GN 47/2020 Archiwum

Słonie na bani

Banda pijanych słoni zdemolowała wioskę. Ciekawe czy ktoś je odstawił na izbę wytrzeźwień?

Listopad to nie miesiąc trzeźwości. A już na pewno nie dla słoni w indyjskiej wiosce Dumurkota. Cwane zwierzęta wyczuły procenty, więc - jak podaje policja - włamały się do lokalnego sklepu i opróżniły 18 wielkich naczyń, pełnych wysokoprocentowego trunku z owoców mahuy. Razem ponad 500 litrów alkoholu. To jednak był dopiero początek imprezki. Rozrywkowe bestie nie ugasiwszy pragnienia w wiejskim geszefcie, postanowiły znaleźć więcej ognistej wody. Zaczęły więc przeszukiwać wioskę, demolując przy tym domy i pola. Na szczęście nikomu z mieszkańców nic się nie stało.

Stadko nie było wcale małe. Liczyło około 50 osobników. Co daje średnio 10 litrów na głowę. Jeden osobnik waży jakieś 4 tony. Zatem mamy 0,25 l. na 100 kg. wagi. Może chwycić. A słonie - jak ludzie: jak popiją za dużo, to tracą koordynację, bywają agresywne, tracą panowanie nad sobą. Tyle, że są o wiele większe. I jak w takiej sytuacji zagonić je do izby wytrzeźwień?

Wspomniane stado jest znane mieszkańcom z umiłowania do żulerskich imprez. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że słonie są zwykłymi alkoholikami. Piją dużo, w dodatku na cudzy koszt. Niestety pomysłu na rozwiązanie problemu nie mają lokalni obrońcy przyrody ani światowe władze "Greenpeace". A sprawa poważna. Bo jeśli nikt zwierząt na odwyk nie zagoni to mogą pójść w obyczajowej samowolce dalej. I w przyszłym roku zobaczymy je na słoniowym marszu wolnych konopi.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wojciech Teister

Redaktor serwisu internetowego gosc.pl

Dziennikarz, teolog. Uwielbia góry w każdej postaci, szczególnie zaś Tatry w zimowej szacie. Interesuje się historią, teologią, literaturą fantastyczną i średniowieczną oraz muzyką filmową. W wolnych chwilach tropi ślady Bilba Bagginsa w Beskidach i Tatrach. Jego obszar specjalizacji to teologia, historia, tematyka górska.

Kontakt:
wojciech.teister@gosc.pl
Więcej artykułów Wojciecha Teistera

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także