Nowy numer 48/2020 Archiwum

Albo silna, albo wcale

O Polsce w przeddzień Święta Niepodległości z Dariuszem Gawinem rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz.

Ks. Tomasz Jaklewicz: Zbliża się narodowe święto i przyznam, że mam niepokój, pamiętając o tym, co się działo w zeszłym roku. Boję się, czy nie utrwali się jakaś zła tradycja walk ulicznych w Dniu Niepodległości. Czy Pan podziela ten niepokój?

Dariusz Gawin: – Wydarzenia w zeszłym roku były smutne i nie kojarzyły się z atmosferą święta narodowego. Istnieje takie zagrożenie, ale mam nadzieję, że w tym roku nie dojdzie do tego typu zachowań, które obniżyłyby rangę tak ważnego dnia dla wszystkich Polaków. Choć rozumiem powody, dla których wiele osób odczuwa niepokój.

Rok temu to radykalna lewica sprowadziła chuliganów z Niemiec, aby starli się z manifestacją patriotyczną. Skąd bierze się niechęć lewicy do patriotyzmu?

– Tradycji lewicowych jest dużo. W Polsce były też tradycje lewicowe, które łączyły się z patriotyzmem. W XIX wieku czerwone stronnictwa uczestniczyły w powstaniach narodowych. W XX wieku dla „socjalistów niepodległościowych”, którym przewodził Piłsudski, niepodległość była wartością bardzo ważną i oni to mocno przyczynili się do jej odzyskania. Jednocześnie na lewicy był nurt internacjonalistyczny, który nie tylko obawiał się pojęcia narodu, ale je wręcz uważał za niebezpieczne. Obecna radykalna lewica, choć nie jest już komunistyczna, ale lewacka, popełnia wszystkie błędy luksemburgizmu. Róża Luksemburg uważała, że niepodległość Polski jest pomysłem szkodliwym i Polacy powinni roztopić się w jakimś ogólnokomunistycznym projekcie. Nowa lewica jest bardzo aktywna i widoczna, ale na szczęście niewielka. Nie ma realnego wpływu na politykę i nie odzwierciedla poglądów wielkiej części społeczeństwa.

Ale już o wiele bardziej wpływowe środowisko „Gazety Wyborczej” od 1989 roku zachowuje dystans wobec tradycji narodowych i nie wspiera specjalnie odzyskiwania pamięci patriotycznej, zniszczonej przez komunistów.

– W środowisku, które można określić jako liberalno-lewicowe, rozłożenie akcentów jest jednak inne niż u Krytyki Politycznej. Oni sami uważają się za patriotów, ale nie chcą nadużywać takich pojęć jak „patriotyzm” czy „naród”. Są wyczuleni na przejawy tego, co, jak uważają, prowadzi do szowinizmu. Sami bardzo się oburzają, kiedy im się mówi, że nie są patriotami, ale mają trudność z przedstawianiem rzeczy, z których Polacy powinni być dumni. Tropią potencjalne zagrożenia, ale nie proponują przekonującej pozytywnej opowieści. Te puste miejsca zapełniają więc inni, a oni są tym zdziwieni i często reagują agresywnie.

Rozmawiając dziś o Polsce, nie uciekniemy od pytań o tragedię smoleńską. Ostatnie badania CBOS-u mówią, że 80 proc. społeczeństwa uważa, że rząd całkowicie lub w dużym stopniu zaniedbał sprawę wyjaśnienia przyczyn katastrofy.

– To jest rzecz bardzo bolesna, dużo głębsza i poważniejsza niż tylko opowiadanie się za rządem czy opozycją lub dzielenie Polaków na zwolenników teorii zamachu i jej przeciwników. Śmierć prezydenta w takim miejscu i takich okolicznościach wywołuje uczucie najgłębszej grozy, wrażenie, że jesteśmy wplątani w jakieś błędne koło historii. Sporo ludzi uważało, że nie należy być stanowczym wobec Rosji, bo to przekracza nasze możliwości, należy się tylko skoncentrować na pogrzebach. Dzisiaj widać, że nawet tego państwo dobrze nie zrobiło. Pomijając śledztwo, wrak, czarne skrzynki… Wątpliwości się mnożą. To jest ciężka próba dla polityków, dla państwa i dla całego społeczeństwa. To było najtragiczniejsze wydarzenie, jakie w wymiarze wspólnotowym Polakom się wydarzyło w ciągu ostatnich 20 lat i będzie pamiętane długo. Biorąc pod uwagę, że Lech Kaczyński został pochowany na Wawelu, będzie przez Polaków pamiętane zawsze.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama