projektu, co też się stało. Komisje sejmowe obradowały nad nim tylko raz. Mający większość posłowie PO przegłosowali wniosek o zamknięciu listy posłów, którzy pragnęli zabrać głos, w efekcie znaczna część polityków PiS i SP nie miała możliwości wypowiedzenia się. Prowadzący obrady poseł PO Sławomir Piechota przerywał wystąpienia posłów opowiadających się za projektem, skracał ich wypowiedzi i nie dopuścił do głosu strony społecznej, np. przedstawicieli ruchów pro life czy lekarzy. Następnego dnia marszałek Sejmu Ewa Kopacz wprowadziła głosowanie nad odrzuceniem tego projektu – tak wnioskowały komisje – do porządku obrad, na co regulamin Sejmu pozwala w wyjątkowych przypadkach, do tego przed głosowaniem pozwoliła jedynie na pięciominutowe oświadczenia przedstawicieli klubów. Projekt został odrzucony. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem, ale z duchem demokracji nie miało wiele wspólnego. Ograniczenie roli Sejmu do przegłosowania projektów rządowych bez uwzględniania jakichkolwiek uwag fatalnie odbija się na jakości prawa. Pokazuje to m.in. rosnąca liczba spraw kierowanych do Trybunału Konstytucyjnego: o ile w 2000 roku Trybunał wydał 312 orzeczeń, o tyle w 2010 prawie dwa razy więcej – 611. Tylko rzecznik praw obywatelskich kieruje do Trybunału Stanu co roku kilkanaście skarg. Złe prawo na poziomie ustawowym skutkuje także wadliwymi przepisami, RPO rocznie wysyła do różnych ministerstw ok. 200 wniosków, wskazując konieczność usunięcia tych wad.

Mechanizm zamrażarki

W demokracji parlamentarnej jest oczywiste, że rządowa koalicja ma w Sejmie większość i przegłosowuje proponowane przez siebie rozwiązania, odrzucając inicjatywy opozycji. Ale jest też oczywiste, że opozycja musi mieć zagwarantowane prawo do wyrażania swojej opinii, a kierowanie się zasadą dobra wspólnego nakazuje rozważyć jej głos, bo być może jest on merytorycznie słuszny. Tymczasem w polskim Sejmie obowiązuje zasada „dobra partyjnego”, w myśl której opozycja jest traktowana jako zło konieczne, co prawda tolerowana, ale w praktyce jej prawo do wyrażania opinii jest ograniczane do minimum. Podstawowym narzędziem marginalizowania opozycji jest tzw. sejmowa zamrażarka, która pozwala nie rozpatrywać projektów ustaw zgłaszanych przez opozycję. Służy do tego specjalny mechanizm. Najpierw projekt jest składany w lasce marszałkowskiej.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama